1. Bezprawnik -
  2. Zakupy -
  3. Sklepy płacą 10 groszy za kilogram, a wkrótce może być pięć razy więcej. Kto naprawdę marnuje żywność w Polsce

Sklepy płacą 10 groszy za kilogram, a wkrótce może być pięć razy więcej. Kto naprawdę marnuje żywność w Polsce

Owoce, warzywa i pieczywo najczęściej trafiają do kosza, a najczęstszym tłumaczeniem jest jedno słowo: zepsucie. Blisko połowa Polaków przynajmniej raz w miesiącu wyrzuca resztki posiłków, a podobny odsetek przyznaje, że kupiona żywność psuje mu się, zanim zdąży ją wykorzystać. Problem jest o tyle uciążliwy, że dotyczy portfela każdego z osobna, a jego ciężar w największym stopniu spoczywa nie na sklepach czy restauracjach, lecz na zwykłych kuchniach. Właśnie z tego punktu wychodzi ruszająca w tym tygodniu ogólnopolska kampania „Dobry smak zaczyna się w Polsce. Nie marnuję, wybieram odpowiedzialnie”, której towarzyszy świeże badanie nastrojów konsumentów.

Co i dlaczego ląduje w koszu

Z badania zrealizowanego dla kampanii przez agencję Norstat Polska (sierpień 2026 r., metoda CAWI, reprezentatywna próba 1079 dorosłych Polaków) wynika, że 45 proc. respondentów co najmniej raz w miesiącu obserwuje, jak zakupiona żywność psuje się przed użyciem. Zbliżony odsetek, 47 proc., równie często wyrzuca resztki posiłków. Kiedy pytano o powód, 62 proc. wskazało po prostu zepsucie produktu.

Ranking tego, co znika ze stołu prosto na śmietnik, jest przewidywalny: owoce (48 proc.), warzywa (45 proc.) i pieczywo (41 proc.). To kategorie nietrwałe, wrażliwe na sposób przechowywania i łatwe do przeoczenia w lodówce. Za wskazaniem na „zepsucie” kryje się jednak także powszechne nieporozumienie co do dat na opakowaniu. „Najlepiej spożyć przed” to termin jakości, a nie bezpieczeństwa, i wiele produktów nadaje się do jedzenia długo po tej dacie, w odróżnieniu od kategorycznego „należy spożyć do”. Właśnie dlatego w Brukseli od dłuższego czasu rozważane są nowe etykiety produktów spożywczych, które miałyby rozwiać te wątpliwości przy sklepowej półce.

Deklarowana wiedza kontra codzienne nawyki

Ciekawy jest rozdźwięk między tym, co Polacy o sobie sądzą, a tym, jak postępują. Aż 57 proc. badanych deklaruje, że wie, jak ograniczać marnowanie jedzenia we własnym domu (co siódmy przyznaje, że takiej wiedzy nie ma, a 13 proc. nie potrafi tego ocenić). Praktyka wygląda skromniej: listę zakupów przygotowuje i faktycznie się jej trzyma tylko co trzeci Polak, czyli 31 proc.

Uwagę zwracają różnice pokoleniowe, które komentuje jedna z ekspertek zaangażowanych w badanie. „Starsi, według deklaracji, niemal nigdy nie wyrzucają żywności, co zdarza się co szóstemu trzydziestolatkowi. Różnicą jest zatem nie tyle kontakt z wiedzą per se, lecz skuteczność jej przekładania na codzienne nawyki” – zauważa profesor Joanna Tyrowicz, ekonomistka z ośrodka badawczego GRAPE oraz Uniwersytetu Warszawskiego. Innymi słowy, młodsi częściej stykają się z materiałami edukacyjnymi, ale rzadziej stosują proste triki: zakupy z listą, kontrolę zapasów czy zamrażanie resztek.

Dobra wiadomość jest taka, że w dłuższej perspektywie walka z marnowaniem jedzenia przynosi wymierne rezultaty. Coraz łatwiej też połączyć oszczędzanie z niemarnowaniem, choćby kupując przecenione produkty spożywcze z krótką datą ważności na Allegro, gdzie ceny bywają niższe niż na dyskontowej promocji.

Gospodarstwa domowe kontra handel

Skala zjawiska robi wrażenie. Według danych Instytutu Ochrony Środowiska – PIB (projekt PROM) w Polsce marnuje się rocznie około 4,8 mln ton żywności, a za mniej więcej 60 proc. tej masy, blisko 2,9 mln ton, odpowiadają gospodarstwa domowe. To ważny kontekst, bo od 2019 r. obowiązuje ustawa o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności, która obciąża przede wszystkim handel. Sklepy o powierzchni ponad 250 mkw., czerpiące co najmniej połowę przychodów ze sprzedaży żywności, muszą przekazywać niesprzedane produkty organizacjom pozarządowym, a za każdy zmarnowany kilogram płacą 10 groszy opłaty. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przygotowało nowelizację, która podniosłaby tę stawkę do 50 groszy.

I tu kończy się neutralna statystyka, a zaczyna spór o interesy. Branża handlowa chętnie podkreśla, że to nie ona jest głównym źródłem strat. „Znaczna część strat powstaje jednak poza samym handlem - na etapie produkcji oraz przede wszystkim w gospodarstwach domowych” – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Polski produkt na liście zakupów

Kampania mocno akcentuje też wybór lokalnej żywności, i tu deklaracje Polaków są wyraźne. Produkt krajowy wybierze 38 proc. badanych nawet wtedy, gdy jest droższy od zagranicznego odpowiednika, a kolejne 30 proc. postawi na polskie, jeśli cena będzie taka sama. Łącznie daje to blisko 70 proc. konsumentów skłonnych do rodzimego wyboru. Za tą preferencją stoją konkretne motywy: chęć wsparcia polskich producentów i rolników deklaruje 43 proc., a szerzej, oszczędność pieniędzy (90 proc.) oraz szacunek do żywności i pracy osób, które ją wytworzyły (88 proc.), badani wskazują jako najważniejsze powody, dla których w ogóle warto ograniczać marnowanie.

Deklaracja to jedno, a rzetelność oznaczeń to drugie. Konsument, który chce świadomie wybierać rodzime produkty, powinien wiedzieć, że hasło „kupuj co polskie” bywa pojemne. W sieciowych programach za „polski” uchodzi nierzadko produkt jedynie przetwarzany lub konfekcjonowany w kraju, choćby przez firmę z zagranicznym kapitałem. Patriotyzm konsumencki ma sens, ale opłaca się czytać nie tylko kolory na opakowaniu.

Edukacja, dzieci i codzienne decyzje

Prawie ¾ Polaków (69 proc.) zgadza się, że ograniczając marnowanie żywności we własnym domu, można realnie wpływać na środowisko. To poczucie sprawczości organizatorzy kampanii chcą przekuć w nawyki, stawiając między innymi na edukację najmłodszych i nauczycieli. 11 września w Auli Kryształowej SGGW w Warszawie zaplanowano bezpłatne warsztaty dla nauczycieli, a osobny konkurs skierowano do uczniów we współpracy z tamtejszym Instytutem Nauki o Żywieniu Człowieka.

„To, co pokażemy dzieciom dzisiaj, może zostać z nimi na całe życie i wpływać na decyzje, które kiedyś będą podejmować we własnych domach” – przekonuje dr Zuzanna Jastrzębska-Krajewska, prezeska Fundacji Wspomagania Rozwoju Dzieci Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej, inicjatorka i organizatorka merytoryczna kampanii. Praktyczny wymiar niemarnowania jest zresztą coraz szerszy. Sieci handlowe testują aplikacje ratujące nadwyżki, dzięki którym bywa jedzenie z Żabki tańsze nawet o 70 proc., co pokazuje, że ograniczanie strat i oszczędzanie potrafią iść w parze.

Największa zmiana i tak zaczyna się jednak przy własnej lodówce. Lista zakupów, sprawdzenie zapasów przed wyjściem do sklepu i zdrowy dystans do daty „najlepiej spożyć przed” kosztują niewiele, a przekładają się na realne pieniądze, które co miesiąc trafiają do kosza razem ze zwiędłą sałatą i czerstwą bułką.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover