1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Z polskich policjantów lubimy robić nieudaczników. Ci z Krakowa pokazali, że są bohaterami

Z polskich policjantów lubimy robić nieudaczników. Ci z Krakowa pokazali, że są bohaterami

Sobotnie popołudnie na Rynku Głównym w Krakowie skończyło się śmiercią sześciu osób i kilkunastoma rannymi. Mogło skończyć się znacznie gorzej. Człowieka w hełmie i kamizelce, z karabinkiem i kolejnymi sztukami broni w samochodzie, zatrzymali policjanci, którzy ruszyli na niego bez chwili wahania. Dwóch z nich trafiło do szpitala, jeden z trzema ranami postrzałowymi. Wiem, że to ich praca i że za to im płacimy. Uważam jednak, że należy im się dziś coś więcej niż zdawkowe podziękowanie w komunikacie.

Atak na Rynku Głównym w Krakowie. Bilans na sobotni wieczór

Około godziny 15 samochód wjechał na płytę Rynku, a siedzący w nim mężczyzna zaczął strzelać do przypadkowych ludzi. Turyści i mieszkańcy uciekali do kawiarni, restauracji i bram. Pierwsze godziny, gdy rozgrywała się strzelanina w Krakowie, przyniosły chaos informacyjny i bilans zmieniający się co kilkadziesiąt minut. Policja mówiła najpierw o pięciu zabitych. Wieczorem wojewoda małopolski potwierdził śmierć szóstej osoby. Rannych jest około piętnastu.

Według policji napastnik to 25-letni obywatel Polski. Był ubrany w strój przypominający wojskowy mundur i posługiwał się bronią długą typu wojskowego. RMF FM podaje, że był to karabinek AR-15. W jego aucie zabezpieczono wiele sztuk innej broni i amunicję. Co nim kierowało, na razie nie wiadomo, a teorie, którymi żyje internet, opisywaliśmy w tekście o tym, jak sprawca strzelaniny w Krakowie trafił w ręce policji.

Wymiana ognia na Stradomiu. Tak zatrzymano napastnika

Z Rynku mężczyzna odjechał w stronę ulicy Stradomskiej. Fotoreporter współpracujący z PAP relacjonował, że uciekając przed policją, zderzył się przy Dietla z białym samochodem, wyskoczył z auta i otworzył ogień do funkcjonariuszy. Ci odpowiedzieli ogniem z broni służbowej, trafili go i obezwładnili. Napastnik żyje, przebywa w szpitalu pod nadzorem uzbrojonych policjantów.

W sieci krąży nagranie z tego skrzyżowania. Widać na nim ciemne Subaru wbite w biały samochód, radiowóz z włączonym kogutem w tle i stojącego przy aucie mężczyznę w stroju moro, w hełmie i w czymś, co wygląda na kamizelkę taktyczną. Napastnik nie przyjechał więc tylko z karabinkiem. Przyjechał przygotowany na to, że ktoś będzie do niego strzelał.

Cena była wysoka. Jeden z funkcjonariuszy ma ranę postrzałową, drugi trzy i w sobotę wieczorem był operowany w stanie bardzo ciężkim. TVN24 informował o nagraniu, na którym ranny policjant strzela jeszcze w kierunku zamachowca, a dopiero potem osuwa się na ziemię. Ten obraz mówi o tej służbie więcej niż jakakolwiek kampania rekrutacyjna.

Szef MSWiA Marcin Kierwiński napisał na X: „Policjanci z narażeniem życia interweniowali w Krakowie. Natychmiast. Dzięki ich heroicznej postawie udało się szybko ująć napastnika”. Rzadko zgadzam się z ministrami w dniu tragedii, bo zwykle mówią rzeczy okrągłe i bezpieczne. Tym razem trudno coś dodać. Policja zdementowała przy okazji krążące w sieci doniesienia, jakoby któryś z funkcjonariuszy zginął.

Pistolet przeciwko karabinkowi i kamizelce. Ta walka nie była wyrównana

Warto sobie uzmysłowić, jak wyglądała ta konfrontacja od strony technicznej. Standardowym wyposażeniem patrolowca jest pistolet. Karabinek to zupełnie inna kategoria: większy zasięg, większa celność na dystansie, większa siła pocisku. Człowiek z bronią krótką, który wychodzi naprzeciw komuś z bronią długą, wie, że gra na cudzych warunkach.

W Krakowie te warunki były jeszcze gorsze. Jeśli napastnik rzeczywiście miał na sobie kamizelkę, a tak to wygląda na nagraniu, to policjant musiał trafić tam, gdzie osłony nie ma, i to pod ostrzałem. Komentatorzy w mediach społecznościowych nie kryli podziwu. Jeden z popularnych użytkowników X podsumował scenę krótko: „Jaki respect mam do chłopa. I … Wygrał”. Trudno o trafniejszą recenzję.

Kamizelka patrolowca nie jest na to projektowana

Asymetria działała też w drugą stronę. Kamizelki, w których jeździ się na codzienne interwencje, mają zatrzymywać pociski z broni krótkiej i ostrza. Amunicja karabinowa to inny świat. Funkcjonariusze na Stradomiu musieli mieć tego świadomość, a mimo to nie czekali na antyterrorystów, tylko zrobili swoje. Dzięki temu napastnik nie zdążył pojechać dalej i strzelać w kolejnym miejscu.

Polska policja jako memiczny worek treningowy

Z polskiej policji śmiejemy się chętnie i często. Nagrania z nieudanych interwencji krążą po sieci miesiącami, „pan władza” jest bohaterem niezliczonych memów, a w komentarzach dominuje obraz funkcjonariusza, który umie wypisać mandat za przejście na czerwonym, ale na poważny problem przyjedzie po godzinie. Na Bezprawniku też nie oszczędzamy policji, gdy na to zasłuży, i nie zamierzamy przestać. Krytyka nadużyć to obowiązek mediów.

Problem w tym, że ta narracja z czasem robi się karykaturą. Ludzie, którzy w sobotę wsiedli do radiowozu i pojechali w stronę strzałów, to ci sami policjanci, z których na co dzień robi się nieudaczników. Nikt ich nie wybierał spośród elity. Przyszli na zwykłą zmianę i zrobili coś, czego większość z nas nie zrobiłaby nigdy, za żadne pieniądze.

Strzelali zgodnie z prawem. I dobrze, że sprawca żyje

Spodziewam się, że w komentarzach znajdą się pytania, czy na pewno trzeba było strzelać. Odpowiedź jest prosta. Użycie broni palnej przez policję reguluje ustawa o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej. Co do zasady przewiduje ona okrzyk, wezwanie i strzał ostrzegawczy, ale art. 48 ust. 3 pozwala z tego zrezygnować, gdy trzeba chronić życie ludzi albo zapobiec aktowi terroryzmu. Człowiek, który przed chwilą strzelał do tłumu i teraz strzela do funkcjonariuszy, to przypadek podręcznikowy.

Jest też drugi aspekt, o którym mówi się mniej. Policjanci trafili napastnika, ale go nie zabili. Dla śledztwa to bezcenne. Tylko żywy podejrzany może odpowiedzieć na pytania o motyw, pochodzenie broni i ewentualnych wspólników. Rodziny ofiar mają prawo dostać te odpowiedzi.

Bohaterstwo kilku ludzi nie zastąpi tysięcy etatów

Na koniec rzecz mniej wygodna. Państwo bardzo lubi chwalić bohaterów, bo to nic nie kosztuje. Od lat jednak braki kadrowe w policji liczy się w tysiącach wakatów, doświadczeni funkcjonariusze odchodzą na emerytury, a młodych często nie ma kto uczyć. Jesienią 2024 roku głośno było o tym, że strajk policji przybrał formę masowych zwolnień lekarskich, bo mundurowi uznali, że za taką robotę dostają za mało.

Kraków pokazał, że ta formacja wciąż ma ludzi gotowych zapłacić najwyższą cenę. Nie wolno jednak budować bezpieczeństwa kraju na założeniu, że w krytycznej chwili po prostu znajdą się tacy, którzy wejdą pod ostrzał. Jeżeli po tej sobocie coś ma się zmienić, to nie liczba medali, tylko liczba obsadzonych etatów, jakość szkolenia i sprzęt, z którym patrol może stanąć naprzeciw kogoś z karabinkiem.

Policjantowi, który leży w szpitalu z trzema ranami postrzałowymi, życzę przede wszystkim, żeby z tego wyszedł. A jemu i jego koledze należy się coś więcej niż oklaski. Należy im się państwo, które nie przypomina sobie o nich wyłącznie wtedy, gdy na Rynku padają strzały.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover