- Bezprawnik -
- Nieruchomości -
- Nowy chwyt w folderach deweloperów. Sprawdź, zanim dopłacisz za „bezpieczne podziemie”
Nowy chwyt w folderach deweloperów. Sprawdź, zanim dopłacisz za „bezpieczne podziemie”
Wojna za wschodnią granicą trwa od ponad czterech lat, a bezpieczeństwo budynku powoli staje się jednym z kryteriów przy wyborze mieszkania — obok dojazdu, szkoły czy ceny za metr. Ostatnie alarmy na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu znów przypomniały o tym temacie; w przypadku nowych bloków sprawa jest jednak mniej oczywista, niż mogłoby się wydawać.
Alarm w Lublinie i Rzeszowie trwał godzinę. Reakcje instytucji były bardzo różne
W czwartek 17 września, tuż przed południem, RCB rozesłało ostrzeżenie o zagrożeniu atakiem z powietrza do mieszkańców dwóch województw; w Lublinie i Rzeszowie zawyły syreny, a wojsko poderwało myśliwce w związku z rosyjskim nalotem na zachodnią Ukrainę. Po około godzinie alarm odwołano, a naruszenia polskiej granicy nie stwierdzono.
Warto jednak zauważyć, jak zareagowały poszczególne placówki. Pracownicy urzędów w Lublinie i Rzeszowie zeszli do piwnic i na poziom minus jeden; w części szkół uczniów sprowadzono na niższe kondygnacje, w innych lekcje trwały bez przerwy. Do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Rzeszowie dzwoniło z kolei sporo osób, które chciały się po prostu dowiedzieć, jak mają się zachować.
Bezpieczeństwo budynku coraz ważniejsze przy zakupie mieszkania
Sam system ostrzegania działa według ustalonych zasad, wiadomo więc, kiedy trzeba wysłać alert RCB. Takie dni dobrze pokazują jednak, że informacja o zagrożeniu to za mało, jeśli mieszkańcy nie wiedzą, dokąd pójść. Jarosław Jędrzyński z portalu rynekpierwotny.pl zwraca uwagę, że przy zakupie mieszkania ten aspekt będzie liczył się coraz bardziej. Tyle że nowy blok wcale nie musi mieć lepiej przygotowanego podziemia niż budynek sprzed kilkunastu lat; wiele zależy od tego, kiedy deweloper złożył wniosek o pozwolenie na budowę — i czy w ogóle zaplanował kondygnację pod ziemią.
Garaż podziemny w nowym bloku nie jest schronem. Nie każdy blok będzie go zresztą miał
Ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej rozróżnia kilka poziomów ochrony. Najwyżej stoją schrony, czyli budowle hermetyczne i wyposażone w filtrowentylację; niżej znajdują się ukrycia, które hermetyczne już nie są. Miejsca doraźnego schronienia (MDS) organizuje się z kolei w przystosowanych piwnicach, garażach czy innych częściach budynków, a punkty schronienia mają chronić przede wszystkim przed odłamkami. Od 1 stycznia 2026 r. podziemia nowych budynków wielorodzinnych oraz garaże podziemne, jeśli nie zaplanowano w nich schronu ani ukrycia, trzeba projektować tak, by dało się w nich zorganizować MDS.
Nowe przepisy obejmą tylko część inwestycji deweloperskich
Przepis ma jednak dość wąski zasięg. Obejmuje wyłącznie inwestycje z wnioskiem o pozwolenie na budowę złożonym po 31 grudnia 2025 r.; biorąc pod uwagę czas potrzebny na uzyskanie pozwolenia i samą budowę, która trwa zwykle od dwóch do trzech lat, większość takich mieszkań trafi do nabywców dopiero za kilka lat. Ustawa nie wprowadza też obowiązkowych schronów ani nie nakazuje budowy podziemia — jeśli deweloper postawi na parking naziemny, obowiązek po prostu nie powstaje. Nie da się ukryć, że w tańszych inwestycjach, zwłaszcza poza dużymi miastami, garaż podziemny nie zawsze jest standardem.
Ile osób pomieści miejsce doraźnego schronienia w bloku?
Ograniczona jest też sama pojemność takich miejsc. W budynku mieszkalnym MDS ma pomieścić liczbę osób równą łącznej powierzchni użytkowej mieszkań podzielonej przez 25 mkw. Blok z mieszkaniami o łącznym metrażu 4 tys. mkw. powinien więc zapewnić miejsce dla 160 osób, a mieszkanie o powierzchni 50 mkw. „liczy się” jako dwa miejsca — choć mieszkać w nim mogą trzy czy cztery osoby.
Bezpieczeństwo może trafić do cennika mieszkań. Na razie brakuje jednak danych
Państwo rozbudowuje równolegle bazę istniejących miejsc ukrycia, a docelowo MSWiA chce zapewnić schrony dla połowy populacji. Aplikacja „Gdzie się ukryć”, przygotowana przez straż pożarną, w grudniu 2025 r. obejmowała ok. 70 tys. obiektów dla 20 mln osób; w czerwcu tego roku Kancelaria Premiera informowała już o 83 tys. miejsc dla blisko 24 mln osób. Chodzi jednak przede wszystkim o piwnice, tunele, przejścia i garaże, które dają podstawową ochronę, ale do hermetycznego schronu sporo im brakuje. W przyszłości rolę ukryć mogłyby pełnić także tunele, jeśli powstanie metro w 10 miastach w Polsce. Paradoksalnie starsze budynki z obszernymi piwnicami mogą w takim zestawieniu wypadać nie gorzej niż nowe osiedla bez podziemia; jednocześnie przepisy nie wymagają przebudowy budynków już istniejących.
Czy bliskość schronienia podniesie ceny mieszkań?
Czy bliskość bezpiecznego miejsca przełoży się na ceny mieszkań? W tym momencie trudno to ocenić, bo nie ma danych, które pozwalałyby taki efekt wyodrębnić. Wiadomo za to, że nowe obowiązki podnoszą koszty inwestycji — branża od dawna przekonuje, że przez nie ceny mieszkań deweloperskich mocno wzrosną. Można się jednak domyślać, że deweloperzy — zwłaszcza we wschodniej części kraju — zaczną częściej wspominać o przygotowanych podziemiach w materiałach sprzedażowych. Z perspektywy kupującego ważniejsze od hasła w folderze będzie to, czy podziemie faktycznie spełnia wymogi, dla ilu osób zostało zaprojektowane i kto otworzy je mieszkańcom, gdy przyjdzie kolejny alert.
zobacz więcej:










