1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Gdyby ktoś na Rynku miał broń? Po Krakowie kłócimy się o pozwolenia, choć nie wiemy najważniejszego

Gdyby ktoś na Rynku miał broń? Po Krakowie kłócimy się o pozwolenia, choć nie wiemy najważniejszego

Jeszcze nie było znane nazwisko sprawcy, a na X trwała już wojna o broń. Jedni piszą, że gdyby ktoś z przechodniów na Rynku Głównym w Krakowie był uzbrojony, napastnik zostałby zatrzymany szybciej. Drudzy, że sobotnia masakra to najlepszy dowód na to, że przepisy trzeba zaostrzyć. Obie strony pomijają jeden drobiazg: nikt jeszcze nie wie, czy broń, z której zginęło pięć osób, była legalna. A od tego zależy, czy ta dyskusja ma w ogóle sens.

Jerzy Wilczek07.11.2026 16:59
Prawo

Co wiadomo o broni sprawcy z Krakowa

Niewiele. RMF FM podało, że mężczyzna, który w sobotę po godzinie 15 wjechał na Rynek i zaczął strzelać do ludzi, miał broń długą i był ubrany w strój przypominający wojskowy. Świadek, z którym rozmawiała Telewizja Republika, mówił o „broni maszynowej”. Ani policja, ani prokuratura nie potwierdziły typu broni, jej pochodzenia ani tego, czy napastnik miał jakiekolwiek pozwolenie. Pięć osób nie żyje, kilkanaście jest rannych, a sprawca, postrzelony przez policjantów, trafił do szpitala. Co do tej pory ustalono o nim samym i o możliwych motywach, opisaliśmy w tekście o tym, że sprawca strzelaniny w Krakowie jest już w rękach policji.

To ważne, bo cała debata, która przetoczyła się przez internet w ciągu dwóch godzin, stoi na założeniu, którego nikt nie sprawdził. Jeśli broń pochodziła z nielegalnego obrotu, zaostrzanie przepisów o pozwoleniach niczego by tu nie zmieniło. Jeśli była legalna, pytanie brzmi zupełnie inaczej: jak ten człowiek przeszedł badania, egzamin i weryfikację policji.

Dostęp do broni w Polsce. Tak to wygląda naprawdę

Zacznijmy od mitu, który w sobotę powtarzali zwolennicy zaostrzenia: że w Polsce broń „kupuje się jak bułki”. Nie kupuje się. Ustawa o broni i amunicji wymaga pozwolenia wydawanego przez komendanta wojewódzkiego policji, a żeby je dostać, trzeba spełnić całą listę warunków.

Przede wszystkim trzeba wykazać tzw. ważną przyczynę, czyli cel, do którego broń jest potrzebna: sport, kolekcja, łowiectwo, ochrona osobista i kilka innych. Do tego dochodzą badania lekarskie i psychologiczne, niekaralność za określone przestępstwa, stały pobyt w Polsce, co do zasady ukończone 21 lat oraz egzamin przed komisją, teoretyczny i praktyczny. Szczegółowo procedurę opisywaliśmy przy okazji tekstu o tym, jak dostać pozwolenie na broń.

Najtrudniej jest z pozwoleniem do ochrony osobistej, czyli tym, które przeciętnemu człowiekowi kojarzy się z „noszeniem broni na co dzień”. Tu trzeba wykazać stałe, realne i ponadprzeciętne zagrożenie życia, zdrowia lub mienia. Strach przed tym, co dzieje się na świecie, takim zagrożeniem nie jest.

Ile osób w Polsce ma pozwolenie na broń

Polacy zbroją się szybciej niż kiedykolwiek. Według policyjnych statystyk, które w lutym opisywało RMF FM, w 2025 roku wydano rekordowe 50,7 tys. pozwoleń, a na koniec roku ważnych było 411 769. W rękach cywilów było 1 037 778 sztuk broni, czyli po raz pierwszy ponad milion. Po wybuchu wojny w Ukrainie Polacy masowo ruszyli na strzelnice i ten trend do dziś nie wyhamował.

Ale z tych samych danych wynika coś, co w sobotniej dyskusji zupełnie zginęło. Najwięcej nowych pozwoleń w 2025 roku dotyczyło broni kolekcjonerskiej (ponad 21 tys.) i sportowej (ok. 17,6 tys.). Do ochrony osobistej wydano ich niespełna 7,3 tys. Przy ponad milionie sztuk broni w Polsce wciąż przypadają na stu mieszkańców jedynie dwie, trzy, najmniej w Unii Europejskiej. Szansa, że na zatłoczonym Rynku w sobotnie popołudnie akurat obok napastnika stałby ktoś legalnie uzbrojony, przeszkolony i gotowy strzelać, jest po prostu niewielka.

„Gdyby ktoś miał broń”. Co mówi o tym obrona konieczna

Załóżmy jednak, że taka osoba by tam była. Czy prawo pozwoliłoby jej strzelić? Tak, i to bez większych wątpliwości. Art. 25 kodeksu karnego mówi wprost, że nie popełnia przestępstwa ten, kto odpiera bezpośredni i bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem. Człowiek strzelający do tłumu to podręcznikowy przykład takiego zamachu, a obrona konieczna nie wymaga, żeby najpierw uciekać albo szukać pomocy.

Kodeks przewiduje też ochronę dla tych, którzy w nerwach przesadzą. Przekroczenie granic obrony koniecznej może skończyć się nadzwyczajnym złagodzeniem kary albo odstąpieniem od jej wymierzenia, a jeśli wynikało ze strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami, sprawca w ogóle nie podlega karze. Trudno o okoliczności bardziej usprawiedliwiające strach niż strzelanina w centrum miasta.

Jest jednak haczyk, o którym zwolennicy „uzbrojonego przechodnia” nie piszą. Obrona konieczna chroni tego, kto trafia w napastnika. Jeśli cywil w panice, w tłumie, na odległość kilkudziesięciu metrów trafi kogoś przypadkowego, wchodzimy w zupełnie inną sytuację prawną, a do tego w tragedię, której nikt nie chce. Dochodzi do tego coś jeszcze. Wyobraźmy sobie policjantów, którzy wbiegają na Rynek i widzą dwóch mężczyzn z bronią w ręku. Którego mają zatrzymać? W sobotę napastnika obezwładnili właśnie policjanci, płacąc za to własnym zdrowiem. Moim zdaniem to argument mocniejszy niż hipotetyczny bohater z pistoletem.

Nielegalna broń w Polsce. Skąd się bierze i co za nią grozi

Jeśli broń sprawcy okaże się nielegalna, rozmowa o pozwoleniach stanie się kompletnie nie na temat. Ludzie, którzy planują zabijać, nie składają wniosków u komendanta wojewódzkiego.

Za samo posiadanie broni palnej lub amunicji bez zezwolenia art. 263 par. 2 kodeksu karnego przewiduje od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Za jej wyrabianie albo handel bez zezwolenia grozi od roku do 10 lat. Do tego legalny posiadacz, który odda albo udostępni swoją broń komuś nieuprawnionemu, może trafić do więzienia nawet na 2 lata. W sprawie takiej jak krakowska te kary zejdą zresztą na dalszy plan, bo przy pięciu ofiarach najpoważniejszym zarzutem będzie zabójstwo.

Skąd w Polsce bierze się taka broń? Wśród źródeł od lat wymienia się przemyt, w tym broń z czasów wojen na Bałkanach, oraz egzemplarze przerobione z broni pozbawionej cech użytkowych. Według danych Centralnego Biura Śledczego Policji, które w maju przytaczała „Rzeczpospolita”, funkcjonariusze tej formacji zabezpieczyli 1374 sztuki broni palnej w 2023 roku, 516 w 2024 i 3322 w 2025, przy czym ostatnią liczbę mocno podbiła jedna sprawa. CBŚP przygotowuje się też na scenariusz, o którym w Polsce mówi się za cicho: po zakończeniu wojny w Ukrainie do Europy może trafić ogromna ilość broni z frontu. Służby same przyznają, że Polska, jako państwo graniczne, ma być w tym układzie filtrem. Policja zastrzega, że na razie przemytu broni z Ukrainy do Polski nie odnotowano.

Czy strzelanina w Krakowie zmieni prawo o broni

Automatycznie nie zmieni niczego. Żaden przepis nie zaostrza się sam dlatego, że wydarzyła się tragedia, a do zmiany ustawy o broni i amunicji potrzebny jest normalny proces legislacyjny. Politycy Polski 2050 już na początku roku postulowali zaostrzenie przepisów, powołując się właśnie na rekordową liczbę pozwoleń. Po Krakowie ten postulat na pewno wróci, i to głośno.

Uważam, że byłoby błędem, gdyby wrócił w tej formie. Polskie przepisy o legalnej broni są jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie, a zabójstw z użyciem broni palnej jest według danych KGP od 15 do 30 rocznie. Jeśli broń sprawcy z Rynku Głównego pochodziła z czarnego rynku, utrudnienie życia sportowcom i kolekcjonerom niczego nie naprawi. Pieniądze i uwaga powinny wtedy pójść tam, gdzie leży prawdziwy problem: w kontrolę granicy, w ściganie handlarzy i w przygotowanie na broń, która kiedyś zacznie wracać z Ukrainy.

Jeśli natomiast okaże się, że broń była legalna, trzeba będzie zadać trudne pytania o to, jak działa system badań i kontroli, a nie o to, ilu Polaków chodzi na strzelnicę. Dopóki prokuratura nie odpowie na to jedno pytanie, obie strony internetowej wojny kłócą się o coś, czego nie wiedzą. Pierwsze godziny po tragedii, kiedy strzelanina w Krakowie dopiero się rozgrywała, pokazały to aż nadto wyraźnie.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover