- Bezprawnik -
- Prawo -
- 70-latka trafiła w ręce policji przez kilka truskawek. Ekspert prawa karnego: nie doszło do przestępstwa
70-latka trafiła w ręce policji przez kilka truskawek. Ekspert prawa karnego: nie doszło do przestępstwa
Gdzie przebiega granica między drobnym sklepowym przewinieniem a poważnym zarzutem? Wystarczy kilka dodatkowych truskawek, by drobna sytuacja zamieniła się w sprawę wymagającą analizy. Tak stało się w czerwcu w przypadku 70-latki w Wałbrzychu. Kobieta do dwóch zważonych kobiałek dosypała truskawki z trzeciego koszyczka. Ochrona zareagowała, a chwilę później emerytka trafiła w ręce policji.
W opinii prof. Mikołaja Małeckiego z Uniwersytetu Jagiellońskiego, specjalisty prawa karnego, do przestępstwa nie doszło. Warto przy tym pamiętać, że sama reakcja ochrony również ma swoje granice — to, czy ochroniarz w Biedronce lub Lidlu może przeszukać twoją torebkę, wyznacza ustawa, a nie wewnętrzny regulamin sklepu.
Nie było straty, nie było przestępstwa
Jednym z najważniejszych elementów tej sprawy jest moment, w którym interweniowała ochrona. Kobieta nie zdążyła zabrać towaru i opuścić sklepu. Nie doszło do dokonania czynu zabronionego. Aby w ogóle mówić o tym, czym jest kradzież, trzeba pamiętać, że sprawca musi faktycznie zabrać cudzą rzecz bez zgody właściciela i bez zapłaty. W tym przypadku sklep straty nie poniósł.
Można byłoby rozważać co najwyżej usiłowanie, jednak w dość naciągany sposób. Gdyby kobieta jedynie przesypała owoce przy regale i nadal znajdowała się w sklepie, jej zachowanie nie byłoby karalne. Byłoby to jedynie przygotowanie sobie możliwości dokonania szemranego posunięcia. A pamiętajmy, że nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma. W końcu przesypanie kilku czy kilkunastu truskawek między koszyczkami nijak ma się do planowania morderstwa czy napadu na bank.
Kasy samoobsługowej nie da się oszukać
Kluczowe znaczenie ma także to, przy jakiej kasie seniorka próbowała zapłacić. Przy kasach samoobsługowych nie można mówić o oszustwie. Choć oszustwa przy kasach samoobsługowych bywają tematem odrębnych sporów, art. 286 Kodeksu karnego dotyczący oszustwa wymaga, aby sprawca wprowadził w błąd osobę i doprowadził ją pod wpływem tego błędu np. do niekorzystnej decyzji w sprawie rozporządzenia majątkiem. A kasa samoobsługowa człowiekiem nie jest.
Kradzież czy oszustwo — i co z progiem 800 zł
W takich przypadkach niemoralnych postępowań mówimy o kradzieży, a nie oszustwie. A to, czy za kradzież w sklepie poniżej 800 zł grozi kara więzienia, zależy przede wszystkim od wartości towaru — do tej kwoty czyn traktowany jest zwykle jako wykroczenie.
Przy tradycyjnej kasie również nie można mówić o oszustwie. Rola kasjera jest przede wszystkim techniczna. To klient zdejmuje towar z półki, wkłada do koszyka, wykłada na taśmę itd. Zabiera rzecz, a owo „zabranie” to typowa cecha kradzieży.
Dlatego kwalifikacja prawna nie powinna zależeć od tego, czy klient wybierze kasę samoobsługową, czy stanowisko obsługiwane przez pracownika. W obu przypadkach mechanizm jest podobny.
Nie strzelajmy z armaty do wróbla
Prof. Małecki zwraca uwagę, że zastosowanie przepisu o oszustwie do sprawy o wartości kilku złotych byłoby nieproporcjonalne. Za oszustwo z art. 286 Kodeksu karnego grozi do 8 lat pozbawienia wolności (w przypadku czynu mniejszej wagi sprawca może trafić za kraty na 2 lata). Warto zestawić to z tym, co grozi za kradzież w sklepie: najczęściej jest to grzywna, a nie wieloletnie pozbawienie wolności.
Kara niewspółmierna i pytanie o konstytucję
Najsurowsza kara w tym przypadku wydaje się zdecydowanie niewspółmierna i naruszająca konstytucję. Zgodnie z nią Polska jest demokratycznym państwem prawnym realizującym zasady sprawiedliwości społecznej.
A nawet gdyby ktoś próbował uznać zachowanie seniorki za oszustwo, czyn miałby znikomą społeczną szkodliwość, a więc nie powinien być traktowany jako przestępstwo.










