1. Home -
  2. Praca -
  3. „Zatrudnię młodego z 10-letnim doświadczeniem i doktoratem za najniższą krajową”. Tak rynek pracy zjada własny ogon

„Zatrudnię młodego z 10-letnim doświadczeniem i doktoratem za najniższą krajową”. Tak rynek pracy zjada własny ogon

Rynek pracy w Polsce od lat przypomina błędne koło, w którym młody człowiek lub osoba bez doświadczenia nie ma szansy na start, a pracodawca – mimo że narzeka na braki kadrowe – nie chce wziąć na siebie trudu wdrożenia żółtodzioba.

Miłosz Magrzyk04.11.2025 15:00
Praca

Wymagania rosną, płace też – ale powoli – a oferty pracy coraz częściej brzmią jak żart: stanowisko najniższego szczebla, wymagane minimum dwa lata doświadczenia. Skąd wziąć to doświadczenie, skoro nikt nie chce dać pierwszej szansy?

Bez CV, bez szans. Stereotypy dławią rynek pracy

Z perspektywy rekruterów i pracodawców doświadczenie na podobnym stanowisku to gwarancja spokoju. Bo taka osoba jest „obyta” i nie wymaga tłumaczenia podstaw oraz ścisłego nadzoru nad każdym ruchem. Problem w tym, że takie stereotypowe myślenie zabija szansę na rozwój nowych pracowników i utrwala system, w którym nawet do prostych zajęć – sprzątania, pracy pomocniczej w kuchni czy na magazynie – oczekuje się wcześniejszego wieloletniego etatu.

Absurd polega na tym, że nikt nie rodzi się z fachem w ręku, a mimo to pracodawcy traktują brak doświadczenia jak… brak kompetencji. W rzeczywistości często chodzi nie o brak umiejętności, lecz o brak cierpliwości po stronie zatrudniających.

Dobry pracownik to tani pracownik, ale z doświadczeniem

Paradoks polega na tym, że niejednokrotnie ten sam pracodawca, który odrzuca kandydata z powodu braku doświadczenia, rezygnuje również ze specjalisty – bo z kolei jego doświadczenie kosztuje – i to sporo. Firmy polują więc na idealnego, ale nieprawdopodobnego pracownika: taniego, lecz doświadczonego. To tak, jakby chcieć kupić nowy samochód za cenę używanego.

W praktyce oznacza to, że pracodawcy często sami stają się ofiarami własnych oczekiwań – publikują oferty z nieziemskimi wymaganiami, a gdy wreszcie znajdzie się ktoś, kto spełnia kryteria, nagle okazuje się, że to „ktoś za dobry”, czyli zbyt drogi. W ten sposób rynek pracy kręci się wokół ogłoszeń typu: „Zatrudnię młodego z 10-letnim doświadczeniem i doktoratem za najniższą krajową”. To formułka na wyrost, ale z przymrużeniem oka dobrze oddaje istotę sprawy.

Fałszywe CV są efektem systemu rekrutacji oderwanego od rzeczywistości

Nic więc dziwnego, że wielu ludzi zaczyna kombinować, a przepustką okazuje się dla nich kłamstwo. Właśnie z rynku pracy odstającego od realiów biorą się fałszywe wpisy w CV: praca za barem, na kuchni czy w budowlance nagle zamienia się na papierze w kilkuletnie doświadczenie na stanowisku menadżera w międzynarodowym zespole. Jasne, nie powinno się tak koloryzować, ale często to nie jest wynik złej woli, lecz desperacji wynikającej z odbijania się od kilkudziesięciu ofert pracy. Skoro bez „papierka” nikt nie da komuś szansy, to ktoś musi ten papierek sobie stworzyć.

Często wystarczy odrobina pewności siebie i minimalne obycie, by w pierwszym tygodniu pracy ktoś zawzięty nauczył się niemal wszystkiego. To pokazuje, jak złudne jest przekonanie, że doświadczenie jest barierą nie do przeskoczenia. Problem nie tkwi więc w pracownikach, ale w kulturze zatrudniania opartej na braku zaufania i obsesji cięcia kosztów, a przecież chytry straci dwa razy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi