Choć dla wielu jest to atrakcyjna alternatywa dla drogich marek, korzystanie z tej platformy wiąże się z licznymi kontrowersjami prawnymi i etycznymi.
Czym jest Pandabuy i jak działa?
Pandabuy to tak zwany agent zakupowy, czyli pośrednik między chińskimi sprzedawcami a klientami z całego świata. Platforma działa w prosty sposób: użytkownik znajduje produkt na chińskiej stronie, wkleja link do Pandabuy, a serwis zamawia towar, odbiera go do swojego magazynu, a następnie wysyła do klienta. Za swoje usługi pobiera prowizję oraz opłaty za przesyłkę międzynarodową.
Model ten zyskał popularność przede wszystkim dzięki dostępowi do niezwykle tanich produktów – zarówno oryginalnych artykułów od chińskich producentów, jak i tak zwanych replik, czyli podróbek znanych marek. To właśnie ten drugi aspekt sprawia, że Pandabuy znalazł się w centrum uwagi organów ścigania i organizacji zajmujących się ochroną własności intelektualnej.
Pandabuy a kontrowersje w Polsce – wyciek danych i „mapa drillowców"
Rok 2024 okazał się przełomowy dla polskiej społeczności użytkowników Pandabuy, choć niekoniecznie w pozytywnym sensie. W marcu doszło do gigantycznego wycieku danych z platformy, który dotknął około 1,3 miliona użytkowników na całym świecie. Wśród poszkodowanych znalazło się około 250 tysięcy Polaków.
Zakres ujawnionych informacji był alarmujący – wyciekły imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery telefonów, adresy IP, hasła, a co najgorsze – pełne adresy dostawy wraz z informacjami o zamówieniach i płatnościach. Dwójka hakerów wykorzystała krytyczne luki w interfejsie API platformy, a skradzione dane trafiły na fora hakerskie.
To jednak nie koniec kłopotów polskich użytkowników. Kilka dni po wycieku w sieci pojawiła się strona „lista-drillowcow.pl", na której anonimowi twórcy umieścili interaktywną mapę Polski z danymi klientów Pandabuy. Można było na niej zobaczyć konkretne adresy, imiona i nazwiska osób zamawiających przez platformę. Sama Warszawa liczyła około 20 tysięcy pozycji. Mapa szybko stała się viralem w mediach społecznościowych, a wyciek danych z Pandabuy wywołał falę komentarzy, memów, ale też realnych obaw o bezpieczeństwo. Strona była wielokrotnie blokowana, jednak pojawiała się pod nowymi adresami.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych zareagował zdecydowanie – 29 kwietnia 2024 roku złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście-Północ o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za publikację danych. UODO uznał, że przetwarzanie danych polskich klientów przez twórców mapy odbywało się bez podstawy prawnej, co stanowi naruszenie art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych.
Pikanterii całej sprawie dodał fakt, że na listach znaleźli się rzekomo znani influencerzy, którzy wcześniej chwalili się w mediach społecznościowych „oryginalnymi" markowymi ubraniami. Internauci z mściwą satysfakcją zaczęli ich wytykać, choć trzeba przyznać, że przytłaczająca większość ofiar wycieku to zwykli ludzie, którzy po prostu chcieli zrobić zakupy.
Czy korzystanie z Pandabuy jest legalne?
To pytanie wymaga niuansowej odpowiedzi. Samo korzystanie z platformy Pandabuy jako pośrednika zakupowego nie jest nielegalne. Problem pojawia się w momencie, gdy przedmiotem transakcji stają się towary naruszające prawa własności intelektualnej – czyli przede wszystkim podróbki znanych marek.
W świetle polskiego prawa kupienie pojedynczej repliki na własny użytek teoretycznie nie podlega ściganiu karnemu. Towar może jednak zostać zatrzymany i zniszczony przez służby celne, a właściciel marki może dochodzić roszczeń cywilnych. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy w grę wchodzi zamiar odsprzedaży – wówczas mamy do czynienia z przestępstwem z art. 305 ustawy Prawo własności przemysłowej. Grozi za to grzywna, ograniczenie wolności, a nawet pozbawienie wolności do lat dwóch. Jeśli sprawca uczynił sobie z procederu stałe źródło dochodu, kara może wzrosnąć nawet do pięciu lat.
Warto pamiętać, że handel podróbkami w Polsce jest ścigany niezależnie od skali działalności. Nie ma znaczenia, czy sprzedawca informuje kupującego o nieoryginalnym charakterze towaru – samo wprowadzanie do obrotu produktów z podrobionym znakiem towarowym stanowi przestępstwo.
Pandabuy i odsprzedaż – gdzie kończy się hobby, a zaczyna przestępstwo?
W Polsce rozwinął się cały ekosystem osób handlujących replikami sprowadzonymi przez Pandabuy i podobne platformy. Sprzedaż odbywa się głównie przez media społecznościowe, grupy na Facebooku, Vinted czy OLX. Często sprzedawcy używają określeń takich jak „replika", „inspiracja" czy „1:1", próbując w ten sposób uniknąć odpowiedzialności.
Młodzi przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, że ich „biznes na replikach" może zakończyć się postępowaniem karnym. Co więcej, regularna sprzedaż takich towarów rodzi pytania o status podatkowy sprzedawcy. Osoby prowadzące systematyczną sprzedaż powinny rozważyć, czy ich działalność nie wymaga rejestracji. Granica między okazjonalną sprzedażą a działalnością gospodarczą w e-commerce bywa płynna, a konsekwencje jej przekroczenia mogą obejmować nie tylko sankcje karne za handel podróbkami, ale również odpowiedzialność podatkową.
Kontrowersje wokół Pandabuy za granicą
Polska nie jest jedynym krajem, w którym Pandabuy wzbudza kontrowersje. W 2024 roku platforma znalazła się pod lupą organów ścigania w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Niemczech. Amerykańska Homeland Security Investigations prowadziła śledztwo dotyczące roli platformy w międzynarodowym handlu podróbkami.
W niektórych krajach podjęto próby blokowania dostępu do strony Pandabuy, a międzynarodowe organizacje antypirackie, takie jak IACC (International AntiCounterfeiting Coalition), umieściły platformę na listach podmiotów ułatwiających handel towarami podrobionymi.
Sama platforma broni się, twierdząc, że jest jedynie pośrednikiem i nie odpowiada za charakter zamawianych produktów. Argument ten ma jednak ograniczoną skuteczność – analogicznie do sytuacji platform hostingowych, które mimo braku bezpośredniej odpowiedzialności za treści użytkowników mogą ponosić konsekwencje za brak reakcji na zgłoszenia naruszeń.
Pandabuy a polska gospodarka – straty i wyzwania
Z perspektywy makroekonomicznej popularność platform takich jak Pandabuy stanowi dla Polski wielowymiarowe wyzwanie. Towary sprowadzane przez agentów zakupowych często są zaniżane pod względem wartości celnej, co prowadzi do uszczuplenia wpływów z cła i podatku VAT. Według danych Izby Gospodarki Elektronicznej ponad 65 procent przesyłek importowanych do Polski ma zaniżoną deklarowaną wartość, właśnie po to, by uniknąć należności celnych.
Problem ten dostrzega również Unia Europejska. W listopadzie 2024 roku unijni ministrowie finansów zdecydowali o wprowadzeniu od 2026 roku ceł na wszystkie małe paczki z Chin, niezależnie od ich wartości. To odpowiedź na zalew europejskiego rynku tanimi towarami z platform takich jak Temu, Shein czy AliExpress – rocznie do krajów UE trafia ponad 4,6 miliarda takich przesyłek. Zmiany te z pewnością wpłyną również na koszty przesyłek z Chin zamawianych przez Pandabuy.
Rodzime sklepy, zarówno te sprzedające oryginały, jak i legalne zamienniki, tracą klientów na rzecz tanich importerów. Dotyczy to szczególnie branży odzieżowej i elektronicznej. Rozwój szarej strefy importowej wpływa też negatywnie na legalne miejsca pracy w sektorze handlu detalicznego i dystrybucji.
Osobnym problemem pozostaje bezpieczeństwo produktów. Towary zamawiane przez Pandabuy często nie spełniają europejskich norm. Dotyczy to zwłaszcza kosmetyków, zabawek i elektroniki, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia użytkowników.
Przyszłość Pandabuy – czy platformy agentów zakupowych przetrwają?
Zaostrzająca się kontrola celna i rosnąca świadomość prawna konsumentów mogą w dłuższej perspektywie ograniczyć popularność platform takich jak Pandabuy. Unia Europejska pracuje nad nowymi regulacjami dotyczącymi handlu elektronicznego i odpowiedzialności platform pośredniczących.
Jednocześnie sam model agenta zakupowego nie jest z natury nielegalny. Problem leży w tym, jak jest wykorzystywany. Teoretycznie Pandabuy mógłby funkcjonować jako legalna platforma ułatwiająca dostęp do autentycznych chińskich produktów. W praktyce jednak jego popularność wynika przede wszystkim z dostępu do tanich replik, co stawia przyszłość serwisu pod znakiem zapytania.
Podsumowanie
Pandabuy to platforma, która doskonale ilustruje napięcie między globalizacją handlu a ochroną własności intelektualnej. Dla konsumentów kuszących się niskimi cenami kluczowe jest zrozumienie, że pozorne oszczędności mogą się skończyć poważnymi konsekwencjami prawnymi. Zakup na własny użytek wiąże się z ryzykiem konfiskaty, natomiast odsprzedaż podróbek to już przestępstwo.
Afera z wyciekiem danych i „mapą drillowców" pokazała dodatkowo, jak ryzykowne może być powierzanie swoich danych osobowych zagranicznym platformom operującym w szarej strefie. Nawet jeśli sam zakup nie skończył się wizytą policji, to ujawnienie adresu zamieszkania i historii zamówień przed całym internetem może być równie dotkliwe.
Dla osób rozważających zakupy przez Pandabuy rada jest prosta: jeśli cena wydaje się zbyt dobra, żeby była prawdziwa, prawdopodobnie tak właśnie jest – a konsekwencje mogą być daleko poważniejsze niż zwykłe rozczarowanie jakością produktu.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj