Błędne rozumienie „zakazu promocji alkoholu”
W ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi został zapisany zakaz promocji napojów alkoholowych, jednak jeżeli ktoś myśli, że chodzi o zakaz oferowania alkoholu w atrakcyjnych, czy obniżonych cenach, to jest w błędzie, zakaz ten dotyczy bowiem głównie promowania, a nie sprzedawania w obniżonych cenach. Obniżki na alkohol są dopuszczalne, jeżeli są skierowane do odbiorców dorosłych i prowadzone na terenie punktu sprzedażowego (a więc na przykład na stoisku alkoholowym w sklepie).
To niestety jeden z większych absurdów polskiego prawa, które teoretycznie ma na celu przeciwdziałać wychowywaniu kolejnych pokoleń alkoholików. To nie popularność danej marki gwarantuje wysoką sprzedaż, a niestety cena. Dlatego promocja na alkohol, która zachęca do kupowania większej ilości wyskokowych trunków, ma fatalny wpływ na polskie społeczeństwo.
Promocja na alkohol – ten błąd popełniają nie tylko Lidl, czy Biedronka
Wchodząc do jakiegokolwiek marketu w Polsce, w oczy rzucają się wyeksponowane informacje o promocjach i obniżkach cen określonych towarów. O ile nie raz wyczynem jest znalezienie pomidorów na przecenie, włoszczyzny w dobrej cenie, czy innych potrzebnych produktów spożywczych, to w alejkach z alkoholem zawsze jakaś promocja się znajdzie. I to najczęściej więcej niż jedna, w dodatku każda naprawdę atrakcyjna!
Sprawdź polecane oferty
RRSO 21,36%
Jeszcze sama przecena byłaby do zaakceptowania – na przykład za butelkę dobrego wina zamiast 80 złotych zapłacimy 60. Niestety, sklepy poszły o krok dalej. Popularne promocje to na przykład druga butelka 70% taniej i informacja, że przy zakupie dwóch butelek Prosecco za jedną zapłacimy zaledwie 18 złotych. Albo „3 butelki w cenie 2”, czyli do dwóch butelek wina, czy likieru, trzecią dostajemy gratis. To nie są odosobnione przypadki. To nie tylko polityka jednego, czy dwóch dyskontów. Praktycznie we wszystkich sieciówkach w Polsce można znaleźć takie promocje, skala problemu jest więc ogromna.
W takiej sytuacji różnica w cenie zakupu jednej i dwóch butelek to zaledwie kilka złotych. W większości przypadków więc zdecydujemy się na zakup dwóch i te dwie butelki później wypijemy. A to tak nie powinno wyglądać, gdyż to może powodować (i prawdopodobnie powoduje), że polskie społeczeństwo pije więcej. To powolne popadanie w alkoholizm, pod płaszczykiem oszczędności.
W dodatku zachęcanie klientów do kupowania większej ilości alkoholu i działanie w taki sposób, że zakup jednej butelki wydaje się zwyczajnie nieekonomiczny, jest nieetyczne. Nie tak dawno Ministerstwo Zdrowia w ramach kampanii „Planuję Długie Życie” informowało, że nawet niewielkie ilości alkoholu zwiększają m.in. ryzyko wystąpienia nowotworów i innych chorób. A sklepy zachęcają nas do tego, żeby pić jak najwięcej.
Ustawa o wychowaniu w trzeźwości to żart
Ministerstwo Zdrowia dostrzegło problem (chociaż chyba nieco późno) i w 2025 zapowiedziało, że toczą się prace nad zmianami w prawie, które mają ukrócić ten proceder. Obecnie bowiem przepisy dotyczące wychowania w trzeźwości są rażąco nieskuteczne, a społeczeństwo raczy się przecenionymi trunkami na potęgę.
Obecnie bowiem zasada jest jedna – teoretycznie nie można zachęcać ludzi do spożywania alkoholu (a państwo stara się ze spożyciem w narodzie walczyć, m.in. podnosząc akcyzę i jednocześnie zasilając swój budżet), jednak tylko w ściśle określonych sytuacjach. Jeżeli zachęcasz kreatywnie (na przykład oferując przecenę, ale tylko na drugą butelkę), to działasz w granicach prawa.
Polskie prawo zdecydowanie potrzebuje w tym zakresie uszczelnienia. Wykluczenie możliwości zachęcania do zwiększenia ilości kupowanych trunków zdecydowanie lepiej zadziała na spożycie alkoholu w narodzie niż jakakolwiek kampania informacyjna.