- Bezprawnik -
- Na wesoło -
- Ożarów Mazowiecki już ma u siebie metro. A Kraków czeka do 2040 roku
Ożarów Mazowiecki już ma u siebie metro. A Kraków czeka do 2040 roku
Przez trzydzieści lat Warszawa miała w Polsce monopol na metro i nikt nie przypuszczał, że pierwszym konkurentem okaże się Ożarów Mazowiecki. Stacja Techniczno-Postojowa Mory, czyli ogromny „garaż” dla pociągów linii M2, którego budowę ratusz właśnie kończy, wychodzi poza granice stolicy. Część bazy leży na terenie podwarszawskiej gminy. Kraków i Wrocław mogą więc wpisać się w kolejkę za Ożarowem.
Ożarów Mazowiecki z metrem. Granica gminy przecina bazę
Wszystko zaczęło się od wpisu Rafała Trzaskowskiego na X z 2 listopada. Prezydent Warszawy pochwalił się postępami na Bemowie: „To już ostatnia prosta przed zakończeniem budowy Stacji Techniczno-Postojowej Mory”. Dodał, że na terenie bazy trwają ostateczne inspekcje straży pożarnej przed uruchomieniem obiektów.
Internauci, zamiast podziwiać hale z drona, nałożyli na zdjęcie satelitarne granice administracyjne. Wyszło na to, że linia oddzielająca Warszawę od gminy Ożarów Mazowiecki biegnie przez teren zajezdni. Autor jednego z popularniejszych wpisów, powołując się na ustalenia użytkowników forum SkyscraperCity, ogłosił Ożarów drugą gminą w Polsce z metrem i dorzucił krótki komentarz: „Hahaha Wrocław i Kraków”.
Brzmi jak internetowa ciekawostka, ale ma pokrycie w dokumentach. Pozwolenie na budowę STP, wydane przez wojewodę mazowieckiego, obejmowało teren dzielnicy Bemowo oraz miejscowości Mory w gminie Ożarów Mazowiecki, w powiecie warszawskim zachodnim. W papierach pojawiają się adresy przy ulicach Łęgi, Mory i Krańcowej. Inwestorem jest miasto stołeczne Warszawa.
Hojny gest prezydenta Warszawy wobec sąsiadów
Trzaskowski od lat obiecuje rozbudowę metra. W 2023 roku przedstawił wizję sieci na 2050 rok: pięć linii, 103 stacje, 113 kilometrów torów i metro w 17 z 18 dzielnic. O gminach ościennych nie było tam ani słowa. Mieszkańcy Pragi Południe wciąż czekają na trzecią linię, a hasło metro M3 Warszawa wraca w każdej kampanii samorządowej. Tymczasem kawałek infrastruktury podziemnej kolei dostała w prezencie gmina, która nie dołożyła do niego złotówki.
Mory to zresztą niewielka wieś. Według money.pl mieszka w niej 131 osób, a większość zabudowy stanowią gospodarstwa rolne. Trudno o lepszą puentę dla miasta, które przez lata słyszało, że buduje metro „w polu”.
Metro, do którego nie da się wsiąść
Żeby nie było zbyt pięknie, trzeba uczciwie przyznać, że z ożarowskiego metra nikt nie skorzysta. STP to zaplecze techniczne: hale postojowe, warsztaty, myjnia, magazyny. Według TVN Warszawa baza ciągnie się na niemal dwa kilometry między ulicami Gierdziejewskiego i Dostawczą, Instytutem Energetyki a linią kolejową. Pociągi będą tu nocować, przechodzić przeglądy i być odkurzane. Pasażerów nie będzie.
Najbliższa stacja pasażerska to Karolin na Bemowie, oddalony od granic Mor o mniej więcej 600 metrów. Razem z Chrzanowem i Lazurową zamknie zachodnią końcówkę linii M2. Jak podawała Interia, zakończenie prac infrastrukturalnych zaplanowano na listopad 2026 roku, a pasażerowie mają pojechać w ciągu kilku kolejnych miesięcy.
Ciekawostka na marginesie: w części komunikatów miejskich baza funkcjonowała jako STP Karolin, ale prezydent konsekwentnie używa nazwy Mory. Zajezdnia nazwana od wsi z innej gminy to dość osobliwy hołd dla sąsiadów.
Kto zarobi na metrze w Ożarowie. Podatki i granice gmin
Żarty żartami, ale granica gminy ma konkretne skutki. Podatek od nieruchomości trafia do budżetu tej gminy, na której terenie leży grunt, budynek czy budowla. Stawki uchwala rada gminy, w widełkach określonych w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. Hale, tory i infrastruktura techniczna to obiekty o niebagatelnej wartości, więc przynajmniej na papierze część daniny od zajezdni może zasilać kasę Ożarowa, a nie Warszawy. Ile dokładnie i czy w ogóle, zależy od tego, kto formalnie włada nieruchomością i czy nie zadziała któreś z ustawowych zwolnień. To już zadanie dla urzędników podatkowych i geodetów, a nie dla internautów z mapą.
Jest w tym pewna ironia. Warszawa od lat narzeka, że okoliczne gminy korzystają z jej infrastruktury, a podatki płacą gdzie indziej. Jakiś czas temu wracał nawet pomysł, by darmowa komunikacja w Warszawie przysługiwała wyłącznie tym, którzy rozliczają PIT w stolicy. Tym razem stolica sama postawiła kosztowną infrastrukturę za miedzą.
Granice administracyjne a rzeczywistość metropolii
Uważam jednak, że to dobra wiadomość, a nie powód do złośliwości. Granice gmin pod Warszawą wyznaczono w czasach, gdy Mory były zwykłą wsią, a Bemowo lotniskiem i polami. Dziś aglomeracja to jeden organizm. Zajezdnia postawiona tam, gdzie był wolny teren i dostęp do torów, ma sens inżynierski. Gdyby miasto upierało się, by każda hala stała co do metra w granicach stolicy, płacilibyśmy za to wszyscy. Kolejne linie, zwłaszcza w kierunku przedmieść, prędzej czy później i tak przekroczą granice miasta, więc warto już teraz rozmawiać z gminami o współfinansowaniu, zamiast liczyć na to, że rachunek zapłaci sama Warszawa.
Kraków i Wrocław w kolejce za Ożarowem
Najwięcej radości wpis sprawił oczywiście w kontekście innych dużych miast. Gdy w 2024 roku ogłoszono, że będzie metro w Krakowie, mówiło się o pierwszych przejazdach na początku lat 30. Rzeczywistość szybko to zweryfikowała. Pytanie, kiedy metro w Krakowie faktycznie powstanie, doczekało się w czerwcu 2026 roku chłodnej odpowiedzi komisarza Stanisława Kracika: budowa ruszy najwcześniej w latach 2040–2045.
We Wrocławiu jest jeszcze skromniej. Tam na razie radny złożył wniosek o analizę, bo Wrocław też chce mieć metro, a temat wraca w mieście od czasów, gdy nazywało się Breslau.
Tymczasem Ożarów Mazowiecki nie składał wniosków, nie robił studiów wykonalności i nie zbierał pieniędzy z Unii. Wystarczyło, że jego granica przebiegała tam, gdzie Warszawa potrzebowała zajezdni.










