1. Home -
  2. Ubezpieczenia -
  3. Ponad 40 tys. zł za wizytę na SOR. W tym kraju bez odpowiedniej polisy lepiej nie chorować

Ponad 40 tys. zł za wizytę na SOR. W tym kraju bez odpowiedniej polisy lepiej nie chorować

Wielu z nas (i słusznie) narzeka na polską służbę zdrowia. Różny poziom usług, a przede wszystkim wieloletnie kolejki do lekarzy specjalistów wpływają na taką właśnie powszechną opinię. Niektórzy ratują się leczeniem prywatnym, często wykupując dodatkowe (prywatne) ubezpieczenie zdrowotne. Bez odpowiedniej polisy nie obędzie się np. w USA, co powinno być przestrogą dla wszystkich planujących wyjazd do tego kraju.

W Polsce wszystko jest darmowe, a raczej "darmowe"

Jako społeczeństwo przyzwyczailiśmy się, że wszystko jest "za darmo". Różnego rodzaju dodatki socjalne jak aktualny Program 800 Plus czy darmowa służba zdrowia to bardzo dobre przykłady. Wciąż wielu z nas uważa, że państwo ma swoje pieniądze, a przecież na budżet Polski składamy się wszyscy. W rzeczywistości nic nie jest darmowe, lecz opłacane z naszych podatków.

Tak też jest z NFZ. Wystarczy, że masz odpowiednie ubezpieczenie zdrowotne (pracujesz na UoP, masz status ucznia/studenta, jesteś zarejestrowany jako bezrobotny itp.), aby korzystać bezpłatnie z polskiej służby zdrowia, np. z SOR-u. Jak się jednak okazuje, nie wszędzie SOR jest za darmo, a bez ubezpieczenia można wpakować się w niezłe tarapaty finansowe.

Planujesz zwiedzić USA? Bez polisy nawet o tym nie myśl

Niedawno portal biznes.interia.pl wspomniał o historii polskiej tiktokerki Klaudii Tuğul, która mieszka z mężem Turkiem w Miami. Na jednym ze swoich filmików - w których opowiada o życiu na emigracji i pokazuje różnice między Polską a Stanami Zjednoczonymi - podzieliła się ciekawą historią.

Tak naprawdę nie byłoby ciekawie, gdyby nie odpowiednie ubezpieczenie. Polska tiktokerka musiała pewnego razu udać się na SOR, na którym spędziła 7 godzin. W międzyczasie wykonano jej m.in. badanie USG i tomografię komputerową z kontrastem. Po wszystkim otrzymała 3 faktury: jedną ze szpitala, a pozostałe od lekarzy. Jak informuje biznes.interia.pl, ceny usług prezentowały się następująco:

- USG miednicy - 129 dol. (ok. 463 zł),

- USG narządów rodnych - 136 dol. (488 zł),

- tomograf jamy brzusznej z kontrastem - 352 dol. (1264 zł)

- apteka - 20,35 dol. (73 zł),

- badanie krwi i panel metaboliczny - 454 dol. (1631 zł),

- badanie moczu - 109 dol. (391 zł),

- badanie miednicy - 652 dol. (2342 zł),

- obsługa urządzenia do TK - 5999 dol. (21 555 zł).

Nasza bohaterka otrzymała do zapłaty łączną kwotę w wysokości 11 277,35 dolarów, a więc jakieś 40 590 złotych według obecnego kursu walut. Jak jednak poinformowała swoich fanów, ma na szczęście dobrą polisę z wkładem własnym 350 dolarów - wszystko powyżej tej kwoty (a więc ok. 10 927 $) zapłaci towarzystwo ubezpieczeniowe.

Jedziesz za granicę? Zadbaj o ubezpieczenie!

Powyższy przykład jest jednym z wielu, a o odpowiedniej ochronie powinni pomyśleć nie tylko turyści planujący lot do Stanów Zjednoczonych.

Dobrze jest dokładnie sprawdzić warunki ewentualnego leczenia za granicą, aby - w razie nieszczęścia - nie narazić się na ogromne koszty, nierzadko opiewające na kwotę nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nie dotyczy to jedynie dalekich krajów i tylko leczenia.

Przy okazji przypominam, że wyprawa w słowackie Tatry może zakończyć się wysokim rachunkiem, jeśli konieczna będzie pomoc ratowników górskich. W Polsce GOPR i TOPR udzielają ratunku za darmo (tzn. ich działalność jest opłacana z budżetu państwa). Z kolei u naszych południowych sąsiadów koszty ratownictwa górskiego pokrywa albo ubezpieczyciel, albo osoba poszkodowana, jeśli nie ma wykupionej odpowiedniej polisy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi