1. Bezprawnik -
  2. Transport -
  3. Pierwszy lot się spóźnił, drugi odleciał bez ciebie? Ryanair może ci oddać nawet 37 000 zł

Pierwszy lot się spóźnił, drugi odleciał bez ciebie? Ryanair może ci oddać nawet 37 000 zł

Kto lata, ten wie, jakie akrobacje gimnastyczne można wykonać, aby przyoszczędzić na biletach lotniczych. Loty z mniejszych lotnisk, wybór lotnisk oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od miast – to standardowa praktyka. Odważniejszą opcją jest też kompletowanie przesiadek z różnych linii lotniczych. Co w sytuacji, gdy pierwszy lot się spóźni? W końcu ochrona bardzo często przysługuje nam tylko wtedy, gdy lecimy tą samą linią.

Jakub Bilski29.06.2026 8:27
Transport

Self-transfer, czyli przesiadka na osobnych biletach

Oczywiście jest to pewne uproszczenie, bo linie lotnicze często organizują się w sojusze, w ramach których sprzedają loty różnych przewoźników na jednym bilecie. Z kolei zjawisko, w którym bilety są rozdzielone, to „self-transfer” i wbrew pozorom nie musi wiązać się z podróżniczymi torturami tylko po to, aby oszczędzić 50 złotych. Bardzo często przesiadka może odbyć się na tym samym lotnisku, w krótkim odstępie czasu. Przykładowo, lecimy z Polski do Londynu-Luton Wizz Airem, a dalej lecimy już Ryanairem. Jest to zatem inna sytuacja niż np. lot Lufthansą z przesiadką we Frankfurcie, gdzie na obu etapach podróży jesteśmy pod opieką tej samej linii lotniczej.

W powszechnej opinii dominuje przekonanie, że w przypadku spóźnienia się na lot przesiadkowy zarezerwowany na osobnym bilecie pasażer bezpowrotnie traci wszystkie pieniądze, a przewoźnicy są całkowicie zwolnieni z odpowiedzialności. A jednak nie jest aż tak źle, jakby się mogło wydawać. Przy odpowiednim podejściu i znajomości procedur możliwe jest odzyskanie nie tylko pieniędzy za niewykorzystany bilet, ale nawet pełne zrekompensowanie strat finansowych wywołanych przez opóźnienie pierwszego przewoźnika.

Bilet łączony a samodzielna przesiadka

W przypadku rezerwacji łączonej (np. Warszawa – Frankfurt – Nowy Jork na jednym bilecie) pasażera chroni pełen wachlarz praw wynikających z unijnego Rozporządzenia (WE) nr 261/2004. Przewoźnik gwarantuje wówczas, że cała trasa spełnia kryteria minimalnego czasu przesiadki. Jeśli pierwszy segment ulegnie opóźnieniu i pasażer nie zdąży na kolejny lot, linia lotnicza ma obowiązek bezpłatnego przebukowania go na alternatywne połączenie. Do tego dochodzą również takie kwestie jak zapewnienie wyżywienia, a nawet hotelu i transportu. Co istotne, jak orzekł TSUE, odszkodowanie za lot łączony wypłaca ta linia, u której pasażer rezerwował bilety – niezależnie od tego, który przewoźnik faktycznie spowodował opóźnienie.

Przy przesiadce na osobnych biletach sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Pasażer zawiera dwie odrębne umowy przewozu z dwoma różnymi podmiotami. Z punktu widzenia drugiej w kolejności linii lotniczej umowa dotyczy wyłącznie przewozu na drugim etapie trasy. Fakt, że pasażer nie stawił się na pokładzie z powodu opóźnienia innego przewoźnika, jest dla niej prawnie obojętny.

Unijne rozporządzenie pomoże nam tylko w określonych przypadkach

Tanie linie lotnicze niezwykle chętnie zasłaniają się unijnym rozporządzeniem nr 261/2004. I mają rację w jednym: jeśli kupiłeś u nich osobne bilety, unijne rozporządzenie nie zmusi drugiego przewoźnika do bezpłatnego przebukowania cię na kolejny lot ani do zapewnienia hotelu na jego koszt. Inną sprawą są jednak nadal roszczenia wobec pierwszego przewoźnika – jeśli opóźnienie wynosi co najmniej 3 godziny, to bardzo możliwe, że możemy ubiegać się o zryczałtowane odszkodowanie za opóźniony lot. Trzeba jednak pamiętać, że – jak wynika z orzecznictwa TSUE – przysługuje ono tylko tym, którzy realnie stracili czas.

Jednak świat nie kończy się na unijnych przepisach. Tak się składa, że zarówno Polska, jak i cała Unia Europejska ratyfikowały Konwencję montrealską. To nadrzędny dokument, który ma większą moc prawną niż regulaminy jakichkolwiek linii lotniczych.

Konwencja montrealska – rezerwujmy przesiadki z głową

Kluczowy jest dla nas artykuł 19, który mówi wprost: linia lotnicza ponosi odpowiedzialność za szkodę powstałą w wyniku opóźnienia w przewozie lotniczym. Co to oznacza? Koszt biletu na lot przesiadkowy, na który nie zdążyliśmy, oraz zakup kolejnego, nowego biletu to nic innego jak szkoda. Istnieje tu bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy: gdyby nie pierwszy przewoźnik, to zdążylibyśmy na kolejny lot i nie musielibyśmy kupować następnego.

Trzeba jednak pamiętać, że szkoda musi być realna i udokumentowana. Musimy wykazać związek przyczynowy między opóźnieniem a szkodą, rozsądność poniesionych kosztów, ale także to, że sami jako pasażerowie nie przyczyniliśmy się do szkody. Nie myślmy, że dostaniemy jakiś zwrot, gdy wybraliśmy loty w odstępie np. 45 minut. Przewoźnik nie odpowie wtedy, gdy udowodni, że podjął wszystkie wymagane środki, aby uniknąć szkody, albo że podjęcie takich środków było niemożliwe. Warto przy tym wiedzieć, że istnieją sytuacje uzasadniające odmowę odszkodowania za opóźniony lot, na które przewoźnik chętnie się powołuje.

Możemy odzyskać wszystkie pieniądze

Na mocy konwencji mamy prawo zażądać od pierwszego przewoźnika zwrotu kwoty do 7100 SDR (specjalne prawa ciągnienia – międzynarodowa jednostka rozrachunkowa, w przeliczeniu ok. 37 000 zł). Taka kwota bez problemu pokryje naszą stratę.

Co więcej, jeśli sprawa ostatecznie trafi przed polski sąd, Konwencja montrealska nie jest jedynym batem na spóźnialskie linie. Nasz krajowy Kodeks cywilny również trzyma stronę pasażerów. Zgodnie z art. 471 k.c., strona, która nie wywiąże się należycie z umowy (a opóźnienie lotu bez zaistnienia nagłej siły wyższej może być przykładem czegoś takiego), ponosi odpowiedzialność za wynikłą stąd szkodę.

Jak odzyskać podatki od lotu, który odleciał bez nas?

No dobrze, a co z linią, która odleciała bez nas? Kiedy piszemy do niej z prośbą o pomoc, zazwyczaj dostajemy automatyczną, bezduszną odpowiedź: „Przykro nam, ale nasze bilety są całkowicie bezzwrotne. Niestawienie się na pokładzie oznacza stratę całej kwoty”.

Ale czy wiecie, że cena każdego biletu lotniczego składa się z dwóch głównych elementów? Pierwszym jest faktyczny koszt przelotu, a drugim podatki i opłaty lotniskowe. Te drugie to pieniądze, które linia pobiera od nas i przekazuje lotnisku za to, że fizycznie przechodzimy przez bramki i znajdujemy się na pokładzie.

Unia Europejska po stronie pasażerów

Tę kwestię ostatecznie i bezdyskusyjnie wyjaśnił Trybunał Sprawiedliwości UE w wyroku w sprawie Air Berlin (C-290/16). TSUE orzekł, że linie lotnicze mają bezwzględny obowiązek zwrócić podatki i opłaty lotniskowe każdemu pasażerowi, który nie skorzystał z lotu – i to niezależnie od tego, jak bardzo „bezzwrotny” miał być jego bilet. To zresztą niejedyna sytuacja, w której Ryanair musi zwrócić pieniądze pasażerowi, choć początkowo się przed tym wzbrania.

I tutaj znowu – uwaga na sztuczki tanich linii lotniczych. Ryanair ma w swoim cenniku coś takiego jak „opłata administracyjna” przy tego typu zwrotach, która może… przewyższyć kwotę samego zwrotu. To już pole do popisu dla UOKiK-u – instytucji, która już nieraz pokazała, że Ryanair musi zwrócić pieniądze klientom za bezprawnie pobierane opłaty.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Najnowsze
Warte Uwagi