- Bezprawnik -
- Prawo -
- Jesienny zew grzybni u Polaków. "Sztywniutko" na grzybobraniu to mało powiedziane
Jesienny zew grzybni u Polaków. "Sztywniutko" na grzybobraniu to mało powiedziane
W miniony weekend udałem się w tym sezonie na grzyby dopiero po raz drugi. W przeciwieństwie do lipcowego rekonesansu tym razem wiedziałem, że w okolicy jest wysyp grzybów. Niestety wiedzieli o tym także inni grzybiarze. Co prawda grzybów starczyło dla wszystkich, jednak zamiast spokojnej i sielskiej atmosfery dało się wyczuć spore napięcie.
Grzybobranie udane – rekordowy zbiór borowików, ale atmosfera dość przeciętna
Rok i dwa lata temu odwiedzałem ten las wielokrotnie i to z dużymi sukcesami. Borowik szlachetny, krasnoborowik ceglastopory, różnego rodzaju podgrzybki i koźlaki – wszystkiego było w bród. Ostatni weekend był chyba rekordowy, przynajmniej jeśli chodzi o liczbę i łączną masę zebranych borowików.
Pisząc ten tekst, właśnie suszę je w suszarce do grzybów i owoców. W takim tempie może uda się to skończyć do połowy tygodnia, ale nie narzekam, bo zapasy na wigilijne paszteciki i sos mam zapewnione.
Do tego mogłem odpocząć, spędzając w lesie ładnych parę godzin na świeżym powietrzu. Szkoda tylko, że nie dla wszystkich grzybiarzy zbieranie grzybów było odpoczynkiem i relaksem. Byłem świadkiem istnej grzybowej gorączki.
Lasy Państwowe są dla wszystkich z nas...
Większość mijających mnie osób była bardzo miła i odpowiadała lub sama z daleka mówiła „dzień dobry”. Nie brakowało jednak takich, którzy chyba uznawali las za swoją własność, a przecież przebywaliśmy wszyscy na terenie Lasów Państwowych, które należą do każdego z nas.
Co mówi ustawa o lasach o wstępie do lasu
Art. 26 ust. 1 ustawy o lasach:
Lasy stanowiące własność Skarbu Państwa, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, są udostępniane dla ludności.
Do takich lasów każdy może swobodnie wejść bez żadnego pozwolenia, przepustki czy opłaty. Trzeba jednak pamiętać, że nie wszędzie grzyby możemy zbierać bezkarnie. Jedynie na początku pandemii COVID-19 ówczesny rząd wprowadził zakaz wejścia do lasów, co wywołało wielkie kontrowersje.
W teorii każdy z nas może więc odpoczywać na terenie Lasów Państwowych czy zbierać grzyby. W teorii.
...ale niektórzy grzybiarze uznają cię za intruza
Zauważyłem, że niektórzy grzybiarze to osobnicy o silnym terytorializmie. Pewna kobieta zaczęła na mój widok chrząkać. Początkowo nie zwracałem na to uwagi, ale z czasem zorientowałem się, że im mniejsza dzieliła nas odległość, tym głośniejsze było chrząkanie. Najwyraźniej pani nie życzyła sobie mojego towarzystwa, gdyż było to „jej stanowisko” i w ten sposób oznaczała swój rewir. Tym razem obyło się bez „dzień dobry”.
„Moje” stanowisko grzybowe? W lesie obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy”
Ja też mam „swoje” stanowiska w tym lesie. Wiem, gdzie najczęściej rosną borowiki szlachetne, gdzie podgrzybki zajączki, a gdzie krasnoborowiki ceglastopore. Tak naprawdę nie jest to „moje” stanowisko, gdyż każdy ma pełne prawo tu przyjść i zebrać grzyby. Kto pierwszy, ten lepszy, a rezerwacja grzybów w państwowym lesie nie ma żadnej mocy prawnej.
Mój zbiór byłby jeszcze większy, gdyby nie to, że jedno z tych stanowisk było już odwiedzone przez innego grzybiarza, o czym świadczyły liczne pocięte kawałki trzonów. Nie mogę mieć o to do nikogo pretensji, w końcu to tak samo mój las, jak i milionów innych obywateli.
Leśny wyścig szczurów, czyli grzybowa gorączka w Beskidach
Gdy zauważyłem, że jedno z „moich miejsc” zostało już spenetrowane, postanowiłem odbić w górę lasu (były to lasy na terenie Beskidów). Najwyraźniej stanowiłem swojego rodzaju drogowskaz dla innej osoby, która niemal mnie śledziła, licząc, że doprowadzę ją do grzybów.
Inny pan w średnim wieku musiał chyba spanikować, bo pewnie „mój zagajnik” był też jego upatrzonym miejscem na krasnoborowiki. O ile z prawej strony byłem śledzony, o tyle z lewej wspomniany mężczyzna aż wystrzelił w górę, żeby tylko być pierwszym. Odpuściłem i udałem się w inne miejsce. Idąc w dół, minąłem grupkę ludzi, a jeden z nich z ironicznym uśmiechem próbował mnie zniechęcić, mówiąc: „Dziś to nic w lesie nie ma, wczoraj to były grzyby”.
Los chciał inaczej: schodząc niewielkim jarem, trafiłem na prawdziwe „borowikowe eldorado”, które będzie chyba „moim” nowym stanowiskiem.
zobacz więcej:










