- Bezprawnik -
- Społeczeństwo -
- Polacy wydają na suplementy 43 euro rocznie. Bogatsi Niemcy i Francuzi wydają mniej
Polacy wydają na suplementy 43 euro rocznie. Bogatsi Niemcy i Francuzi wydają mniej
Polacy coraz chętniej sięgają po suplementy diety. Według analiz OC&C Strategy Consultants przeciętny Polak wydaje na witaminy i suplementy około 43 euro rocznie. Nie jesteśmy jednak europejskim liderem — wyprzedzają nas m.in. Włosi i Brytyjczycy, a statystyczny Włoch wydaje około 63,60 euro rocznie.
Wydajemy na suplementy więcej niż zamożniejsi Niemcy i Francuzi
Polski wynik jest jednak szczególnie interesujący z innego powodu. Nie należymy do najbogatszych państw Europy, a mimo to wydajemy na suplementy więcej niż mieszkańcy znacznie zamożniejszych Niemiec czy Francji. Co więcej, suplementy diety to bardzo szybko rosnący rynek, którego dalszy rozwój ma być napędzany m.in. przez e-commerce, rosnące wymagania konsumentów i coraz bardziej wyspecjalizowane produkty.
Czy Polacy po prostu bardziej dbają o zdrowie? A może za boomem na suplementy kryje się również coś bardziej niepokojącego — przekonanie, że o zdrowie trzeba zadbać samemu, bo system ochrony zdrowia nie zawsze ma na to czas?
Zdrowie stało się projektem
Coraz więcej Polaków traktuje zdrowie jak projekt, nad którym trzeba aktywnie pracować. Siłownie, bieganie, zdrowe odżywianie, zegarki monitorujące sen i aktywność — wszystko to pokazuje zmianę podejścia. Nie chcemy już tylko leczyć choroby. Chcemy wcześniej jej zapobiegać i jak najdłużej zachować sprawność.
Suplement idealnie wpisuje się w ten trend. Jest prosty, dostępny i daje poczucie konkretnego działania. Nie trzeba przebudowywać całego życia. Wystarczy rano połknąć kilka kapsułek. Rynek szybko to wykorzystał. Magnez i witamina C to już tylko początek. Dzisiaj można kupić preparaty na odporność, sen, koncentrację, energię, stres, jelita, regenerację po treningu czy wygląd skóry.
Według OC&C rynek będzie nadal dynamicznie rósł. Co ważne, nie chodzi tylko o zdobywanie nowych klientów. Osoby już stosujące suplementy mają sięgać po coraz bardziej wyspecjalizowane produkty.
Suplement jako abonament na zdrowie
E-commerce jeszcze ten proces przyspiesza. Konsument może w kilka minut porównać setki produktów, przeczytać opinie, obejrzeć materiał powstały w ramach influencer marketingu i dokonać zakupu. W efekcie suplementacja coraz częściej przypomina abonament na zdrowie. Rano witaminy, przed treningiem preparat energetyczny, wieczorem coś na sen, a dodatkowo produkt na odporność, stawy czy koncentrację.
Rynek może więc rosnąć nawet wtedy, gdy liczba nowych użytkowników będzie rosła wolniej. Wystarczy, że obecni konsumenci będą kupować więcej produktów i wybierać preparaty droższe oraz bardziej wyspecjalizowane.
Czy Polacy nie ufają lekarzom?
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że Polacy masowo przestali ufać lekarzom. Można jednak postawić inną hipotezę — że część pacjentów ma poczucie, iż lekarz nie zawsze ma czas lub chęć rozmawiać o tym, czym oni sami są zainteresowani. Pacjent pyta o magnez, probiotyk, ashwagandhę, żeń-szeń czy inny preparat roślinny. Jeżeli słyszy tylko „to suplement, nie ma sensu tego brać”, może uznać, że jego pytanie zostało zlekceważone. Wówczas zaczyna szukać odpowiedzi sam.
Kryzys zaufania ma też drugie źródło
Problem jest jednak głębszy niż sama dostępność lekarzy. Część Polaków ma poczucie, że w medycynie coraz mniej miejsca zostało na relację z pacjentem, a coraz więcej na ekonomię. Prywatna wizyta, dodatkowe badania, kolejna konsultacja, płatne procedury — pacjent może zacząć odnosić wrażenie, że system bardziej interesuje się jego portfelem niż człowiekiem.
Nie oznacza to oczywiście, że lekarze masowo kierują się wyłącznie pieniędzmi. Byłoby to niesprawiedliwe wobec ogromnej grupy profesjonalistów, którzy swoją pracę wykonują z pełnym zaangażowaniem. Problemem jest jednak społeczne postrzeganie medycyny. Jeżeli pacjent podczas kilkunastominutowej wizyty ma wrażenie, że lekarz koncentruje się przede wszystkim na objawie, recepcie i kolejnym pacjencie, trudno oczekiwać, że będzie postrzegał go jako partnera w dbaniu o zdrowie.
Do tego dochodzi zarzut braku holistycznego podejścia do pacjenta. Człowiek nie jest przecież tylko wynikiem morfologii, poziomem cholesterolu czy pojedynczym objawem. Na jego zdrowie wpływają dieta, sen, stres, aktywność fizyczna, sposób pracy, relacje społeczne i styl życia. Tymczasem pacjent często ma poczucie, że te elementy są traktowane jako dodatek, a nie integralna część procesu leczenia.
Stomatologia — płacimy składkę, a za zęby płacimy drugi raz
Jest jeszcze jeden powód, dla którego Polacy mogą mieć poczucie, że o zdrowie muszą zadbać sami — dostanie się do dobrego specjalisty to często kolejny wydatek. Stąd też popularność suplementów, które dają nadzieję, że nie będziemy musieli mieć zbyt częstych kontaktów z lekarzami. Znamiennym przykładem, który mało się dostrzega w debacie publicznej, jest stomatologia.
Stała się ona chyba najbardziej jaskrawym przykładem cichej prywatyzacji ochrony zdrowia w Polsce. Wszyscy obowiązkowo płacimy składkę zdrowotną. Państwo pobiera od nas pieniądze na finansowanie systemu, który ma zapewniać określone świadczenia. Tymczasem gdy chodzi o zęby, ogromna część Polaków od dawna funkcjonuje przede wszystkim na rynku prywatnym.
Według badania CBOS wśród osób, które w ciągu sześciu miesięcy korzystały z dentysty lub protetyka, aż 84 proc. korzystało z usług poza systemem NFZ. Nie oznacza to, że 84 proc. nigdy nie korzysta z publicznego dentysty — część pacjentów korzysta z obu systemów. Pokazuje jednak skalę zjawiska: prywatna stomatologia stała się dla Polaków czymś niemal oczywistym.
I właśnie tutaj pojawia się pytanie, którego nie powinno się zamiatać pod dywan — po co płacimy składkę zdrowotną, skoro w tak podstawowej dziedzinie jak zdrowie jamy ustnej państwo w praktyce nie jest w stanie zapewnić większości pacjentów świadczeń, z których chcą korzystać?
Oczywiście NFZ finansuje stomatologię, a dentysta na NFZ ma do dyspozycji katalog gwarantowanych świadczeń. Problemem jest jednak ich zakres, dostępność i realna możliwość skorzystania z leczenia odpowiadającego współczesnym oczekiwaniom pacjenta. W rezultacie obywatel najpierw płaci składkę, a następnie jeszcze raz płaci za prywatną wizytę, plombę czy leczenie kanałowe.
Domowy budżet coraz mocniej obciążony leczeniem
Przykład stomatologii obrazuje skalę szerszego problemu. Polacy wolą leczyć się prywatnie, ale ma to swoją cenę. Im więcej świadczeń zdrowotnych przenosi się do sektora prywatnego, tym większa część domowego budżetu musi zostać przeznaczona na lekarzy. Prywatny dentysta, specjalista, diagnostyka, fizjoterapeuta czy konsultacja pojedynczo mogą wydawać się możliwymi do udźwignięcia wydatkami. W skali roku mogą jednak stworzyć kwotę, na którą nie każdą rodzinę stać. Do tego prywatna opieka zdrowotna drożeje.
W takiej sytuacji naturalnie rośnie zainteresowanie profilaktyką. Skoro dobry specjalista może kosztować kilkaset złotych, pacjent zaczyna myśleć — lepiej wcześniej zadbać o zdrowie, żeby później nie musieć za leczenie płacić jeszcze więcej. Stąd także może brać się część popularności suplementów, jako stosunkowo taniej formy poczucia, że robimy coś dla własnego zdrowia.
Oczywiście suplement nie zastąpi dentysty, kardiologa czy onkologa. Natomiast psychologicznie mechanizm jest zrozumiały: jeżeli coraz więcej płacimy za leczenie, coraz bardziej chcemy zapobiegać chorobom. A suplement, kosztujący kilkadziesiąt złotych miesięcznie, daje poczucie inwestowania w zdrowie i może wydawać się znacznie tańszy niż późniejsza prywatna wizyta u dobrego specjalisty.
I właśnie tutaj spotykają się dwa zjawiska — rosnący rynek prywatnej medycyny i dynamicznie rosnący rynek suplementów. Pacjent coraz częściej nie tylko sam płaci za leczenie, ale również sam próbuje zrobić wszystko, aby nie musieć z niego korzystać.
Zdrowie w kapsułce? Dwie strony suplementacyjnego boomu
Boom na suplementy można odczytywać na dwa sposoby. Z jednej strony to pozytywny sygnał, że Polacy bardziej interesują się zdrowiem i chcą dłużej zachować sprawność. Z drugiej pojawia się niebezpieczeństwo „kapsułkowania” zdrowia. Zamiast poprawić dietę, więcej spać, ruszać się czy wykonać badania, łatwiej kupić kolejny preparat. Dlatego lekarze nie powinni ignorować fenomenu suplementów. Nawet jeśli część produktów nie ma mocnych dowodów skuteczności, miliony ludzi i tak po nie sięgają. Lepiej z nimi o tym rozmawiać, niż zostawiać ich samych z reklamą i internetowymi poradami.
Podstawowe pytanie nie brzmi już tylko: dlaczego Polacy wydają na suplementy tak dużo? Równie ważne jest pytanie, dlaczego tak często sami szukają odpowiedzi dotyczących własnego zdrowia. Jeżeli rynek będzie nadal rósł, a wszystko na to wskazuje, będzie to nie tylko sukces producentów i e-commerce, ale również sygnał dla lekarzy i całego systemu ochrony zdrowia.
zobacz więcej:











