1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. VeloBank: 25 proc. Polaków nie ma złotówki oszczędności. A 14 proc. odłożyło już ponad 100 tys. zł

VeloBank: 25 proc. Polaków nie ma złotówki oszczędności. A 14 proc. odłożyło już ponad 100 tys. zł

Polacy coraz częściej chcą oszczędzać, ale dla wielu rodzin jest to wciąż luksus, na który po prostu nie zostaje pieniędzy. Najnowsze badanie VeloBanku pokazuje, że 25 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności. Z drugiej strony 14 proc. deklaruje, że zgromadziło już ponad 100 tys. zł. Zestawienie tych dwóch wyników pokazuje, jak bardzo rozwarstwione są dziś domowe budżety.

Piotr Janus09.09.2026 9:40
Finanse

Rosnące koszty życia zjadają pensję, zanim trafi na konto oszczędnościowe

Jedną z odpowiedzi są rosnące koszty codziennego życia. W badaniu VeloBanku wielu respondentów wskazywało wysokie wydatki na żywność i podstawowe produkty jako główną przeszkodę w budowaniu oszczędności. Co więcej, wśród osób posiadających oszczędności aż co trzecia musiała w ciągu ostatniego roku sięgnąć po zgromadzone pieniądze z powodu wzrostu kosztów życia lub sytuacji gospodarczej.

Powyższy powód to istotna informacja. Oszczędności nie tylko powstają wolno, ale są również konsumowane przez bieżące potrzeby. Można więc przez kilka miesięcy odkładać po kilkaset złotych, a następnie jedną awarią samochodu, większym rachunkiem za energię, leczeniem czy koniecznością zakupu sprzętu domowego wyzerować część tego wysiłku.

W praktyce oznacza to, że dla wielu rodzin oszczędzanie nie jest dzisiaj budowaniem majątku. Jest próbą stworzenia choćby niewielkiego bufora, który pozwoli przetrwać kolejny nieprzewidziany wydatek. Nieprzypadkowo 53 proc. oszczędzających i inwestujących wskazuje „czarną godzinę” jako główny cel odkładania pieniędzy. Jak zauważa Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, Polacy oszczędzają przede wszystkim po to, aby przetrwać kolejny szok cenowy, a nie po to, by budować długoterminowy majątek.

5 proc. czy 10 proc. pensji — dla wielu Polaków to już sukces

Jeszcze ciekawsze są dane dotyczące tego, ile Polacy są w stanie faktycznie odkładać. Największa grupa oszczędzających deklaruje, że przeznacza na ten cel do 10 proc. swoich dochodów, a 22 proc. nie odkłada więcej niż 5 proc. miesięcznych wpływów. 17 proc. jest w stanie odłożyć do 20 proc. zarobków. Dla porównania — polska stopa oszczędności od lat należy do najniższych w całej Unii Europejskiej. Dane te pokazują, że problemem niekoniecznie jest brak świadomości finansowej. Wielu Polaków wie, że powinno mieć oszczędności. Tyle że po opłaceniu mieszkania, energii, żywności, transportu, rat, ubezpieczeń i innych zobowiązań niewiele już zostaje.

I właśnie dlatego statystyka dotycząca 25 proc. osób bez żadnych oszczędności powinna być traktowana poważnie, ponieważ nie oznacza ona, że co czwarty Polak nie potrafi zarządzać pieniędzmi. W części przypadków może oznaczać po prostu, że dochody wystarczają na życie, ale nie pozwalają na stworzenie rezerwy.

Z jednej strony oszczędności, z drugiej rosnące długi

Ciekawie wygląda zestawienie tych danych z informacjami o zadłużeniu Polaków. Według danych BIG InfoMonitor i BIK na koniec 2025 r. prawie 2,4 mln osób miało ponad 81,3 mld zł zaległych zobowiązań. Same zaległości Polaków potrafią się przy tym wahać — w ciągu roku liczba niesolidnych dłużników spadła, a wartość zaległości zmniejszyła się o około 3,5 mld zł.

Nie oznacza to jednak, że problem zadłużenia zniknął. W bazach widnieją miliardy złotych zaległych rachunków, kredytów i innych zobowiązań. Co więcej, średnia zaległość przypadająca na osobę pozostającą w problemach finansowych wciąż jest wysoka.

Wbrew pozorom to dwie strony tego samego zjawiska. Jedni Polacy próbują budować poduszkę finansową, inni wykorzystują dochody przede wszystkim do obsługi wcześniejszych zobowiązań. Pomiędzy nimi znajduje się ogromna grupa gospodarstw domowych, które radzą sobie z bieżącymi rachunkami, ale niewiele zostaje im na przyszłość.

Warto przy tym pamiętać, że zaległe zadłużenie nie jest tym samym co wszystkie kredyty czy pożyczki Polaków. Nie można więc powiedzieć, że 81 mld zł długu należy bezpośrednio zestawić z wartością oszczędności. Obie liczby pokazują jednak skalę finansowego bezpieczeństwa i ryzyka gospodarstw domowych.

Bogatsi odkładają coraz więcej, a spirala się nakręca

Szczególnie interesujące jest 14 proc. respondentów deklarujących oszczędności przekraczające 100 tys. zł. Takie kwoty częściej mają mężczyźni, osoby po 45. roku życia i respondenci z wyższym wykształceniem. W tej ostatniej grupie odsetek sięga 20 proc. Może to wskazywać na coraz większe różnice w możliwościach budowania majątku. Osoba posiadająca mieszkanie, wyższe dochody i stabilne zatrudnienie może odkładać pieniądze regularnie. Ktoś, kto większość pensji przeznacza na podstawowe potrzeby i raty, nie ma takiej możliwości.

Na drugim biegunie wciąż jest ta sama grupa, o której mówią kolejne badania — co piąty Polak nie ma żadnych oszczędności i przy pierwszym większym wydatku może wylądować w kredycie. W efekcie powstaje swoista spirala. Kto ma oszczędności, może łatwiej poradzić sobie z niespodziewanym wydatkiem. Kto ich nie ma, w razie problemu może być zmuszony do kredytu, pożyczki albo odłożenia płatności. A to oznacza, że brak oszczędności sam w sobie może zwiększać ryzyko zadłużenia.

Polacy oszczędzają nie z ambicji, ale ze strachu przed drożyzną

Jest jeszcze jeden element tego badania, którego nie powinno się pomijać. Aż 53 proc. oszczędzających odkłada pieniądze przede wszystkim na „czarną godzinę”. Można oczywiście uznać to za dowód rosnącej odpowiedzialności finansowej. Jest jednak również druga interpretacja. Polacy oszczędzają, bo boją się, że jutro będzie drożej niż dziś.

Inflacja, wysokie koszty mieszkań, żywności, energii, usług i transportu nauczyły gospodarstwa domowe ostrożności. Problem w tym, że ostrożność nie zawsze oznacza możliwość odkładania pieniędzy. Dla części rodzin oznacza po prostu ograniczanie wydatków i rezygnację z zakupów, które jeszcze kilka lat temu były normalną częścią domowego budżetu.

Dane BIG InfoMonitor pokazują zresztą, że 75 proc. dorosłych Polaków obawia się wpływu zewnętrznych wydarzeń na swoje finanse, w tym inflacji, stóp procentowych, sytuacji na rynku pracy czy geopolityki.

Finansowa poduszka Polaków nadal jest bardzo cienka

Najważniejszy wniosek z badania VeloBanku nie brzmi więc: „Polacy nie oszczędzają”. Wręcz przeciwnie. Polacy chcą oszczędzać i ponad połowa robi to regularnie. To, ilu Polaków będzie oszczędzać w kolejnych latach, zależy jednak mniej od chęci, a bardziej od tego, ile zostaje im po opłaceniu rachunków. Problem polega bowiem na tym, że dla ogromnej części społeczeństwa możliwości odkładania pieniędzy są bardzo ograniczone. 25 proc. bez żadnych oszczędności to jedna z najbardziej wymownych liczb tego badania. Po drugiej stronie mamy 14 proc. osób z kapitałem przekraczającym 100 tys. zł. Pomiędzy nimi znajduje się większość społeczeństwa, która próbuje znaleźć równowagę między rachunkami, konsumpcją, kredytami i odkładaniem pieniędzy na przyszłość.

I właśnie dlatego pytanie o oszczędności Polaków jest jednocześnie pytaniem o koszt życia. Jeżeli po wypłacie trzeba najpierw zapłacić wszystkie rachunki, a dopiero później zastanawiać się, czy zostało coś na oszczędności, to nawet najlepsze porady dotyczące finansów osobistych niewiele zmienią. Ciężko budować poduszkę bezpieczeństwa, kiedy coraz większa część dochodu służy przede wszystkim temu, żeby utrzymać dotychczasowy poziom życia.

Czy kolejne pokolenie będzie żyło gorzej od rodziców?

Na zakończenie warto pokusić się na szerszą refleksję, że dane o oszczędnościach pokazują coś więcej niż tylko stan domowych kont. Pokazują niepokojący trend. Od lat ekonomiści i demografowie ostrzegają, że młodsze pokolenia mogą mieć coraz większy problem z osiągnięciem takiego poziomu życia, jaki był udziałem ich rodziców, a tym bardziej dziadków. Widać to już w części Europy Południowej, m.in. we Włoszech i Hiszpanii, gdzie młodzi ludzie później się usamodzielniają, dla wielu z nich mieszkanie z rodzicami po trzydziestce stało się normą, żyją z wysokich emerytur dziadków i mają większe problemy z zakupem własnego lokum.

Polska nie jest jeszcze w takiej sytuacji jak najbardziej dotknięte tym problemem kraje, ale kierunek zmian powinien niepokoić. Być może więc najważniejszym pytaniem nie jest już to, ile Polacy mają na kontach, ale czy następne pokolenie będzie miało realną możliwość zgromadzenia majątku większego niż ten, który odziedziczyło po swoich rodzicach. Jeśli koszty mieszkań, energii, żywności i usług będą rosły szybciej niż dochody, odpowiedź na to pytanie może okazać się dla wielu młodych ludzi niepokojąca.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover