Konto to nie rzecz, ale też nie własność
Od setek lat prawo spadkowe opiera się na prostym założeniu: dziedziczymy prawa i obowiązki majątkowe zmarłego. Tak działa choćby dziedziczenie ustawowe, w którym Kodeks cywilny wyznacza kolejność osób powoływanych do spadku. Problem w tym, że konto na platformie internetowej nie jest ani rzeczą, ani klasycznym prawem majątkowym. To zbiór danych, treści, relacji społecznych oraz, co kluczowe, dostęp do usługi świadczony jest na podstawie regulaminu.
W praktyce oznacza to, że użytkownik nie jest właścicielem konta w takim sensie, w jakim jest właścicielem mieszkania czy książki. Jest raczej licencjobiorcą, a ta różnica okazuje się fundamentalna w momencie śmierci.
Mamy zatem do czynienia z zadziwiającą sytuacją naruszającą w zasadzie funkcjonującą od lat zasadę, szczególnie w polskim systemie prawnym, że norma o wyższej mocy (np. ustawa) zawsze przeważa nad sprzeczną z nią normą niższego rzędu np. rozporządzeniem czy właśnie regulaminem. Zasada ta obecnie nie ma zastosowania do treści zamieszczanych na Facebooku, X czy też Instagramie.
W dzisiejszym świecie to regulamin prywatnej korporacji, a nie ustawa, decyduje o losie cyfrowego dorobku człowieka.
Największe platformy cyfrowe opracowały własne zasady „pośmiertnego" funkcjonowania kont, często niezależne od prawa krajowego. X (dawniej Twitter) nie przewiduje dziedziczenia konta, bliscy mogą wnioskować jedynie o jego usunięcie lub dezaktywację. Instagram umożliwia przekształcenie profilu w konto pamiątkowe, ale nie pozwala na przejęcie dostępu ani zarządzanie treściami w imieniu zmarłego.
Najdalej w swoich własnych regulacjach idzie Steam. Zgodnie z regulaminem konto oraz przypisana do niego biblioteka gier są licencją osobistą, niedziedziczną i nieprzenoszalną. W praktyce oznacza to, że setki, a czasem tysiące złotych wydane na gry „znikają" wraz ze śmiercią użytkownika. Ponadto ewentualni spadkobiercy nie mają żadnych praw do stworzonej przez niego postaci, która gdyby np. została sprzedana mogłaby być źródłem pokaźnych przychodów.
Podobnie sprawa wygląda przy kontach np. znanych influencerów mających realną wartość ekonomiczną. Generują one spore przychody i są często jednoosobowymi "fabrykami pieniędzy". Stanowią realne aktywa, które w analogowej rzeczywistości bez wahania uznane zostałyby za część spadku. Co ciekawe, w przypadku treści twórczych obowiązują zupełnie inne reguły — dziedziczenie autorskich praw majątkowych jest w polskim prawie wprost przewidziane i uregulowane, ale nie przekłada się to automatycznie na dostęp do platform, na których te treści zostały opublikowane.
Brak jasnych zasad dziedziczenia w świecie cyfrowym prowadzi do strat finansowych i konfliktów, a także do nierówności, ponieważ dlaczego fizyczną książkę można odziedziczyć, a cyfrowej już nie? Dlaczego przez lata gromadzoną kolekcję "białych kruków" książkowych czy płyt analogowych można przekazać dzieciom, a elektronicznych zasobów już nie?
Pojawia się również argument przeciwników, którzy wskazują nie tylko na kwestie ekonomiczne, ale także etyczne czy społeczne. Konta obok treści służących monetyzacji gromadzą często prywatne wspomnienia, rozmowy, relacje. Co zatem z ochroną danych osobowych zmarłych i ich rozmówców?
Poza tym, zwracają uwagę na ryzyko nadużyć: przejęte konto może stać się narzędziem fałszywej narracji, „mówienia w imieniu zmarłego" lub manipulowania jego cyfrowym wizerunkiem. W tym ujęciu brak dziedziczenia jest formą ochrony, a nie luki prawnej.
Europa szuka rozwiązania
Niektóre państwa próbują jednak znaleźć rozwiązanie pośrednie. Niemiecki Federalny Sąd Najwyższy uznał, że konto na Facebooku może wchodzić w skład spadku, analogicznie do listów czy pamiętników, choć nie rozwiązuje to wszystkich problemów technicznych i regulaminowych. Jeszcze dalej poszedł w swoim orzeczeniu Sąd Krajowy w Oldenburgu, który rozpatrywał sprawę konta na Instagramie z dużymi zasięgami po znanej niemieckiej celebrytce. Konto początkowo prowadził spadkobierca, aż do momentu blokady przez Instagram i zmiany jedynie na konto upamiętniające.
Sąd w tej spornej sprawie stanął całkowicie po stronie spadkobiercy i stwierdził, że spadkobiercy muszą mieć pełny dostęp do konta ze wszystkimi możliwościami pasywnego i aktywnego korzystania, jakie posiadał właściciel konta za życia. Orzeczenia niemieckich sądów spowodowały, że coraz częściej na poziomie Unii Europejskiej mówi się o potrzebie uregulowania „majątku cyfrowego", ale konkretne rozwiązania nie wyszły jak na razie poza dyskusje ekspertów.
Jak wygląda sytuacja w Polsce?
W polskim porządku prawnym kwestia dziedziczenia kont internetowych i innych cyfrowych zasobów po śmierci użytkownika pozostaje wciąż nieuregulowana w sposób jasny i kompleksowy. Obowiązujące przepisy prawa spadkowego, jak w większości państw, nie przewidują odrębnych zasad dla tzw. dóbr cyfrowych, a praktyka sądowa w tej materii właściwie nie istnieje.
Zgodnie z ogólną zasadą wyrażoną w Kodeksie cywilnym, w spadku podlegają prawa i obowiązki majątkowe zmarłego, czyli te, które mają charakter ekonomiczny lub mogą być wyrażone wartościowo. Jednak kwestia cyfrowych kont społecznościowych czy usług internetowych nie została wprost uregulowana jako przedmiot dziedziczenia, a praktyczne skutki umów z platformami często przeczą tej koncepcji. Warto przy tym pamiętać, że spadek po rodzicach obejmuje co do zasady cały ich majątek — tyle że w przypadku dóbr cyfrowych granica między majątkiem a usługą jest niezwykle płynna.
Prawnicy zwracają uwagę, że mimo iż treści cyfrowe (np. zdjęcia, wpisy) mogą mieć wartość emocjonalną lub ekonomiczną, polskie prawo nie przewiduje automatycznego przejścia takich kont na spadkobierców. Aby uzyskać do nich dostęp, trzeba często udowodnić, że dane prawo lub treść ma charakter majątkowy, co w przypadku kont np. w mediach społecznościowych bywa praktycznie niemożliwe bez zgody samej platformy.
Polskie sądy dotychczas nie stworzyły jednolitej linii orzeczniczej w tej sprawie, co pozostawia korzystanie z kont wirtualnych w zasadzie pod kontrolą dostawców usług, a nie prawa krajowego.
Wśród prawników pojawiają się pomysły wprowadzenia tzw. testamentu cyfrowego, czyli dokumentu, w którym użytkownik może wyrazić swoją wolę co do losu kont i haseł po śmierci. Rozwiązanie to nawiązuje do klasycznej instytucji prawa spadkowego — w końcu sporządzenie testamentu to jedyny sposób, by za życia skutecznie zdecydować o losie swojego majątku. Problem w tym, że bez obowiązku respektowania takich dyspozycji przez platformy pozostaje to rozwiązanie niepełne.
Brak jednoznacznych regulacji powoduje, że prawo spadkowe nie nadąża za cyfrową rzeczywistością, a spadkobiercy często stoją przed barierą regulaminową platform, która nie uwzględnia interesów rodziny ani dorobku cyfrowego zmarłego.
W praktyce nasze cyfrowe życie nie kończy się wraz ze śmiercią biologiczną, ale też nie przechodzi w ręce spadkobierców. Obecnie regulaminy platform cyfrowych i umów z usługodawcami stoją ponad prawem krajowym i bez zdecydowanej interwencji ustawodawcy to cyfrowi giganci pozostaną faktycznymi strażnikami pamięci i spadkobiercami dorobku i osiągnięć użytkowników.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj