Media społecznościowe mają bardzo duży wpływ na całe społeczeństwa. Niestety nie jest to najczęściej wpływ pozytywny. Jeśli ktoś mi nie wierzy, to polecam mu zapoznać się przez chwilę z dowolną dyskusją na tematy polityczne w serwisie X, najlepiej z udziałem samych polityków. O ile ta konkretna tematyka raczej nie zagraża najmłodszym, o tyle dzieci i młodzież są narażeni na innego rodzaju zagrożenia. Czy można ich jakoś przed tym uchronić? Okazuje się, że tak.
Parlament Europejski wypracował ostatnio konkretne propozycje rozwiązań, do których wdrożenia wezwano Komisję Europejską. Na liście znajdziemy kilka ciekawych pomysłów. W grę wchodzi między innymi:
- Zabronienie stosowania najbardziej szkodliwych i uzależniających praktyk, do których zaliczają się na przykład: nieskończone przewijanie, automatyczne odtwarzanie, "przeciągnij, aby odświeżyć", pętle nagrody czy szkodliwe praktyki gamifikacji. Gamifikacja to nie tyle same gry komputerowe, ile stosowanie wykorzystywanych w nich mechanizmów do innych sfer życia.
- Zakazanie stron, które nie spełniają unijnych przepisów.
- Podjęcie działań przeciwko technologiom perswazyjnym takim jak: targetowanie reklam, działania marketingowe influencerów, uzależniające cechy projektowe i zwodnicze interfejsy.
- Zakazanie stosowania wobec małoletnich systemów rekomendacji opartych na zaangażowaniu.
- Zakaz lootboksów, wirtualnych walut w grach komputerowych i innych tego typu praktyk.
- Zakazanie platformom stosowania zachęt finansowych dla dziecięcych influencerów.
- Rozwiązanie nowych problemów związanych z AI, takich jak: technologia deepfake, chatboty do towarzystwa i tworzenie intymnych obrazów bez zgody osób na nich przedstawionych.
Trzeba przyznać, że niektóre z tych pomysłów brzmią znajomo. Mamy na przykład tzw. ustawę o blokowaniu treści w internecie, która stanowi krajową implementację unijnego Aktu o usługach cyfrowych. Można się więc pokusić o stwierdzenie, że zaostrzenie kursu prawodawców nie tylko stanowi całkiem realną perspektywę, ale wręcz trwa już od jakiegoś czasu.
Najważniejszym z tych wszystkich pomysłów jest dosłowne odcięcie osób, które nie mają 16 lat, do mediów społecznościowych, platform udostępniania wideo i wirtualnych asystentów AI. W przypadku zgody rodziców próg ten obniżałby się do 13 lat.
Ktoś mógłby teraz wzruszyć ramionami i stwierdzić, że i tak nie ma za bardzo, jak tego sprawdzać. Okazuje się jednak, że to nieprawda. Komisja Europejska pracuje już przecież nad unijną aplikacją służąca właśnie weryfikowaniu wieku użytkowników internetu właśnie na takie okazje. Równocześnie Polska szykuje własne rozwiązania oparte na mObywatelu, którego różne aspekty omawialiśmy już na Bezprawniku.
Przyznaję, że nie jestem specjalnym zwolennikiem ograniczania swobód obywatelskich w imię mglistego wezwania do "pomyślenia o dzieciach". Możecie nazwać mnie cynicznym, ale źródeł ewentualnej demoralizacji i zagrożeń upatrywałbym w pierwszej kolejności w gronie rówieśniczym, z którym najmłodsi na co dzień spotykają się w szkołach. Nie oznacza to jednak, że odcięcie dzieci od social media mi się nie podoba. Istnieją powody, by propozycji europosłów przyklasnąć.
Przede wszystkim, nie da się ukryć, że media społecznościowe nie są dzisiaj bezpiecznym miejscem nawet dla dorosłych. Główne platformy nie tylko są podejrzewane o promowanie swoimi algorytmami wszelkich możliwych skrajności w imię nakręcania zaangażowania użytkowników. Obecnie aktywnie udostępniają miejsce reklamowe najprawdziwszym cyberprzestępcom. W grę wchodzi nie tylko oszustwo na inwestycje w akcje ORLEN, czy recovery scam. Reklamują się też całkowicie zmyślone urodziwe panie, które dziwnym zrządzeniem losu chcą właśnie w ten sposób zawrzeć nowe znajomości. Wniosek nasuwa się sam: gigantom social media nie można pod żadnym pozorem wierzyć, że nieprzymuszone perspektywą drakońskich kar dokonają jakiejś samoregulacji. Wszystkie ich dotychczasowe posunięcia świadczą o czymś zupełnie przeciwnym.
Kolejnym problemem, który celnie zdiagnozowali europosłowie, jest wystawienie internautów na wszechobecne zabiegi marketingowe połączone z technikami perswazyjnymi, których legalność bywa wątpliwa. Rzeczywiście najmłodsi są szczególnie narażeni na takie sposoby pozyskiwania klientów. Prawdę mówiąc, poszedłbym o krok dalej i najchętniej całkowicie zakazałbym reklamy skierowanej do dzieci i młodszych nastolatków. Propozycje Parlamentu Europejskiego to jednak jakiś punkt wyjścia.
Odcięcie dzieci od social media przyniesie nam też dość nieoczywiste korzyści. To znaczy: nie tyle sam zakaz, ile sposoby na jego egzekwowanie. Weryfikacja wieku z prawdziwego zdarzenia pozwoliłaby nam na ukrócenie działalności wszelkiej maści botów, a także uprzykrzenie życia wrogim dywersantom, którzy panoszą się w europejskim internecie niczym u siebie. Zmyślony człowiek nie wyrobi sobie w końcu profilu umożliwiającego mu korzystanie z mObywatela. Warto także dodać, że botom nie przysługuje konstytucyjne prawo do wolności słowa. Agentom Moskwy czy Mińska udającym polskich patriotów też bym nie obdarzał nim zbyt szczodrze.
Europa robi stanowczo zbyt mało, by walczyć z dezinformacją oraz bezhołowiem globalnych platform społecznościowych. Można przy okazji rzeczywiście przyznać, że eksperyment w postaci social media przyniósł też poważne szkody społeczne. Jeżeli rzeczywiście wzięlibyśmy się na naszym kontynencie za rozwiązanie tych palących problemów o cywilizacyjnym wręcz charakterze, to odcięcie dzieci od social media i pewna niedogodność dla dorosłych użytkowników są poświęceniem, na które jestem gotów.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj