Obywatele się skarżą - i trudno im się dziwić
Do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich trafiła skarga, która – niestety – doskonale oddaje realia polskiego systemu podatków lokalnych. Obywatel zwrócił uwagę na absurdalnie wysoką stawkę podatku od nieruchomości za tzw. budynki gospodarcze: szopy, komórki, składziki czy przydomowe altany. Te obiekty – choć funkcjonalnie związane z domem jednorodzinnym – są przez gminy kwalifikowane jako „budynki pozostałe”.
Efekt? takie szopy, czy garaże mogą być opodatkowane dziesięciokrotnie wyżej niż budynki mieszkalne – o ile w 2025 roku bowiem maksymalna stawka podatku za budynek mieszkalny wynosiła 1,15 złotego, to stawka za „budynki inne” wynosiła ponad 11 złotych. W praktyce oznacza to, że niewielka szopa na opał czy narzędzia może generować wyższy podatek niż duży dom, w którym mieszka rodzina (i to wielopokoleniowa).
Działkowcy uprzywilejowani, właściciele domów – niekoniecznie
Dodatkowy problem to nierówne traktowanie podatników. Altany działkowe i obiekty gospodarcze do 35 m² na terenach rodzinnych ogrodów działkowych są z podatku zwolnione. Tymczasem identyczne budynki, stojące na działkach pod zabudowę mieszkaniową i służące dokładnie tym samym celom, podlegają najwyższej stawce podatku.
Zdaniem skarżącego – i trudno się z nim nie zgodzić – takie zróżnicowanie nie ma racjonalnego uzasadnienia i nosi cechy dyskryminacji. RPO wprost wskazuje na możliwe naruszenie konstytucyjnych standardów równości i proporcjonalności, w związku z tym sprawa (już w 2025 roku) trafiła do ministerstwa Finansów.
RPO pyta: dlaczego aż dziesięć razy drożej?
Dyrektor Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego BRPO Piotr Mierzejewski zwrócił się do Ministerstwa Finansów z prostym pytaniem: jakie jest ratio legis ukształtowania maksymalnych stawek podatku od budynków gospodarczych na poziomie wielokrotnie wyższym niż dla budynków mieszkalnych? I czy resort widzi potrzebę zmiany tych proporcji?
Odpowiedź MF jest długa, szczegółowa i... w gruncie rzeczy sprowadza się do stwierdzenia, że problemu nie ma. I z punktu widzenia podmiotów pobierających podatki (w tym przypadku są to samorządy) problem faktycznie nie istnieje. Ministerstwo Finansów nie uznaje, że należałoby coś zmieniać, powołując się na racjonalność i zgodność z prawem rozwiązań, które obowiązują od lat (warto jednak pamiętać, że od lat budzą społeczny sprzeciw).
Ministerstwo Finansów: wszystko jest racjonalne i konstytucyjne
Ministerstwo Finansów przypomina, że preferencyjna stawka dla budynków mieszkalnych ma charakter wyjątku i jest elementem polityki państwa wspierającej zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych. Jak czytamy w piśmie:
Jest to preferencyjna, obniżona stawka podatku od nieruchomości. Stosowanie tej stawki ograniczone jest do ściśle określonych przedmiotów opodatkowania, gdyż stanowi wyraz preferencji (…) przyznanych budownictwu mieszkaniowemu i zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych obywateli.
Resort podkreśla, że budynki gospodarcze nie są budynkami mieszkalnymi, nie są tak klasyfikowane w ewidencji gruntów i budynków, a więc nie mogą korzystać z preferencji. Ich opodatkowanie wyższą stawką uznaje za prawidłowe i racjonalne. MF stwierdza wprost, że zarzut naruszenia równości nie znajduje uzasadnienia, ponieważ właściciele budynków gospodarczych i mieszkalnych nie znajdują się w tej samej sytuacji prawnej.
Gminy mogą obniżać stawki – i to wystarczy?
Ministerstwo argumentuje również, że ustawodawca pozostawił gminom swobodę w kształtowaniu stawek. Dane MF pokazują, że tylko ok. 9% gmin stosuje maksymalną stawkę dla budynków pozostałych, a średnia stawka realna jest niższa o ok. 20%.
Problem w tym, że prawo dopuszcza patologię, a to, że część gmin z niej nie korzysta, nie rozwiązuje problemu systemowego. Jeśli obywatel mieszka w gminie, która ustaliła maksymalną stawkę – płaci i koniec. Bez realnej możliwości obrony. Z tego wynika, że dla MF, samorządów (i wielu Polaków) wolnostojący garaż, budynek gospodarczy, czy szopa, to szczyt luksusu, za który trzeba sporo zapłacić.
Podatek za garaż jako symbol nadmiernego fiskalizmu
Spór o podatek za garaż, szopę czy komórkę to nie jest akademicka dyskusja o klasyfikacjach. To realny przykład nadmiernego fiskalizmu, w którym formalna etykieta „budynek niemieszkalny” prowadzi do absurdalnych skutków ekonomicznych (chociaż i tak powinniśmy się cieszyć i pamiętać, że historia zna wyższe stawki – na przykład stawki za budynki w których prowadzona jest działalność gospodarcza – w tym przypadku jednak wyższe stawki mają uzasadnienie ekonomiczne).
Ministerstwo Finansów konsekwentnie broni literalnej wykładni przepisów i konstytucyjnej poprawności systemu. RPO z kolei trafnie wskazuje, że proporcjonalność i zdrowy rozsądek powinny być czymś więcej niż tylko pustymi hasłami - jeśli kilkunastometrowa szopa generuje wyższy podatek niż dom, w którym się mieszka, to problem nie leży w obywatelach. Problem leży w systemie. A fakt, że resort finansów „nie widzi problemu”, jest być może najbardziej niepokojącą częścią tej historii.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj