Skoro firmy mogą stosować model subskrypcyjny do wszystkiego, to równie dobrze mogą robić to państwo i samorządy
Wszechobecne odnawialne subskrypcje mogą wydawać się męczące. Płacimy platformom streamingowym, wykupujemy abonamenty w grach online, opłacamy czasem nawet dostęp do prasy ukrywającej swoje teksty za paywallami. Mogliśmy nawet w pewnym momencie kupić subskrypcję na kawę w Żabce. Nie da się ukryć, że model subskrypcyjny wyróżnia jedna ważna cecha, która w zależności od punktu widzenia może stanowić zarówno wadę, jak i ogromną zaletę.
Kiedy płacimy comiesięczne rachunki za usługi wykupione w prywatnych firmach, nie wymaga to od nas większego wysiłku. Dostajemy maila z fakturą pro forma i konkretną kwotę do zapłaty z danymi do przelewu. Zwolennicy tradycyjnych rozwiązań mogą najczęściej liczyć na papierowy dokument.
Subskrypcja idzie o krok dalej: skoro z góry wiemy, ile zapłacimy w następnym miesiącu, to sprzedawca pobiera nam automatycznie z konta właściwą kwotę, dopóki nie zrezygnujemy z usługi. Jeżeli cena ulegnie zmianie, to otrzymujemy wiadomość z prośbą o potwierdzenie, że zgadzamy się na nowe warunki wraz z jej nową wysokością. W idealnym scenariuszu nie musimy robić absolutnie nic.
Z punktu widzenia usługodawcy to oczywiście znakomite rozwiązanie. Klient nawet nie musi korzystać z usługi, by otrzymywać regularną zapłatę. Subskrypcje stają się problematyczne, jeśli rzeczywiście nie potrzebujemy tego, za co płacimy, ale zapomnieliśmy ją anulować. Jak już wspomniałem, w dzisiejszym świecie jest ich już na tyle dużo, że osobom mniej uważnym łatwo jest stracić kontrolę nad tym, za co płacą.
Jest jednak jedna dziedzina naszego życia, w której model subskrypcyjny byłby idealny. Mowa o różnego rodzaju stałych opłatach i innych daninach naliczanych przez najróżniejsze macki aparatu państwowego, do którego zaliczam tutaj także samorządy. Powód jest prosty: ryzyka związane z subskrypcją tutaj nie istnieją, za to rozwiązuje ona najważniejszą wadę obowiązującego obecnie sposobu załatwiania spraw.
Subskrypcja w urzędzie rozwiązałaby praktycznie wszystkie problemy z comiesięcznymi daninami o stałej wysokości
W czym miałby tkwić problem? Wyobraźmy sobie, że musimy zapłacić za śmieci. Niby nic prostszego, ale gminy lubią z każdym rokiem podnosić wysokość opłat. Zapłacić musimy i będziemy płacić przez cały rok. Gmina nam nie podsunie pod nos odpowiedzi na pytanie, ile powinniśmy zapłacić. Musimy sami znaleźć właściwą stawkę za pomocą strony internetowej gminy i przemnożyć ją przez liczbę osób tworzących nasze gospodarstwo domowe. Spróbuj tylko drogi mieszkańcu się spóźnić albo pomylić, to gmina wyśle ci wezwanie do zapłaty i słono sobie za nie policzy. W skrajnych przypadkach w grę wchodzi także zastosowanie karnej stawki.
Podobnie jest także z innymi opłatami w rodzaju abonamentu RTV, podatku za psa czy nawet opłat eksploatacyjnych w spółdzielni. Konieczność samodzielnego użerania się z biurokracją związaną ze stałymi comiesięcznymi opłatami z pewnością znają także ci, którzy wykupili dobrowolne ubezpieczenie w NFZ albo rozliczają się w formie karty podatkowej i muszą odprowadzić, a potem rozliczyć z ZUS, swoją składkę zdrowotną.
Nie są to rzecz jasna zadania przekraczające możliwości typowego przedsiębiorcy, freelancera czy właściciela domu, mieszkania albo psa. Równocześnie jednak nie sposób nie zadać pytania o to, czy nie dałoby się tych wszystkich procesów dotyczących prostych danin rozwiązać prościej, bez zawracania zobowiązanemu głowy? Wszyscy przecież wiemy, że urzędy wiedzą, ile mamy im zapłacić. Nie ma żadnej potrzeby, by formalności z tym związane zrzucać nasze barki. Subskrypcja w takich przypadkach nie tylko upraszczałaby proces płacenia, ale także niwelowała ryzyko jakiejś niefortunnej pomyłki przy wskazywaniu kwoty.
Owszem, są takie daniny publicznoprawne, w których model subskrypcyjny by się nie sprawdził. Mowa o podatkach wymagających uwzględnienia wielu czynników przy ustalaniu ich wysokości, które odprowadzamy stosunkowo rzadko. Idealnym przykładem jest tutaj podatek dochodowy od osób fizycznych. Skarbówka już dawno poszła z duchem czasu i pozwala płacić podatki BLIK-iem, przelewem online albo kartą płatniczą. Subskrypcja jednak się tutaj nie sprawdzi, bo nasze dochody mogą ulec zmianie z roku na rok, możemy też zechcieć akurat skorzystać z jakiejś ulgi. Nie da się także ukryć, że i tak z naszych pensji pobierane są każdego miesiąca zaliczki na poczet zapłaty ciążącego na nas podatku. Mechanizm ten na upartego można by nawet przyrównać do modelu subskrypcyjnego.
Jeżeli mamy do czynienia z prostą daniną, którą trzeba płacić co miesiąc, a jej wysokość jest stała, to nie ma najmniejszego powodu, by przerzucać obowiązki związane z ustalaniem kwoty do zapłaty na zobowiązanego. Zamiast tego obywatele powinni mieć do dyspozycji opcję dokonywania automatycznych płatności na rzecz właściwej instytucji. Tak będzie prościej, szybciej i wygodniej.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj