1. Bezprawnik -
  2. Transport -
  3. Zapłaciłeś za bilet, a i tak dostaniesz wezwanie. Wystarczy rozładowany telefon

Zapłaciłeś za bilet, a i tak dostaniesz wezwanie. Wystarczy rozładowany telefon

Od pewnego czasu obserwujemy szybki i zdecydowany proces odchodzenia od płatności gotówką za bilety w środkach komunikacji publicznej. Trend nie podoba się wielu osobom i trudno się temu dziwić, ale na zwrot w drugą stronę raczej nie ma co liczyć. Co więcej, w niektórych sytuacjach po płatności nie otrzymamy nawet papierowego biletu.

Płatności bezgotówkowe w Polsce coraz popularniejsze

Polacy coraz częściej korzystają z płatności bezgotówkowych — to fakt, z którym trudno dyskutować. Jak wynika z danych przekazanych przez fundację „Polska Bezgotówkowa”, w 2025 r. w Polsce aż 71 proc. transakcji w punktach handlowo-usługowych zrealizowano bezgotówkowo. Pod tym względem Polacy są na 5. miejscu wśród krajów europejskich.

Nie zmienia to jednak faktu, że gotówka to wciąż (i raczej się to nie zmieni) pełnoprawny środek płatniczy w Polsce. Tymczasem osoby poruszające się komunikacją miejską i posiadające wyłącznie monety czy banknoty mogą poczuć się jak klienci drugiej kategorii. Dlaczego? Ano dlatego, że znalezienie w autobusie czy tramwaju automatu biletowego, który obsługuje gotówkę, jest coraz trudniejszym zadaniem.

Bilety tylko kartą? Dlaczego przewoźnicy rezygnują z gotówki

Przewoźnicy w coraz większej liczbie miast odchodzą od sprzedaży biletów za gotówkę. Argumenty są zawsze te same: koszty obsługi automatów, ryzyko kradzieży, konieczność wybierania monet, awarie. Są to argumenty racjonalne, z którymi często trudno polemizować. Problem w tym, że z perspektywy pasażera racjonalność kończy się tam, gdzie zaczyna się brak możliwości zapłaty.

Czy sprzedawca może w ogóle odmówić przyjęcia gotówki?

Tymczasem zgodnie z ustawą o NBP banknoty i monety emitowane przez bank centralny są prawnym środkiem płatniczym w Polsce. W myśl art. 32 tej ustawy co do zasady sprzedawca nie może odmówić przyjęcia gotówki, a taka odmowa bywa nawet kwalifikowana jako wykroczenie. Ustawodawca nie przewidział tu jednak jasnej, bezwzględnej zasady regulującej każdą możliwą sytuację — przedsiębiorcy mają swobodę kształtowania umów, a ich regulaminy zwykle ją szeroko wykorzystują. Problem w tym, że miejskie spółki transportowe to podmioty, których nie można traktować na równi z osiedlowym sklepem, w którym ekspedientce akurat zabrakło drobnych na wydanie reszty.

Kasy samoobsługowe tylko na kartę — problem nie tylko w tramwajach

Co ciekawe, podobny problem dotyczy coraz popularniejszych kas samoobsługowych w sklepach — jeden z posłów złożył w tej sprawie interpelację, pytając o dyskryminację płacących gotówką, skoro większość takich kas obsługuje wyłącznie płatności bezgotówkowe. Pokazuje to, że problem wykluczenia płacących gotówką ma znacznie szerszy wymiar niż sama komunikacja miejska.

Komunikacja miejska to usługa publiczna, a nie zwykły biznes

Tramwaj czy autobus miejski to usługa publiczna, finansowana w dużej mierze z pieniędzy podatników — a w niektórych miastach, w których obowiązuje bezpłatna komunikacja miejska, w całości. Dla wielu osób, na przykład seniorów, osób bez konta bankowego, cudzoziemców, którzy dopiero przyjechali, czy nastolatków bez własnej karty, jest to podstawowy sposób poruszania się po mieście. Pozbawienie ich możliwości zapłaty gotówką oznacza w praktyce wykluczenie z usługi, którą wszyscy współfinansujemy. Pojawia się więc pytanie: co wtedy, gdy pasażer chciał kupić bilet, ale nie mógł?

Brak biletu, bo nie dało się go kupić. Co grozi pasażerowi?

Zgodnie z przepisami Prawa przewozowego pasażer jest zobowiązany posiadać ważny bilet. Co grozi za jazdę bez biletu? Opłata dodatkowa, choć w rzeczywistości jest to roszczenie cywilnoprawne wynikające z art. 33a Prawa przewozowego, a nie mandat karny — co ma znaczenie chociażby dla terminu jego przedawnienia. Przepisy przewidują jednak sytuacje, w których pasażer nie ponosi winy, a w orzecznictwie sądów pojawia się pogląd, że nie można wymagać zakupu biletu, gdy przewoźnik nie zapewnił realnej możliwości jego nabycia.

Awaria biletomatu a opłata dodatkowa — co mówi orzecznictwo sądów?

W praktyce pasażer, który wpadnie na kontrolera, będzie musiał udowodnić, że chciał zapłacić, a nie mógł. Udowadnianie tego, że automat w tramwaju był dla niego bezużyteczny, realnie jest jednak skazane na niepowodzenie. Zwykle taka interwencja skończy się wezwaniem do zapłaty, reklamacją, odwołaniem, a czasem sprawą w sądzie. Na szczęście sądy w podobnych sprawach już niejednokrotnie stawały po stronie pasażerów ukaranych tzw. mandatem za niedziałający biletomat. Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia uznał, że pasażer, który nie mógł kupić biletu z powodu awarii biletomatu, powinien zwrócić przewoźnikowi jedynie cenę samego biletu, bez opłaty dodatkowej. Sąd uznał równocześnie, że pasażer nie ma obowiązku korzystania z aplikacji mobilnej jako alternatywy. Podobnie sąd w Łodzi stwierdził, że kontroler nie może nałożyć kary na pasażera, który wykazuje wyraźną chęć zakupu biletu, ale z przyczyn od niego niezależnych (np. z powodu tłoku) nie jest w stanie tego zrobić.

Jak się bronić, gdy nie można było kupić biletu?

Jasne — pasażerowie, którzy nie chcą (lub nie mogą) korzystać z płatności bezgotówkowych, mają kilka alternatyw. Można kupić bilet wcześniej w punkcie stacjonarnym, kiosku albo u kierowcy, jeśli taka możliwość jeszcze istnieje. Można też zainstalować aplikację, choć nie każdy chce lub potrafi. Gdy zaś dojdzie do sytuacji, w której realnie nie dało się kupić biletu, warto zachować dowody (np. zdjęcie niedziałającego biletomatu z widoczną godziną), a w razie nałożenia opłaty dodatkowej złożyć reklamację i odwołanie, powołując się na brak możliwości zakupu. Warto wiedzieć, że podobny problem dotyczy nawet aplikacji mobilnej do zakupu biletu w pojeździe — zdarzały się przypadki bezpodstawnego wystawiania wezwań do zapłaty pasażerom, którzy nie zdążyli dokończyć zakupu biletu w aplikacji, zanim pojawił się kontroler.

Kraków bez biletomatów na gotówkę w autobusach i tramwajach

Problem w tym, że niektóre miasta „zaciskają pętlę” na osobach korzystających z gotówki w środkach transportu w sposób wręcz bezwzględny. Przykład? W Krakowie w autobusach i tramwajach nie znajdziemy już biletomatów obsługujących płatności gotówką. Co więcej, w wielu pojazdach pojawiły się urządzenia, które po dokonaniu płatności nie wydają już papierowych biletów — są one przypisane do nośnika, którym dokonywaliśmy płatności. Do tego od 2020 r. nie ma możliwości zakupu biletu u kierowcy ani motorniczego.

W praktyce jesteśmy więc świadkami sytuacji, w której bilet za gotówkę możemy kupić tylko przed wejściem do pojazdu — o ile w okolicy znajduje się czynny automat biletowy przyjmujący gotówkę (co nie jest takie oczywiste) lub stacjonarny punkt sprzedaży biletów (co należy do rzadkości). Mało tego — jeżeli zapłacimy za przejazd smartfonem w biletomacie, który nie wydaje papierowych biletów, a podczas kontroli telefon będzie rozładowany, to i tak dostaniemy wezwanie do zapłaty. W końcu powerbank to najlepszy przyjaciel pasażera, prawda?

Gotówka w komunikacji miejskiej — środek płatniczy drugiej kategorii?

W takich sytuacjach nie sposób nie dojść do wniosku, że przewoźnicy mogliby przyjąć do wiadomości, że komunikacja miejska nie jest zwykłym biznesem, tylko usługą, która ma służyć wszystkim. Bo jeśli państwo mówi obywatelowi, że jego pieniądze są prawnym środkiem płatniczym, ale w tramwaju już nie, to trudno nie zapytać, czy nie jest to środek płatniczy drugiej kategorii.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover