Polska wydaje miliardy na sport, a dzieci są coraz grubsze. Co robimy źle?
Ponad 33 procent polskich dzieci w pierwszych klasach szkoły podstawowej ma już nadwagę lub otyłość. Prawie każdy nastolatek ma wady postawy, w tym skoliozę. 94 procent nie ma podstawowych kompetencji ruchowych. Co piąte dziecko zmaga się z obniżonym nastrojem, a u 2–3 procent rozwija się pełnoobjawowa depresja. Przytoczone liczby nie pochodzą z odległej przyszłości, tylko znajdują w najnowszych raportach Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, NFZ i WHO z lat 2023–2025. Polska należy do krajów, w których otyłość wśród dzieci rośnie najszybciej w całej Europie.

Już nawet pobieżna analiza tych zatrważających danych nakazuje podjęcie przez całą klasę polityczną zdecydowanych działań, aby te statystyki znacząco poprawić. Jednym z najprostszych i najbardziej oczywistych rozwiązań wydaje się inwestycja w usportowienie dzieci i młodzieży.
W 2025 r. samorządy województw i miasta wojewódzkie przeznaczyły na kulturę fizyczną łącznie ponad 11 miliardów złotych przy 1,68 mld zł wydatków całego państwa. Pozornie brzmi imponująco? Tylko pozornie.
Z tych 11 miliardów aż 47 procent zostało wydane na budowę i modernizację obiektów sportowych. Znacznie mniej na rzeczywiste programy masowego ruchu dzieci i młodzieży. W największych miastach wygląda to jeszcze znośnie. Wrocław w 2025 roku wydał 191 mln zł na sport – w tym 36 mln zł na Młodzieżowe Centrum Sportu i programy typu Footballmania czy Basketmania. Warszawa utrzymuje poziom około 126 mln zł rocznie, z mocnym akcentem na stypendia i szkolenie młodzieżowe. Poznań zbliża się do 100 mln zł i rośnie rok do roku o około 10 procent. Katowice inwestują w infrastrukturę (stadion, hala), a Olsztyn modernizuje stadion lekkoatletyczny za ponad 33 mln zł.
Jednak poza wielkimi metropoliami wygląda to znacznie gorzej. W mniejszych stolicach województw jak Opole, Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski czy Kielce roczne wydatki na sport wahają się najczęściej między 20 a 50 milionami złotych. Zielona Góra w ostatnim rozdaniu konkursowym dała klubom i stowarzyszeniom 4,3 mln zł na 80 projektów młodzieżowych.
Jak to wygląda w porównaniu z samorządami w innych krajach europejskich?
W Unii Europejskiej wydatki na rekreację i sport (w tym usługi sportowe i rekreacyjne) na poziomie całego sektora publicznego wynoszą średnio 0,4% PKB (67,6 mld euro w 2023 r.). Najwyższe wskaźniki notują Węgry, Finlandia i Szwecja (po 0,7% PKB). Polska oscyluje wokół dolnej granicy – około 0,3–0,4% PKB łącznie dla całego sektora publicznego, z czego samorządy ponoszą lwią część.
Na poziomie samorządów (gminy, miasta, powiaty) sytuacja jest jeszcze bardziej wyraźna. W Polsce wydatki samorządów na rekreację i sport stanowią zaledwie około 2,4% ich całkowitych wydatków (dane z lat 2015–2020, z tendencją spadkową po pandemii). Średnia unijna dla samorządów to około 4% ich budżetów. Polska plasuje się w dolnej połowie rankingu – np. w 2020 r. samorządy polskie wydały na ten cel więcej w wartości bezwzględnej niż średnia UE (ok. 1,89 mld euro vs średnia 1,44 mld euro), ale jako procent własnych wydatków – znacznie mniej niż Grecja, Cypr, Luksemburg czy kraje nordyckie.
W krajach nordyckich (Szwecja, Finlandia, Norwegia) samorządy mocno inwestują w obiekty i programy masowe – często 0,6–0,7% PKB na poziomie publicznym, z dużym udziałem lokalnym. Tam kluby sportowe działają od przedszkola, a wydatki prywatne rodzin (ok. 1,2% budżetów domowych) dodatkowo napędzają system.
Pod względem wydawanych kwot szczególnie w dużych miastach nie wygląda to najgorzej. Pytanie skąd zatem takie tragiczne dane o kondycji fizycznej i psychicznej dzieci i młodzieży. Wydaje się, że w Polsce pomimo stosunkowo solidnych kwot zapisanych w budżetach środki te są źle ukierunkowane. Pokutuje u nas proste podejście w stylu „zbudujemy boisko, może ktoś będzie grał". Widać to chociażby przy kwestii budowy nowych Orlików. Rząd chwali się, że postawi nowe boisko, tymczasem stare Orliki stoją puste, ewentualnie czasami są wykorzystywane przez 40–50-latków. Polskie władze zarówno na szczeblu centralnym jak i lokalnym zbyt często inwestują w infrastrukturę sportową, tj. boiska, hale, kompleksy, co jest oczywiście ważne, ale samo w sobie nie gwarantuje, że dzieci będą z nich korzystać. Rząd deklaruje wprawdzie, że chce badać sprawność fizyczną dzieci poprzez ogólnopolski rejestr, ale diagnostyka to dopiero pierwszy krok – bez programów aktywizacji dane trafią do szuflady. Budowa hal i boisk musi być ściśle skorelowana z finansowaniem programów aktywizacji, zajęć ruchowych regularnych (a nie tylko turniejów czy zawodów) oraz promocji sportu i zdrowego stylu życia w szkołach i wśród rodziców.
W dużych miastach kwota dofinansowania na sport dzieci i młodzieży rośnie, ale koncentruje się głównie wokół klubów i treningów różnych dyscyplin. Ta forma wsparcia poprawia kondycję, ale często nie dociera do tych, którzy nie są jeszcze członkami klubu sportowego. Lepszym rozwiązaniem wydaje się kierowanie środków na programy skierowane do szerokiej grupy dzieci, także tych niezwiązanych z klubami, poprzez zajęcia w szkołach, lokalne wspólne aktywności rekreacyjne i cykle motywujące do aktywności ruchowej. Warto pamiętać, że w skrajnych przypadkach zaniedbanie zdrowia dziecka ma też wymiar prawny – kwestia tego, jak powiązane jest otyłe dziecko a władza rodzicielska, pokazuje, że bierność rodziców wobec otyłości potomstwa może mieć konsekwencje sądowe.
Idealnym rozwiązaniem może być bezpośrednie wsparcie kierowane dla rodzin. W niektórych krajach stosuje się karty lub vouchery aktywności, które daje się rodzinom do wykorzystania na zajęcia sportowe u różnych dostawców usług. Przykładowo w Szwecji dzieci otrzymują „kartę aktywności" o wartości ok. 500 koron (ok. 45 €) rocznie, a dzieci z biedniejszych rodzin nawet 2000 koron (~180 €), które można wydać na zajęcia sportowe czy zajęcia kultury fizycznej. Zwiększa to realnie udział w ruchu i ogranicza wpływ barier kosztowych. Polskie samorządy patrząc na skalę wydatków budżetowych stać na wprowadzenie lokalnych bonów czy też kart aktywności sportowej, które pokrywałyby część lub całość kosztów zajęć w klubach lub organizacjach, szczególnie dla rodzin o niższych dochodach.
Władze lokalne muszą również bardziej skupić się nie tylko na wielkości budżetu przeznaczonego na sport, ale również na tym, w jaki sposób jest alokowany. Badania austriackie z 2024 r. pokazują, że skuteczne, oparte na danych o lokalnych potrzebach rozdysponowanie dodatkowych środków może znacząco zwiększyć liczbę dzieci dołączających do klubów sportowych w porównaniu do tradycyjnych, równych dotacji.
Nasze samorządy rozdysponowując środki powinny opierać się na danych – np. które dzielnice mają najniższy udział dzieci w sporcie i tam kierować najwięcej środków.
Pomocna mogłaby się okazać także zapowiadana przez resort edukacji edukacja zdrowotna jako nowy przedmiot szkolny, który miał zastąpić wychowanie do życia w rodzinie. Niestety już na starcie przedmiot uczyniono nieobowiązkowym, co poważnie osłabiło jego potencjał. A przecież szkoła to naturalny punkt dostępu do wszystkich dzieci – nie tylko tych, których rodzice sami zadbają o zdrowy styl życia. Ministerstwo Edukacji jeszcze w 2024 roku zapowiadało, że nowy przedmiot szkolny obejmie prewencję, ruch, dietę i zdrowie psychiczne, jednak polityczne kompromisy rozmyły tę ideę.
Samorządy mogłyby skuteczniej zadbać o zdrowie dzieci poprzez programy aktywizacji ogólnej (a nie tylko dofinansowanie klubów), karty aktywności lub bony sportowe dla dzieci i rodzin, silniejsze wsparcie sportu szkolnego i codziennych aktywności ruchowych, strategie oparte na danych i lokalnych potrzebach (a nie „równe dla wszystkich" dotacje) oraz integrację wydatków sportowych z polityką zdrowotną i profilaktyką chorób.
Takie podejście może spowodować zwiększenie dziennej aktywności fizycznej młodych ludzi, ale też może przynosić oszczędności zdrowotne i poprawiać jakość życia w dłuższej perspektywie. Czas najwyższy, żeby stolice województw i mniejsze samorządy zaczęły traktować sport młodzieżowy nie jako „dział kultury i promocji", tylko jako jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie publiczne XXI wieku. Bo jeśli nie teraz, to wkrótce może być już za późno.

Napisała we wniosku o dotację, że sprzedaje na Allegro bez rozliczania. Reakcja urzędniczki ją zaskoczyła
07.03.2026 9:05, Aleksandra Smusz
07.03.2026 8:30, Marcin Szermański
07.03.2026 7:17, Piotr Janus

Claude, Gemini i ChatGPT odpowiedziały na pytanie o istnienie Boga. Jedna z nich dała Jahwe szansę poniżej 0,001 proc.
06.03.2026 21:54, Mariusz Lewandowski
06.03.2026 20:12, Miłosz Magrzyk

Lepiej nie narzekajmy na ceny leków. Bo jak będziemy narzekać, to nie będziemy mieli czym się leczyć
06.03.2026 18:25, Miłosz Magrzyk
06.03.2026 16:19, Marcin Szermański
06.03.2026 16:01, Miłosz Magrzyk
06.03.2026 15:13, Marcin Szermański
06.03.2026 14:27, Marek Śmigielski
06.03.2026 13:39, Aleksandra Smusz
06.03.2026 13:19, Mariusz Lewandowski
06.03.2026 12:52, Miłosz Magrzyk
06.03.2026 11:52, Edyta Wara-Wąsowska
06.03.2026 11:08, Marek Śmigielski
06.03.2026 10:17, Marcin Szermański
06.03.2026 9:37, Marek Śmigielski
06.03.2026 8:55, Mateusz Krakowski

Banki mają zwracać środki klientom, którzy zostali oszukani w internecie. Ważna opinia rzecznika TSUE
06.03.2026 8:08, Edyta Wara-Wąsowska
06.03.2026 7:40, Aleksandra Smusz
06.03.2026 7:02, Marek Śmigielski
05.03.2026 20:23, Mateusz Krakowski
05.03.2026 16:01, Marcin Szermański
05.03.2026 15:16, Miłosz Magrzyk
05.03.2026 15:00, Mariusz Lewandowski
05.03.2026 14:29, Mateusz Krakowski
05.03.2026 13:42, Aleksandra Smusz


























