- Bezprawnik -
- Praca -
- „Zbieram na pierścionek”. Tak uliczni muzycy zarabiają na tanim wzruszeniu i emocjonalnym szantażu
„Zbieram na pierścionek”. Tak uliczni muzycy zarabiają na tanim wzruszeniu i emocjonalnym szantażu
Widzieliście kiedyś ulicznego muzyka deklarującego zbieranie pieniędzy na pierścionek zaręczynowy dla swojej ukochanej? U niektórych taka motywacja do gry lub śpiewu wywołuje serdeczny uśmiech. Inni zaś pozostają sceptyczni. Ja zaliczam się do tych drugich.
Napis „Zbieram na pierścionek zaręczynowy” to zwykle chwyt marketingowy
Osobiście niechętnie płacę muzykom, którzy eksponują takie tabliczki. Wynika to z tego, że doceniam ulicznych artystów za autentyczność ich motywacji – choćby była ona czysto finansowa, związana z koniecznością zarobienia na życie.
Tymczasem zbiórka na pierścionek to w takich okolicznościach często cel jedynie deklaratywny i hasło działające w wielu miastach, zwłaszcza na turystów. Wykorzystuje ono psychologiczny mechanizm związany z tym, że chcemy uczestniczyć w szczęściu innych.
Tego, jak jest naprawdę, przeważnie nigdy się nie dowiemy. Ale tabliczka z napisem „Zbieram na pierścionek zaręczynowy” to na ogół zwykły gotowiec, używany przez muzyków latami. Według znawców branży działa lepiej niż np. hasło „Zbieram na karmę dla psa”.
Zresztą nawet gdyby motywacja z pierścionkiem była prawdziwa, budzi wątpliwości innego rodzaju. Przecież każdy mężczyzna, który zamierza wejść w związek małżeński, powinien mieć stałą pracę i środki na to, by sfinansować pierścionek dla drugiej strony relacji.
Ile może zarobić uliczny muzyk?
W mieście ze sporą liczbą turystów, jak np. Kraków, Gdańsk czy Zakopane, w sezonie ktoś taki może wypracować kilkaset złotych dziennie. Zwłaszcza jeśli jest uzdolnionym artystą i prezentuje unikalny program.
W mniejszych miastach dochody zwykle są niższe. W lokalizacjach o ograniczonym natężeniu turystów niekiedy bywają wręcz symboliczne (np. kilka złotych za godzinę gry) lub zerowe. Ale w takich miejscach mężczyzn zbierających na pierścionki raczej nie spotkamy.
Czy zarabianie grą lub śpiewem na ulicy jest legalne?
Tak, ale muzycy muszą spełnić wymogi różniące się w zależności od lokalizacji. W jednych miastach grajkowie uliczni pozwolenia muszą uzyskać w urzędzie, w innych wystarczy trzymać się ogólnych zasad. Dla przykładu w niektórych miastach artyści mają obowiązek uregulować opłaty za zajęcie pasa drogowego. Nie wolno im też używać nagłośnienia.
Co innego samo proszenie o pieniądze bez jakiegokolwiek świadczenia w zamian – w takim wypadku w grę wchodzi kara za żebranie przewidziana w Kodeksie wykroczeń.
Datki do kapelusza to przychód, z którego trzeba się rozliczyć
Nade wszystko zaś pieniądze wrzucane do kapelusza czy pokrowca na gitarę to przychód muzyków, z którego powinni się oni rozliczać. Działa tu podobna logika jak w gastronomii, gdzie podatek od napiwków obciąża osobę je otrzymującą. Przy działalności na niewielką skalę zastosowanie może mieć tu np. nierejestrowana działalność gospodarcza – nowy limit przychodów działalności nierejestrowanej wynosi obecnie 10 813,50 zł kwartalnie.
Fundusze raczej nie idą na pierścionki. Przesądza o tym coś jeszcze
Instytucja tradycyjnych zaręczyn zanika w całym społeczeństwie. Stąd drogocenne pierścionki z diamentem coraz częściej ustępują miejsca wydatkom na wspólne życie, a tani pierścionek zaręczynowy przestaje być powodem do wstydu.
Dodatkowo dla samych muzyków – ludzi z natury oswojonych z rynkową niepewnością – inwestowanie pieniędzy w drogą biżuterię rzadko okazuje się priorytetem finansowym.
Choć w indywidualnych przypadkach z pewnością bywa inaczej, dla typowego grajka kosztowny pierścionek to raczej motyw z romantycznej piosenki niż pilny wydatek.
zobacz więcej:










