W przyszłym roku dziura budżetowa wyniesie 271,7 mld zł
Deficyt budżetowy to wyjątkowo ważna sprawa, gdy mówimy o przyszłości naszego kraju w perspektywie kilku lat. Nie da się ukryć, że jest wysoki na tyle, że możemy mówić wręcz o dziurze budżetowej. Pozostanie takim w przyszłym roku. Projekt ustawy budżetowej przyjęty przez rząd zakłada aż 271,7 mld zł deficytu w 2026 r.
To właśnie przez trudności spięcia budżetu mogliśmy w ostatnim czasie usłyszeć, że jakaś obietnica nie zostanie spełniona, albo że trzeba wprowadzić nowy podatek. Brak kwoty wolnej w podatku Belki? Nie stać nas. Nie będzie niższej składki zdrowotnej dla przedsiębiorców? Dopłacanie z budżetu państwa zwiększy deficyt. Bardziej racjonalne karanie przedsiębiorców za przestępstwa skarbowe bez uszczerbku dla finansów państwa? Jednym z powodów prezydenckiego weta była właśnie troska o finanse państwa.
Jeżeli chodzi o podatki, to bez trudu wskażemy na rozszerzenie podatku cukrowego, plany wprowadzenia podatku bankowego czy cyfrowego. Akurat rozszerzanie opłaty reprograficznej i podwyższanie maksymalnego dozwolonego podatku od nieruchomości są pod tym jednym względem niewinne. Dochody z tych tytułów nie zasilają w końcu budżetu państwa.
Sprawdź polecane oferty
RRSO 21,36%
Nie sposób nie zadać sobie pytania, jak znaleźliśmy się w tym niezbyt korzystnym położeniu i czy nie można by czegoś z tym zrobić. Są pewne kwestie, których Polska nie może sobie odpuścić. Przykładem może być ok. 5 proc. PKB na zbrojenia. Zwolennikom prawicy powiedziałbym, że Donald Trump sobie tego życzy. Całej reszcie wystarczy świadomość istnienia neoimperialnej Rosji oraz jej białoruskiej marionetki u naszych granic.
Podwyższanie "normalnych" podatków niewiele pomoże. Z jednej strony wyższe stawki PIT czy VAT byłyby politycznym samobójstwem i tak bardzo słabego rządu. Z drugiej zaś nie ma się co oszukiwać: podwyższenie stawki VAT do 24 proc. przyniosłoby według niektórych szacunków raptem 12-13 mld zł zysku. To mało.
Pozostaje więc socjalne eldorado odziedziczone po rządach Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest tajemnicą, że od lat nawołuję, by je przynajmniej zracjonalizować. Okazuje się jednak, że fatalna kondycja finansów państwa sprawia, że niektórzy eksperci sugerują podobnego współwinnego problemu z deficytem.
Coraz głośniej wybrzmiewają sugestie, że rozbudowane wydatki socjalne to jeden z głównych winowajców deficytu budżetowego
Informacja o zaplanowanym na 2026 r. deficycie budżetowym siłą rzeczy przyniosła szereg komentarzy. Nie mam przy tym na myśli określeń w rodzaju "ogromny", "grecki scenariusz" czy "więcej niż szacowała Komisja Europejska". Niektóre z nich bezpośrednio odnoszą się do problemu w postaci zbyt rozbudowanych wydatków socjalnych.
Przykładem może być wypowiedź Rafała Beneckiego z ING Banku Śląskiego. Ocenił on w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że "Polska ma i nadal będzie miała drugi najwyższy deficyt w UE, choć trochę ratuje nas dobra kondycja gospodarki". Wskazał przy tym na kilka obszarów, które wymuszają tak ogromne wydatki publiczne: potrzeby inwestycyjne w infrastrukturze i energetyce, obronność, ochronę zdrowia oraz właśnie wydatki socjalne. Te ostatnie okazują się szczególnie problematyczne.
Jeśli chodzi o udział tych wydatków w PKB to tylko w niektórych krajach UE jest on wyższy, np. we Francji. Dodatkowo mamy drogą energią, a także jesteśmy krajem przyfrontowym. Mamy przynajmniej trzy priorytety (polityka socjalna, obronność, inwestycje, w tym w energetykę - PAP). Jeżeli nie ustalimy mniejszej ilości priorytetów to podkopiemy sukces ostatnich 30 lat
Polska wciąż ma relatywnie niskie podatki na tle zachodniej Europy, jednocześnie mając politykę socjalną na zbliżonym do niej poziomie oraz w odróżnieniu od wielu krajów z zachodu jesteśmy krajem przyfrontowym. To nie są rzeczy, które da się długo utrzymać, trwanie przy tak dużym deficycie to podkopywanie swoich możliwości.
Jeszcze bardziej radykalne zdanie na temat rozbudowanych wydatków socjalnych w Polsce ma prezes Fundacji Obywatelskiego Rozwoju Marcin Zieliński. W wypowiedzi dla portalu wnp.pl zwraca uwagę, że:
Bardzo źle to wygląda. Wydajemy więcej, niż możemy. Żyjemy od dawna na kredyt, ponad stan. Czas zakończyć to socjalne Eldorado, które rozkręcił PiS. Trzeba to ludziom uczciwie powiedzieć.
Potrzebne są cięcia socjalne, rząd musi je zaproponować, nawet jeśli skończy się to wetem prezydenta.
Skoro już jesteśmy przy wypowiedziach ekspertów dla wnp.pl, warto zwrócić uwagę na szacunki prof. Witold Modzelewskiego dotyczące możliwości mitygowania deficytu poprzez słynne uszczelnianie luki VAT.
Krajowy System e-Faktur nie przyniesie, jak zakłada to rząd, żadnych dodatkowych wpływów z powodu uszczelnienia, przeciwnie, nastąpi odpływ dochodów budżetowych.
Jego zdaniem jedynymi skutecznymi sposobami na dalsze pozyskiwanie dodatkowych dochodów są poprawienie efektywności ściągalności podatków, ograniczenie nienależnych zwrotów VAT-u oraz nadwyżek w podatkach dochodowych. Innymi słowy: dokręcenie przysłowiowej śruby przedsiębiorcom. To nie wchodzi w grę ze względu na opór społeczny.
Nie ma się co oszukiwać: z przyczyn politycznych socjalne eldorado jest nie do ruszenia
Pytanie brzmi: czy jesteśmy w ogóle w stanie ograniczyć socjalne eldorado? Odpowiedź nie napawa optymizmem. Kwestia oporu społecznego także tutaj wiąże nam ręce. Przy czym odebranie 800 Plus bogaczom to zupełnie inne posunięcie niż zabranie tego samego świadczenia niepracującym. Trzeba jednak pamiętać, że prezydent Karol Nawrocki w trakcie kampanii wyborczej jasno zapowiedział:
Potrzebujemy strażnika zdobyczy socjalnych wprowadzonych w porozumieniu z Solidarnością, największym związkiem zawodowym w Polsce. I ja nim będę!
Do tego obecny rząd zarzeka się, że nikomu nic nie zabierze z tego socjalnego eldorado, które odziedziczył po poprzednikach. W tej sytuacji powinniśmy się przyzwyczaić do ogromnego deficytu, paraliżu decyzyjnego i desperackich prób zdobycia dodatkowych wpływów do budżetu.