1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. NIK ujawnia chaos w majątku państwa. Ponad 5 tys. działek zniknęło z ewidencji

NIK ujawnia chaos w majątku państwa. Ponad 5 tys. działek zniknęło z ewidencji

Skarb Państwa ma tysiące nieruchomości, których administracja nie potrafi nawet prawidłowo wykazać w swoich ewidencjach. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że część tych gruntów od lat użytkują osoby, które nie mają do nich żadnego tytułu prawnego. W efekcie państwo nie tylko nie pobiera należnych opłat, ale ryzykuje utratę własności przez zasiedzenie. Najnowsza kontrola NIK pokazuje, jak łatwo publiczny majątek może po prostu „zniknąć".

Ponad 5 tys. działek poza ewidencją. Państwo nie wie, co posiada

Wyniki kontroli Najwyższej Izby Kontroli opublikowane w sierpniu 2026 r. są trudne do zignorowania. NIK sprawdziła gospodarowanie nierozdysponowanymi nieruchomościami Skarbu Państwa w 16 jednostkach. Okazało się, że w latach 2022–2025 w ewidencjach nie wykazywano ponad 5 tys. działek, które według danych Ewidencji Gruntów i Budynków (EGiB) powinny znajdować się w zasobie Skarbu Państwa.

W 2025 r. było to aż 5356 działek o łącznej powierzchni blisko 1900 ha. Rok wcześniej – 5314 działek. Problem nie był więc jednorazowym błędem, ale utrzymywał się przez kolejne lata. Obrazuje to skalę zjawiska: państwo ma formalnie ogromny majątek, ale jego zarządcy nie zawsze wiedzą dokładnie, gdzie ten majątek się znajduje, kto z niego korzysta i na jakiej podstawie.

Ewidencja zasobu prowadzona w arkuszach kalkulacyjnych

Co więcej, tylko dwa z 16 skontrolowanych starostw prowadziły ewidencję zgodną z katastrem nieruchomości. W wielu przypadkach dane były prowadzone w zwykłych arkuszach kalkulacyjnych, a zamiast systematycznego porównywania ewidencji z EGiB wykonywano ręczne czynności.

Prywatny użytkownik na państwowej działce bez tytułu prawnego

Jeszcze poważniejszy jest problem użytkowania gruntów. NIK przeprowadziła oględziny 503 nieruchomości. W przypadku 315 z nich, czyli 62,6 proc., stwierdzono użytkowanie bez tytułu prawnego albo brak wiedzy starosty, czy użytkownik w ogóle ma do tego prawo. Grunty najczęściej wykorzystywano pod uprawy rolne albo jako część prywatnych posesji.

Trudno o bardziej obrazowy przykład administracyjnej bezradności. Państwo posiada działkę, ale ktoś inny może przez lata korzystać z niej jak ze swojej. Urząd nie pobiera czynszu, nie zawiera umowy dzierżawy, nie prowadzi skutecznego nadzoru, a czasami nawet nie wie, kto faktycznie korzysta z nieruchomości. Dopiero kontrola NIK spowodowała, że w części przypadków starostowie zaczęli podejmować działania. W ich wyniku nałożono na użytkowników opłaty w łącznej wysokości 215,2 tys. zł. Przy tej kwocie od razu rodzi się pytanie: ile zatem pieniędzy państwo przez te lata straciło?

Największe ryzyko to zasiedzenie nieruchomości Skarbu Państwa

Problem nie kończy się jednak na utraconych opłatach. Wieloletnie pozostawienie nieruchomości bez właściwego nadzoru może prowadzić do znacznie poważniejszej konsekwencji, czyli utraty własności w wyniku zasiedzenia.

Zasiedzenie terenu publicznego nie oznacza oczywiście, że wystarczy przez kilka lat korzystać z cudzej działki, aby automatycznie stać się jej właścicielem. Kodeks cywilny przewiduje określone przesłanki i terminy. Co do zasady nabycie własności przez zasiedzenie następuje po 20 latach posiadania samoistnego w dobrej wierze albo po 30 latach, jeżeli posiadanie uzyskano w złej wierze.

96 spraw zakończonych utratą własności

Problem w tym, że jeżeli właściciel przez dziesięciolecia nie wykonuje swoich praw, nie kontroluje nieruchomości i nie reaguje na jej bezprawne zajęcie, ryzyko prawne zaczyna realnie rosnąć. NIK znalazła na to konkretne dowody. W latach 2022–2025 w 15 kontrolowanych jednostkach prowadzono 158 postępowań o zasiedzenie nieruchomości Skarbu Państwa o wartości blisko 11,5 mln zł. W 96 przypadkach postępowania zakończyły się utratą własności przez państwo. Wartość tych nieruchomości wynosiła łącznie 3,1 mln zł. Nie jest to zatem tylko hipotetyczne zagrożenie, ale realne uszczuplenie majątku publicznego. Podobny mechanizm dotyczy zresztą samorządów, bo zasiedzenie nieruchomości gminnej bywa równie realne.

Działka znika z papierów, a potem z własności

Najbardziej niepokojący jest mechanizm, który ujawniła kontrola. Najpierw nieruchomość nie jest prawidłowo wykazywana w ewidencji zasobu. Następnie brakuje właściwego nadzoru. Ktoś zaczyna korzystać z gruntu bez umowy. Mijają kolejne lata, a administracja nie podejmuje skutecznych działań. W tym czasie użytkownik może traktować nieruchomość jak własną. Im dłużej taki stan trwa, tym większy problem prawny może mieć później państwo. NIK niestety nie odpowiedziała również na pytanie, czy to zwykła niedbałość, czy coś więcej.

Podobnie jak księgi wieczyste, ewidencja nieruchomości nie powinna być traktowana jako urzędnicza formalność, ale jako podstawowe narzędzie ochrony własności, szczególnie państwowej. Jeżeli państwo nie potrafi ustalić, które działki należą do jego zasobu, nie może skutecznie wykonywać praw właścicielskich.

Nieruchomości wykazywane niepotrzebnie

Co ciekawsze, NIK stwierdziła również przypadki odwrotne. Niektóre starostwa wykazywały w ewidencji nieruchomości, które nie powinny się tam znajdować, m.in. grunty już skomunalizowane albo przeznaczone do komunalizacji. W 14 kontrolowanych jednostkach dotyczyło to od 297 do 1149 nieruchomości. Mamy więc sytuację kuriozalną: część państwowego majątku nie jest wykazywana, a część jest wykazywana niewłaściwie.

Winny system, ale odpowiedzialność starostów jest konkretna

Za gospodarowanie nieruchomościami Skarbu Państwa na poziomie powiatów odpowiadają starostowie, którzy wykonują w tym zakresie zadania z administracji rządowej. Właśnie oni mają obowiązek prowadzenia ewidencji, gospodarowania nieruchomościami i sprawowania nad nimi nadzoru. NIK wskazuje, że problemem był m.in. brak skutecznych mechanizmów porównywania ewidencji zasobu z EGiB, mimo że starostowie mieli dostęp do tych danych. Problemem była także nierzetelna inwentaryzacja. W niektórych jednostkach w ogóle jej nie przeprowadzano albo pomijano nieruchomości, których nie wyceniono.

Wszystko to rodzi fundamentalne pytanie o sens państwowego zarządzania nieruchomościami. Skoro istnieje państwowa ewidencja gruntów, dostęp do danych geodezyjnych i obowiązek prowadzenia ewidencji zasobu, dlaczego dopiero kontrola NIK ujawnia tysiące działek pozostających poza właściwym nadzorem?

Miliony strat i zero właścicielskiej logiki

W przypadku prywatnego właściciela taki sposób zarządzania majątkiem byłby trudny do wyobrażenia. Właściciel domu czy działki sprawdza, kto korzysta z jego nieruchomości, pilnuje dokumentów, pobiera czynsz albo reaguje na bezprawne zajęcie. Państwo powinno działać dokładnie tak samo. Tym bardziej że chodzi o majątek wszystkich obywateli.

Tymczasem zaniedbania oznaczają jednocześnie kilka strat. Skarb Państwa może nie otrzymywać pieniędzy z najmu i dzierżawy. Gminy mogą tracić należny podatek od nieruchomości. Nieruchomości mogą być niszczone lub wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem. A w najgorszym przypadku państwo może ostatecznie stracić samą własność.

3,1 mln zł to nie „błąd w papierach"

3,1 mln zł wartości nieruchomości utraconych przez zasiedzenie w kontrolowanym okresie to już nie „błąd w papierach", ale realna strata publicznego majątku. A skoro NIK badała tylko część administracji, trudno uznać, że problem kończy się na tych 16 jednostkach. Skala niegospodarności może być znacznie większa.

Kontrola pokazuje zatem coś więcej niż nieporządek w urzędowych tabelach. Pokazuje, że państwo może być zaskakująco słabym właścicielem i nadzorcą własnego majątku. A kiedy właściciel przez lata nie wie, co posiada i kto korzysta z jego nieruchomości, ktoś inny może z czasem zacząć uważać ją za swoją.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover