- Bezprawnik -
- Prawo -
- Rozbity dżem na kafelkach dyskontu. Zdziwisz się, kto według prawa powinien za niego zapłacić
Rozbity dżem na kafelkach dyskontu. Zdziwisz się, kto według prawa powinien za niego zapłacić
Wypadki chodzą po ludziach także w trakcie zakupów. Zbity słoik przy kasie w sklepie to również zarzewie sporu. Kto powinien za niego zapłacić? Tym razem zdrowy rozsądek i obowiązujące przepisy są ze sobą zgodne.
Wypadki przy sklepowej kasie zdarzają się częściej, niż się wydaje
Tradycyjne kasy w supermarketach i dyskontach wciąż cieszą się dużą popularnością. Mają jednak pewne wady, które w dużej mierze wynikają z przestawiania się sklepów na model możliwie samoobsługowy. Nie bez powodu klienci wciąż wymieniają problemy z kasami samoobsługowymi jednym tchem z narzekaniem na ciasnotę przy kasach tradycyjnych.
Nie da się ukryć, że współczesne modele kas tradycyjnych zrobiły się dużo mniejsze niż jeszcze dekadę temu. Klienci mają zauważalnie mniej miejsca na zakupy. Niekiedy brakuje także jakiejkolwiek fizycznej bariery pomiędzy skanerem a podłogą.
W sytuacji, gdy kasjer wbija kolejne produkty w ekspresowym tempie i niedbale przesuwa je w stronę kupującego, ten może mieć czasem problem z nadążeniem z pakowaniem swoich zakupów. Może się też zdarzyć, że jakiś produkt wyleci poza kasę właśnie w stronę podłogi.
Pół biedy, jeśli mamy do czynienia z czymś odpornym na upadek. W grę wchodzą jednak także szklane opakowania. Sam w trakcie robienia zakupów w sklepie jednej z popularnych sieci dyskontów byłem kilkakrotnie świadkiem, jak słoik dżemu roztrzaskał się o kafelki. Raz nawet był to mój słoik. Pytanie nasuwa się samo: kto w takiej sytuacji powinien zapłacić?
Słoik z dżemem to nie wszystko, co może spaść i się rozbić
Nie ukrywam, że mieliśmy wówczas z panią kasjerką całkowicie rozbieżne zdanie na ten temat jeszcze przed etapem zapłaty za zakupy. Ostatecznie po krótkiej i nie do końca uprzejmej wymianie poglądów stanęło na tym, że mogłem wymienić rozbity słoik na nowy.
Sprawa wcale nie jest tak trywialna, jak mogłoby się wydawać. Możemy sobie bardzo łatwo wyobrazić inne podobne wypadki na terenie sporego sklepu.
Być może wystarczyła chwila nieuwagi, by dziecko w wózku coś zrzuciło. Może produkty były umieszczone na półce tak ciasno, że wyciągnięcie jednego spowodowało bardzo dosłowny efekt domina, zakończony roztrzaskaniem kilku sztuk na podłodze. Możliwe nawet, że wystarczyło coś lekko trącić, by spadło. Osobną kategorią sporów jest zjedzenie towaru w sklepie jeszcze przed dotarciem do kasy.
Siłą rzeczy przepisy prawa cywilnego stworzono w taki sposób, by można było je zastosować także w przypadku drobnych codziennych sporów w sklepie – nawet bez potrzeby angażowania sądu, jeśli sieci uwzględnią je w swoich wewnętrznych procedurach.
Obowiązek zapłaty za towar sprowadza się do tego, kto wykazał się niedbalstwem – klient czy sklep
W pierwszej kolejności powinniśmy zwrócić uwagę na art. 415 kodeksu cywilnego, który stanowi punkt wyjścia dla praktycznie każdego rozważania o odpowiedzialności za wyrządzenie szkody:
Kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia.
Przywołana przed chwilą ustawa nie posiada własnej definicji legalnej winy, ale na szczęście znajdziemy ją w przepisach kodeksu karnego. Wina może być oczywiście umyślna, co jednak przy sklepowych sporach o rozbity dżem niespecjalnie nam się do czegokolwiek przyda. Bardziej interesuje nas ta nieumyślna.
Obejmuje ona zarówno niedbalstwo, jak i lekkomyślność. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, gdy nasz winowajca nie przewidział wyrządzenia szkody, ale wciąż ją wyrządza. Dzieje się tak dlatego, że nie zachował ostrożności, którą powinien i mógł w danej sytuacji zachować. To właśnie od tego zależy zniszczenie towaru w sklepie i to, po czyjej stronie leży rachunek.
Małe dzieci nie odpowiadają za szkody, ale ich rodzice już owszem
Jak to się ma do roztrzaskanego dżemu w sklepie? Jeżeli to my nie zachowujemy minimum ostrożności przy kontakcie z towarem, w wyniku czego ten ląduje zniszczony na podłodze, to będziemy musieli za ten towar zapłacić.
Jeżeli tak się stało, że nasz produkt został zniszczony z powodu naszego niedbalstwa już po tym, jak za niego zapłaciliśmy, to sklep nie jest nam nic winien.
Jeśli jednak to kasjer w trakcie skanowania produktu niechcący wyrzucił go poza kasę, a my nie zdążyliśmy zareagować, to odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną sieci spoczywa na nim. Tym samym nie musimy płacić za zniszczony towar.
Co w przypadku małych dzieci? Same w sobie do 13. roku życia nie odpowiadają za wyrządzone przez siebie szkody. Odpowiadają za nie jednak rodzice, którzy powinni ich pilnować w trakcie robienia zakupów. Przy czym ponownie musimy dane zdarzenie ująć jakoś w ramy niedbalstwa.
Jeżeli rodzic zachował należytą ostrożność, a dziecko i tak zdołało coś zrzucić, to teoretycznie sklep nie powinien się od niego domagać zapłaty za towar. Za towar uszkodzony w sklepie płacimy bowiem tylko wtedy, gdy da się nam przypisać winę.
Klient musi być w stanie bezpiecznie włożyć produkt do koszyka bez zrzucania kilku innych na podłogę
Na uwagę zasługuje także art. 546(1) §3 kodeksu cywilnego, który może się okazać przydatny, gdy zniszczenie towaru jest rezultatem jego niewłaściwego rozłożenia.
Sprzedawca jest obowiązany zapewnić w miejscu sprzedaży odpowiednie warunki techniczno-organizacyjne umożliwiające dokonanie wyboru rzeczy sprzedanej i sprawdzenie jej jakości, kompletności oraz funkcjonowania głównych mechanizmów i podstawowych podzespołów.
Jak najbardziej powinniśmy móc wziąć słoik z dżemem do ręki i włożyć go do swojego koszyka bez ryzykowania zrzucenia kilku innych sztuk na podłogę. Warto także wspomnieć na przykład o sprawdzeniu składu albo tabeli wartości odżywczej.
Jeśli sklep stosuje zbyt ciasne regały albo stawia na ekspozycję kosztem wygody i kończy się to stratami, to pretensje może mieć wyłącznie do siebie. Pytanie, kto płaci za zniszczenie towaru w sklepie, ma więc odpowiedź mniej oczywistą, niż chciałaby tego niejedna kasjerka.










