- Bezprawnik -
- Zakupy -
- Poszli na kolację w centrum Warszawy. Na paragonie zobaczyli obowiązkowe 73 zł napiwku
Poszli na kolację w centrum Warszawy. Na paragonie zobaczyli obowiązkowe 73 zł napiwku
Wizyta w restauracji w obecnych czasach to często loteria. Są punkty gastronomiczne, w których zjemy dobrze i tanio, a bywają też takie, w których mnożą się nieoczekiwane problemy. Tak właśnie było w jednej z nowych restauracji na placu Konstytucji w Warszawie. Całą historię opisali autorzy profilu Na Ostrzu Języka na Facebooku.
Nowa restauracja na placu Konstytucji. Obsługa pozostawiała wiele do życzenia
Autorzy profilu Na Ostrzu Języka na Facebooku zdecydowali się na odwiedzenie nowej restauracji, która oferuje nietypowe połączenie kuchni polskiej i azjatyckiej.

Po zamówieniu wielu potraw okazało się jednak, że obsługa lokalu niezbyt opanowała płynne posługiwanie się językiem polskim, a kartę lokalu znała na podobnym poziomie.
Napiwek 73 zł na paragonie, czyli niemiła niespodzianka przy rachunku
Później na autorów wpisu czekał paragon z napiwkiem w wysokości 73 złotych. Dlaczego? Ponieważ lokal dolicza opłatę w wysokości 12,5 proc. od każdej, nawet jednoosobowej rezerwacji.
Informacja o tym była napisana rzekomo drobnym druczkiem na końcu karty. Klienci byli jednak zdziwieni, że tego typu opłaty obowiązują już od jednej osoby, a nie przy większej liczbie klientów, co siłą rzeczy wiąże się z większym nakładem pracy w lokalu.
Opłata za rezerwację jest legalna, ale lokal powinien jasno o niej poinformować
Jeżeli restauracja chce pobierać opłatę od każdego klienta, który dokonuje rezerwacji, warto byłoby jednak poinformować o tym klientów jasno i wyraźnie na samym początku. Restauracja może żądać pieniędzy za rezerwację stolika, ale gość powinien wiedzieć o tym, zanim przy nim usiądzie. Umieszczanie informacji o tym drobnym druczkiem na końcu karty nie świadczy ani o profesjonalizmie, ani o uczciwości względem klientów.
Warszawski lokal nie jest tu zresztą wyjątkiem — restauracje coraz częściej naliczają tę opłatę, a wzmianka o niej bywa schowana tam, gdzie mało kto zagląda.
Napiwki czy po prostu opłaty? Według mnie sprawa jest prosta
W mojej definicji napiwek powinien być dobrowolny. Gdy staje się obowiązkiem, przestaje być napiwkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że właściciele restauracji mogą ustalać dowolnie wysokość opłat.
Rozumiem dodatkowe opłaty za większe grupy, rezerwacje czy specjalne warunki obsługi, ale wtedy nazwijmy je po prostu opłatami i poinformujmy o nich klienta jasno, zanim złoży zamówienie. Wtedy każdy może świadomie zdecydować, czy akceptuje takie warunki. Dokładnie ten sam problem mają opłaty serwisowe w restauracjach, o których gość dowiaduje się zwykle dopiero przy rachunku.
W wypadku obowiązkowych napiwków klient jest postawiony w sytuacji, w której musi doceniać obsługę lokalu „z góry" w jakiś niejasny sposób, oprócz tego, że oczywiście musi płacić nie tylko za jedzenie, ale także za obsługę.
Polacy chcą zostawiać napiwki, ale nie lubią być nabijani w butelkę
Z badania Made For Restaurant 2025/2026 wynika, że 89 proc. gości deklaruje, że zostawia napiwki, ale tylko 17 proc. robi to przy każdej wizycie. Widać więc wyraźnie, że Polacy lubią doceniać dobrą obsługę i jedzenie w restauracjach.
Nie oznacza to, że napiwki nie budzą kontrowersji. Wielu z nas podchodzi do nich sceptycznie, a dodatkowe opłaty w restauracji ten sceptycyzm tylko pogłębiają.
Niejasne zasady rozliczeń to największy problem gastronomii
Jednak jak to zwykle w życiu bywa, nikt nie lubi niejasnych sytuacji, w których nie wiadomo, jak się zachować, a na końcu jesteśmy zaskakiwani opłatami, o których nie wiedzieliśmy i które jesteśmy zobowiązani uiścić. Kontrole pokazują zresztą, że nieprawidłowości w restauracjach najczęściej dotyczą właśnie cen i sposobu informowania o nich.
zobacz więcej:










