1. Bezprawnik -
  2. Moto -
  3. Kupili elektryki, żeby uciec od podatków. Teraz państwo wystawia im rachunek za każdy przejechany kilometr

Kupili elektryki, żeby uciec od podatków. Teraz państwo wystawia im rachunek za każdy przejechany kilometr

Wielka Brytania wprowadziła podatek od każdego kilometra przejechanego autem elektrycznym. Powód? Fiskus nie dostaje żadnych dodatkowych danin, kiedy kierowcy nie muszą kupować opodatkowanego na wszystkie strony paliwa. Na szczęście w Polsce nam to na razie nie grozi.

Rafał Chabasiński22.07.2026 18:21
Moto

Wygląda na to, że skończyły się czasy nakłaniania Europejczyków do elektromobilności

Jeszcze jakiś czas temu prawie cała Europa ścigała się na promowanie elektromobilności. Dopłaty do zakupu samochodów elektrycznych pojawiły się w większości państw naszego kontynentu. Trafiły nawet do Polski w formie programu "Mój elektryk", który zamknięto od 1 stycznia 2025 roku. Jego miejsce zajął program dopłat do aut elektrycznych NaszEauto.

Trzeba przyznać, że wyszło. Według niektórych danych pojazdy elektryczne stanowią już nieco ponad 20% europejskiego rynku. Równocześnie pojawiły się jednak dość nieoczekiwane problemy.

Nie chodzi mi nawet o to, że producenci z naszego kontynentu przegrywają konkurencję, jaką stanowią chińskie samochody elektryczne. Jest to jednak czynnik wart uwagi. Kto by w końcu pomyślał, że doprowadzenie do transferu technologii i wyprowadzanie przemysłu do Chin skończy się wyhodowaniem sobie konkurencji dysponującej przewagą pod prawie każdym względem?

Równie ciekawą niedogodność elektryfikacji europejskich dróg odkrywają ministerstwa finansów poszczególnych państw. Okazuje się, że rezygnacja z tradycyjnych paliw przyniosła zauważalny ubytek w dochodach.

Doładowywanie samochodów elektrycznych jest wolne od tych wszystkich podatków, które rządy nakładają na paliwa

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że ok. 40-50% ceny paliwa w Polsce to różnego rodzaju podatki, opłaty i inne daniny. Państwo zarabia na tym, co wlewamy do baków swoich samochodów. W grę wchodzi między innymi VAT, akcyza i opłata paliwowa. Wszystkie te daniny uwzględniał zresztą rząd, ustalając w ramach walki z drożyzną maksymalne ceny paliw.

W przypadku ładowania samochodów elektrycznych sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Owszem, podatki cały czas gdzieś tam są. Podatku VAT się nie uniknie nawet przy zakupie energii z publicznych komercyjnych stacji ładowania. Ładowanie samochodu z domowego gniazdka jest zaś dużo tańsze dzięki niższym taryfom dla gospodarstw domowych.

Pojazdy elektryczne sprawiają, że Fiskus ma mniej pieniędzy. Jak się łatwo domyślić, taki obrót spraw nie odpowiada poszczególnym rządom. Stąd właśnie wzięły się różnego rodzaju przymiarki i postulaty, by wprowadzić specjalny podatek od przejechanych kilometrów. Wielka Brytania właśnie takowy wdrożyła.

Wielka Brytania spodziewa się docelowo zarabiać na nowym podatku prawie 2 mld funtów rocznie

Już jakiś czas temu pisaliśmy zresztą na Bezprawniku, że UK planuje wprowadzić nowy podatek od elektryków. Brytyjska danina wejdzie w życie od kwietnia 2028 r. Za każdą przejechaną milę właściciel samochodu elektrycznego zapłaci 3 pensy. Kierowcy hybryd plug-in zostaną objęci niższą stawką 1,5 pensa za milę.

Teoretycznie podstawę naliczania podatku ma stanowić przebieg pojazdu. Nie można jednak wykluczyć dodatkowych mechanizmów pozyskiwania informacji o liczbie przejechanych mil opartych na przykład o komputery pokładowe. Na razie brytyjskie władze jedynie zapowiedziały wprowadzenie rozwiązań mających przeciwdziałać uszczupleniom dochodów wynikających z "przekręcania" liczników.

Wielka Brytania zakłada, że nowy podatek od przejechanych kilometrów przyniesie jej ok. 1,1 mld funtów w latach 2029-29. Spodziewa się także wzrostów przychodów do 1,9 mld funtów do 2031 roku.

Pod względem wizerunkowym podatek od przejechanych kilometrów byłby bolesnym strzałem w stopę

Jak już wspomniałem, pomysł dodatkowego opodatkowania aut elektrycznych pojawia się także w innych państwach. Przymiarki czyni na przykład Holandia. Pytanie więc: czy powinniśmy się spodziewać takiego rozwiązania w Polsce?

Obecnie odpowiedź brzmi "nie". Ministerstwo Infrastruktury nie prowadzi prac nad wprowadzeniem takiego podatku. Ministerstwo Finansów również nie planuje na razie takiego posunięcia. Na przeszkodzie stoi także prezydent Karol Nawrocki ze swoją zapowiedzią wetowania jak leci ustaw mających wprowadzać nowe podatki. Nie da się także ukryć, że byłoby to posunięcie szalenie niepopularne, a my tymczasem będziemy mieć w przyszłym roku wybory parlamentarne.

Można się także spodziewać, że potencjalne zyski dla budżetu byłyby po prostu mizerne. Powód jest prosty: samochodów elektrycznych w Polsce wciąż jest bardzo niewiele.

W Polsce nie ma dość "elektryków", by opłacało się nakładać na nie specjalny podatek

Opublikowane w zeszłym roku przez "Rzeczpospolitą" dane sugerują, że po polskich drogach jeździ ponad 107 tysięcy samochodów całkowicie elektrycznych. Wychodzi ok. 0,31% z łącznej liczby 35 milionów aut zarejestrowanych w Polsce.

Dlaczego samochody elektryczne nie przyjęły się zbytnio nad Wisłą? Odpowiedź wydaje się oczywista. Najzwyczajniej w świecie są zbyt drogie. Ceny nowych aut zaczynają się w okolicach 70 tys. zł. Nie da się także ukryć, że sama energia w Polsce jest stosunkowo droga, jeśli uwzględnimy możliwości nabywcze przeciętnego mieszkańca naszego kraju i porównamy z tańszymi alternatywami w rodzaju gazu.

Warto także wspomnieć o wciąż niedoskonałej infrastrukturze i ograniczonym zasięgu samochodów elektrycznych. Niektórzy wskazują także na obawy o żywotność akumulatorów oraz wysokie koszty serwisowania takich pojazdów.

Skoro zaś nie ma szans na pozyskanie w ten sposób dużego zastrzyku pieniędzy do budżetu, to rządzącym najprawdopodobniej nie będzie się w ogóle chciało ryzykować swoim wizerunkiem. Nie da się także ukryć, że próba opodatkowania samochodów elektrycznych wysłałaby społeczeństwu bardzo mieszane sygnały.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover