Coś mi tu nie grało i zaczęłam liczyć. W październiku zmarło aż o 30% więcej Polaków, niż przez ostatnie 5 lat, a teraz jest gorzej!

Społeczeństwo Zdrowie dołącz do dyskusji (174) 14.11.2020
Coś mi tu nie grało i zaczęłam liczyć. W październiku zmarło aż o 30% więcej Polaków, niż przez ostatnie 5 lat, a teraz jest gorzej!

Marzena Sosnowska

W październiku zmarło 49,13 tys. Polaków, czyli o 30 proc. więcej niż średnia z ostatnich pięciu lat. To jeden z najtragiczniejszych, o ile nie najtragiczniejszy, październików od zakończenia drugiej wojny światowej. Wszystko wskazuje na to, że w pierwszej dekadzie listopada jest jeszcze gorzej. Umiera więcej Polaków.

„Plandemia”, „nie ma koronawirusa”, „wszystko to ściema”, „spisek międzynarodowy”, „chcą nas wszystkich zachipować, stąd obowiązkowe szczepienia przeciwko Covid” – ta narracja coraz silniej przebija się. Społeczeństwo jest coraz bardziej sceptyczne do działań podejmowanych przez rząd i pod naporem opinii społecznej rządzący nie wdrażają drastycznych obostrzeń. Liczby błędów popełnionych przez władzę nie da się zliczyć na palcach obu rąk i nóg. Stąd brak zaufania obywateli. Jak to mawiała pewna posłanka: nie popieram, ale rozumiem.

W ciągu ostatnich kilku tygodni czytałam i słyszałam w mediach o wzroście zgonów w ostatnim czasie. Staram się nie ulegać emocjom i podchodzić dość racjonalnie. Lubię opierać się na danych. Tak więc dane sprawdziłam. I są one dla mnie szokujące. Zestawiłam dane z Biuletynu Statycznego GUS (dane historyczne, gdyż ostatnie informacje dotyczą sierpnia 2020 r.) oraz podane przez Ministerstwo Cyfryzacji (od maja 2020 r.) zamieszczone na dane.gov.pl.

Umiera więcej Polaków: Liczba zgonów we wrześniu

Od marca do sierpnia 2020 r. liczba zgonów była podobna w stosunku do lat ubiegłych, a nawet nieco niższa. Widoczny wzrost można dostrzec od września. Zapaliło się światełko sugerujące, że zaczyna dziać się źle. Otóż odnotowano 34,07 tys. zgonów (za: dane.gov.pl). To o 5,2 proc. więcej w stosunku do września 2019 roku, gdy zmarło 32,3 tys. Polaków. Ale jednocześnie o 11,36 proc. więcej w stosunku do analogicznych miesięcy w ostatnich pięciu latach, bowiem średnio zmarło „w pięciolatce” 30,2 tys. osób (dane w tysiącach za GUS: 2019 – 32,3; 2018 – 29,1; 2017 – 29,9; 2016 – 29,7; 2015 – 30,00).

Umiera więcej Polaków: Tragiczny październik

W październiku 2020 roku odnotowano rekordową liczbę zgonów, bo aż 49,13 tys. (za: dane.gov.pl). To więcej o 14,73 tys. niż w analogicznym okresie 2019 roku. A jednocześnie więcej niż średnia liczba zgonów z ostatnich pięciu lat, która wynosiła 33,94 tys. (dane w tysiącach za GUS: 2019 – 34,4; 2018 – 36,1; 2017 – 35,1; 2016 – 32,6; 2015 – 31,5). Nastąpił wzrost o 29,98 proc. w stosunku do ubiegłego roku i wzrost o 30,92 proc. do ostatniej „pięciolatki”. To chyba najwyższy wynik od zakończenia drugiej wojny światowej. A bez wątpienia od okresu transformacji. Jedynie w październiku 1991 roku liczba zgonów nieznacznie przekroczyła 40 tys. Ale to i tak znacznie mniej niż ponad 49 tys. Jak podaje obserwatorgospodarczy.pl, w ostatnim tygodniu października odnotowano 12,3 tys. zgonów.  W tym samym okresie 2019 roku zmarło 7,79 tys. Polaków, a w innych latach było podobnie. Czyli notujemy wzrost o ok. 37 proc.

Tak więc kostucha zaczęła żniwa w ostatnim tygodniu października i nadal je zbiera. A jej plony ponoć są jeszcze obfitsze w pierwszej dekadzie listopada niż w październiku.

Umiera więcej Polaków: Covid przyczyną zgonów

Wedle oficjalnych danych podawanych przez Ministerstwo Zdrowia Covid-19 był przyczyną zgonów 3,12 tys. osób w październiku. Warto odnotować, że w okresie od marca do września łącznie zmarło z tej przyczyny zdecydowanie mniej osób, bo 2,51 tys. Natomiast tylko w pierwszych dwunastu dniach listopada pożegnało się z życiem 3,5 tys. Polaków, czyli więcej niż w całym feralnym październiku.

Hipoteza – Polacy umierają w domach

W październiku zmarło 49,13 tys. To więcej o ok. 15 tys. niż w latach ubiegłych. Wedle oficjalnych danych jedynie u 3,12 tys. osób przyczyną (jedyną lub współistniejącą) był koronawirus. Nasuwa mi się pytanie, jaka była faktyczna przyczyna zgonów tych „nadwyżkowych”? Przecież mowa o ok. 12 tys. przypadków… Bo to, że w większości wpisywane do karty zgonu są zaburzenia krążeniowo- oddechowe, to oczywista oczywistość. Czy to nie są ci, którzy nie doczekali się testów? Czy to ludzie, którzy nie otrzymali pomocy? Zapewne więcej osób zmarło z powodów chorób nowotworowych czy serca, które w dobie epidemii trudniej leczyć.

Od wielu miesięcy specjaliści apelowali, by pacjenci w razie jakichkolwiek objawów nie próbowali przeczekać choroby w domu, albo leczyć się na własną rękę. Z jednej strony był lęk o zarażenie się Covidem w szpitalu. Ale z drugiej lekarze POZ leczyli (i leczą nadal) w formie teleporad, co zazwyczaj nie jest skutecznym sposobem diagnozowania i leczenia. Jeśli do tego dołożyć zapaść opieki zdrowotnej – brak dostępnych łóżek w szpitalach, brak respiratorów, brak tlenu, brak kadry medycznej, karetki obwożące pacjentów po szpitalach albo czekające po wiele godzin by przekazać pacjenta, to czy nie jest tak, że chorzy wcześniej zmarli niż doczekali się testów i pomocy? Czy to nie są ofiary niewydolnego systemu opieki zdrowotnej?

Związek Powiatów Polskich apeluje do ministra zdrowia

ZPP wnioskuje o wprowadzenie zmian w przepisach dotyczących stwierdzania zgonu. Obecnie obowiązująca ustawa  jest z lat 50-tych. Wzorowana była na przepisach przedwojennych.

Problem nasila się w okresie pandemii, gdyż lekarze POZ masowo odmawiają udziału w oględzinach zwłok, a w konsekwencji stwierdzenia zgonu. Nawet w sytuacji, gdy rodzina zmarłego twierdzi, że mało prawdopodobne jest, by przyczyną zgonu był Covid. Lekarze obawiają się zarażenia.

Z tego względu ZPP proponuje, by w okresie epidemii zobowiązać lekarzy POZ do wizyt domowych mających na celu stwierdzenie zgonu pacjenta oraz by wypłacać im wynagrodzenie w kwocie 100 zł, czyli stawkę równą wizycie domowej u pacjenta z dodatnim wynikiem testu PCR.

Jednocześnie ZPP prosi, aby rozważyć czy zgon faktycznie musi być stwierdzany wyłącznie przez lekarza.

Umiera więcej Polaków: Wielkie testowanie?

W ostatnich dniach zarówno minister zdrowia, jak i premier Mateusz Morawiecki twierdzą, że liczba nowo zakażonych koronawirusem się stabilizuje. Świadczą o tym mniejsze przyrosty, a nawet niewielkie spadki osób mających pozytywny wynik testu PCR. Problem w tym, że według oficjalnych codziennie przekazywanych danych przez Ministerstwo Zdrowia nie zmniejsza się liczba osób zmarłych z powodu Covid-19, a wręcz utrzymuje na tym samym wysokim poziomie. Nie widać też poprawy sytuacji, jeśli chodzi o dostępność łóżek w szpitalach, w tym łóżek respiratorowych. I choć rząd zapewnia, że wolne miejsca w szpitalach są, to w wielu regionach problem nie ustał. Podawane dane dotyczą bowiem ilości łóżek w skali całego kraju, a nie poszczególnych województw. Najwięcej obaw budzi testowanie. W ostatnim czasie liczba przeprowadzonych testów jest mniejsza niż jeszcze kilka tygodni temu.

Ale jednocześnie niepokojący jest współczynnik testów dodatnich. W tej chwili to około połowa ogółem pobranych wymazów. Można mówić o opanowaniu epidemii, jeśli liczba pozytywnych wyników wynosi 5 proc. To co ma ostatnio miejsce może świadczyć o tym, że testów jest wykonywanych zdecydowanie za mało. Stwierdza się bowiem przypadki ewidentne pełnoobjawowego Covid-19. Pozostała połowa to mogą być głównie pacjenci wykonujący testy przed planowanym zabiegiem czy personel medyczny. Wynika więc, że nie testujemy już w celu odosobnienia osób bezobjawowych czy skąpo objawowych, które roznoszą zarazę. Ale jednocześnie zarówno mniejsza liczba testów, jak i tak wysoki współczynnik testów pozytywnych mogą świadczyć również o wielkiej skali epidemii. Być może wśród osób, którym nie wykonano testu, są osoby zmarłe. Tym samym statystyki przyczyn śmierci mogą być zaburzone.

Nie można wykluczyć, że zmarli z powodu koronawirusa, a jedynie nie ma na potwierdzenie dokumentacji. Rzeczywistych ofiar koronawirusa może więc być znacznie więcej. O tym świadczyć może tak duży wzrost osób zmarłych od października. Można też powiązać czasowo gwałtownie rosnące liczby zgonów z niewydolnością opieki medycznej.

Jak wygląda liczba zgonów w poszczególnych miejscach w Polsce

W Wielkopolsce liczba zgonów w październiku jest o ok. 500 wyższa niż w latach poprzednich. W samym Poznaniu wystawiono 918 aktów zgonu. To o 318 więcej niż w roku poprzednim. Taką informację podaje radiopoznan.fm

Z kolei w Częstochowie zmarły w październiku 402 osoby. To o 102 osoby więcej niż średnio w ostatnich czterech latach. Miasto zamówiło kontener-chłodnię na wypadek zaostrzenia pandemii, który w razie potrzeby pomieści 15-18 ciał. „Początek listopada przynosi jeszcze bardziej niepokojące dane. Do 10 listopada w USC zarejestrowano już 226 zgonów, podczas gdy np. w całym listopadzie 2019 r. – 290” – podaje portalsamorzadowy.pl.

„Tylko od 1 do 10 listopada w Radomiu zmarło 215 osób. Dla porównania, przez cały listopad ubiegłego roku odnotowano 257 zgonów – wynika z danych Urzędu Stanu Cywilnego w Radomiu. Brakuje również miejsc w kaplicach pogrzebowych oraz chłodniach” – podaje radioplus.com.pl.

„Drastycznie rośnie liczba zgonów w Chrzanowie, Olkuszu, Oświęcimiu i Wadowicach. Nawet o 46 proc. wzrosła liczba sporządzanych aktów zgonów. ” – czytamy na stronie chrzanow.naszemiasto.pl.

Z kolei na echodnia.eu możemy przeczytać jak sytuacja wygląda w województwie świętokrzyskim: „W niektórych powiatach wzrost liczby zgonów w październiku 2020 roku w porównaniu z październikiem 2019 to 100 procent. Wszystko wskazuje na to, że listopadzie będzie jeszcze gorzej”. W październiku w Końskich zmarło 91 osób, podczas gdy w 2019 r. było to 61. W Fałkowie w październiku zmarło 5 osób, w analogicznym okresie ubiegłego roku jedynie 1. W Gowraczowie zmarło w październiku 13 osób, a w 2019 roku 6. Z kolei w Radoszycach w całym roku 2019 zmarły 52 osoby, a do końca października bieżącego roku odnotowano już 58 zgonów. W Stąporkowie zmarło 17 osób w październiku, podczas gdy w 2019 r. – 10.

„Od dekady nie było tygodnia, w którym umarłoby więcej Polaków niż w ostatnich dniach. Co godzinę, każdego dnia opisywanego tygodnia (red. dot. ostatniego tygodnia października), urzędnicy wystawiali po 72 akty zgonu. Co minutę ponad 1. W systemie to tylko papierek, a w życiu to dramat rodziny. I liczba tych dramatów nie chce się zatrzymać” – czytamy na money.pl.

174 odpowiedzi na “Coś mi tu nie grało i zaczęłam liczyć. W październiku zmarło aż o 30% więcej Polaków, niż przez ostatnie 5 lat, a teraz jest gorzej!”

  1. Martwi, że coraz więcej zgonów dotyczy osób bez CW. Dziś 21% wszystkich zmarłych, a zwykle było to kilka procent. MZ nie podaje danych demograficznych, ale można się domyślać, że to głównie ludzie w wieku 40-60 lat – o starszych media nawet nie wspominają.

    Na pocieszenie – na jednej z internetowych map liczba zgonów w powiecie milickim wynosi -1 (minus jeden). Czyli jak się chce, to można zmartwychwstać.

  2. Październik 2019 około 30 tysięcy zgonów. Pani Redaktor ma sie doskonale, nic ja to nie kompletnie obchodzi. Netflix, praca, kawa z koleżankami, urlop z meżem, zakupy w Biedeonce.
    Październik 2020, dokladnie to samo tylko okolo 49 tysiecy zgonów.
    Pani Redaktor „jest w szoku” bo temat robi sie medialny.
    Wyższa medialna matematyka:
    0 realnego zainteresowania * 30 tysiecy zgonów w 2019 równa się ZERO.
    0 realnego zainteresowania * 49 tysiecy zgonów w 2020 równa sie krokodyle łzy, troska na wyscigi i „płynące ze wzruszenia lezki”. No ogólnie koniec świata jest bliski.
    Pamietaj więc czytelniku – śmierć Twojej babci w 2019 ma inną wagę niż jej śmierć w 2020.

      • Będziesz wtedy jednym z pierwszych niewątpliwie – poziom szczerości twojej inteligencji, empatii i współczucia, wstręty obłudniku, jest łatwy do zmierzenia i sprawdzenia pod artykułem „Rząd kupi biało-czerwone flagi z masztami za 6 milionów złotych. Za pieniądze na walkę z epidemią”.

        • Jakbyś wiedział jak działa statystyka, to byś zrozumiał, że w ciągu ostatnich lat średnia oscylowała w okolicy tych 30 tys. a w tym roku wzrosła o blisko 50%. Jeśli to dla ciebie nie jest wystarczający powód do chociażby napisania artykułu i przedstawienia problemu, to ciekaw jestem co jest tym powodem.
          Szczególnie, że zgodny na covid wyniosły „jedynie” 3 tys. a cała reszta przyrostu zgonów wzięła się z totalnej niewydolności ochrony zdrowia.

          • może rzeczywiście wirus od głupoty zbiera żniwo …
            nie posądzaj pochopnie może wywołałeś wilka z lasu i zespolona już nie odpowie – życzymy jej tego? …

      • Widzisz, ja mam takie same zdanie o twoim komentarzu. Abyś jednak mógł się wykazać bardziej niż w komentarzu godnym pantofelka, mam pytanie – dobra, umiera, 19 tysięcy osób więcej, może nawet 30 tysięcy. Powiedzmy, że się zgadzamy – to straszne, twoja troska jest szczera, ja też jestem tym równie szczerze i głęboko poruszony.
        Ale co dalej, co proponujesz oprócz żałosnego przeklinania?

    • Sorry, ale problem nie polega na tym, że jest 49 tys. zgonów, bo wiadomo, kiedyś umrzemy, tylko, że mamy 19 tys. więcej (wg Twoich danych +63%). Wiesz, gdy ludzi umiera za dużo, coś jest nie w porządku.
      Ja podejrzewam, że jedną z intencji tego artykułu jest odpowiedź na zarzut niewierzących w epidemię/bagatelizujących jej wpływ, że COVID nie jest śmiertelny, bo tego nie widać na wykresie słupkowym śmierci zbierających dane śmierci wg miesięcy. Otóż widać.

      • No to nastąpiła zupełna pomyłka w interpretacji moich słów. Nigdy nie wątpiłem w realność epidemii, za to najgłębiej na świecie wątpię w szczerość intencji tych medialnych płaczków.
        I co w związku z tym, że zmarło 19 tysięcy osób, umrze jeszcze więcej – z czym się kłócisz, z naturalnym rozwojem epidemii, matematyką (krzywą Gaussa)?

        • Nie mówiłem, że Ty wątpisz, bo o tym wiem, że nie. Tylko że inni. To nie dla Ciebie pisany był artykuł ani ten komentarz nie był oskarżeniem :). Spokojnie.
          Co do krzywej Gaussa – NZ i Chiny na nią wejść zdążyły, ale amplituda była bardzo niska. Oni dali radę stłumić rozwój epidemii. Urugwaj zresztą też się nieźle trzyma, mimo że zarówno Argentyna, jak i Brazylia byli i są w głębokiej dupie. Mieliśmy dużo okazji uniknąć wysokiej amplitudy tej krzywej, ale zechciało się bawić w polityczne przepychanki i skupiać się na byle czym byle nie przygotowaniem służby zdrowia. Rząd właściwie teraz wygląda jak student, który zaczął się przygotowywać do sesji w nocy przed nią, a nie tak odpowiednio zawczasu albo tym bardziej systematycznie, a teraz wini wszystko i wszystkich, byle nie siebie, że nie zdał.
          A tak w ogóle – jak napisałem wyżej – prawdopodobnie to chodziło o zaadresowanie zarzutów wątpiących w epidemię. I myślę, że taki jest jego cel; nie zaś rozważanie, jak przebiega epidemia, co to krzywa Gaussa i czy jesteśmy na jej wierzchołku czy dopiero podchodzimy do niego.

          • Powiem Ci tak – jesteś moim pupilem w komentarzach, zawsze miło poczytać co masz do powiedzenia.
            Chiny są niemiarodajne, w żaden sposób na grunt krajów demokratycznych nie da się wprost przenieść tłumiących rozwiązań jakie tam zastosowano, po drugie są kompletnie absolutnie niewiarygodni. NZ to kraj otoczony naturalnym „murem”, jest to z automatu wręcz wyjątek. Co do Urugwaju – tu szczerze przyznaję, że znam sytuacji.
            Jednak poza wyjątkami potwierdzającymi regułę, przyjmie ona piękny kształt wspomnianej krzywej i po zrobieniu co ma do zrobienia, bez pytania kogokolwiek o zgodę i zdanie, wygaśnie.
            Epidemia jest realna – jestem bardzo twardym zawodnikiem, nie chciałbym by zabrzmiało to buńczucznie, ale mam bardzo wysokie mniemanie o swoim dobrym prowadzeniu się i potencjalnie do ascezy łącznie z niejedzeniem 2 tygodnie (tak, to nie żart). I jak dostałem od tego wirusa „w ryj” to padłem, jest to bardzo poważny, podstępny przeciwnik, sądziłem, załatwię koleżkę w dwa dni a tu mija 5 dzień a on potrafi mocno dać o sobie znać gorączką, bardzo mocnymi bólami, nie mówiąc już o tym, że straciłem smak i węch, niemniej jednak stan oceniłbym 5/6. Niech nikt go nie lekceważy, to naprawdę poważne zagrożenie.
            Jednak życie MUSI toczyć się dalej, bez względu na mnie czy kogokolwiek innego.
            Musi.

          • Co do krajów powiem tak:
            Chiny są niemiarodajne, ale mam wrażenie, że z perspektywy lat coraz częściej będą dochodziły głosy, że tak trzeba było zrobić – zamknąć się na miesiąc i nikogo nic nie obchodzi. Zwłaszcza że można było wprowadzić całkiem legalnie stan klęski żywiołowej, albo, trochę naginając, stan wyjątkowy (zważając na potwory prawne obecnego rządu, to w sumie nie tak istotne, czy naruszył Konstytucję w tym paragrafie czy też w nieco innym). No ale rząd bał się wydawania rekompensat przedsiębiorcom. Dlatego je wydał pośrednio w tarczach, mówiąc, że ratujemy miejsca pracy dobrowolnie, gdy tego nie mogliby powiedzieć w stanie nadzwyczajnym, bo byłby to obowiązek. Zagranie paskudne.
            NZ miała pewną przewagę, ale. Tak na chłopski rozum na wczesnych etapach epidemii najważniejsze jest ją nie wpuścić albo, jeśli już wpuszczona, bardzo mocno kontrolować strefę kwarantanny. Z tym niewpuszczaniem NZ miała łatwiej, Polska ma trudniej, bo jeszcze Schengen. Ale inne kraje, spoza Schengen, mogłyby to zrobić absolutnie spokojnie, czego nie zrobiły. A nawet Polska, jakby się uprzeć, mogła to zrobić, na granicy każąc kierowcom pokazywać wynik testu negatywny albo pobyt w izolatorium (jak to właśnie robią Chiny). Ale Polska wczesne stadium przegapiła, i w momencie gdy zaczęła się wewnętrzna cyrkulacja wirusa, to zamykanie granic do niczego nie prowadziłoby. Tę wewnętrzną cyrkulację zarówno Australia, jak i Nowa Zelandia, zlikwidowały. Bo myślisz, Auckland albo Melbourne nie mogłyby mieć po 50-100 tys. przypadków? Jeszcze jak mogłyby.
            Co do Urugwaju np. ta wiadomość z czerwca:
            https://www*.economist*.com/the-americas/2020/06/18/how-uruguay-has-coped-with-covid-19 (możliwy paywall). Teraz mają niecałe 4000 przypadków przy największym testowaniu w Ameryce Łacińskiej.

            Nie mogę się zgodzić z tym w świetle tych informacji, że krzywa Gaussa jest niemodyfikowalna. I nie twierdzę, że były to wyjątki, a właśnie odwrotnie, historie sukcesu (niestety mało kto je miał). Nawet Indie, które mają jak najbardziej potencjał na totalny rozpierdol służby zdrowotnej, wiele większy niż inne kraje świata ze względu na raczej niewybitną opiekę zdrowotną i bardzo duże zagęszczenie ludności, szczególnie w dolinie Gangesu, radzą sobie lepiej niż Stany jeśli chodzi o epidemię, bo rząd bardzo twardo zagrał. Koszt ekonomiczny dla Indii był spory, ale podejrzewam, że byłby większy, gdyby wszystko puścili na samopas albo wprowadziliby mniejsze rygory.

            Jednak zgadzam się, że życie musi toczyć się dalej. Tylko trzeba na siebie bardziej uważać.

    • Zwykły 63-procentowy wzrost liczby zgonów. Po listopadzie będzie >100% wzrostu. Zdarza się. Nie ma co robić tragedii, a już na pewno nie ma co łączyć tego z jakąś tam epidemią, której nie ma.

      • A kto Ci powiedział, że ja tego nie łączę? Jeśli to sobie dorozumiałeś, to źle to sobie dorozumiałeś.
        Oczywiście, że to żadna tragedia – naturalna konsekwencja pojawienia się naturalnego zagrożenia, które zadziała i zrobi swoje zgodnie z analogicznymi sytuacjami jakie zdarzały się w historii ludzkości.
        Co Ty dziecko jesteś, że jeszcze nie wiesz iż życie pełne jest różnych, także takich nieprzewidzianych jak widać zagrożeń i że kiedyś przyjdzie czas umrzeć?
        Mam wrażenie, że niektórzy piszący 5 lat mają i za chwilę zaczną płakać bo się dowiedzieli, że życie nie trwa wiecznie. Śmierć, a to zaskoczenie!
        Co radzisz? Schować się pod miotłę? Do piwnicy? Co wynika z biadolenia Twojego i Autorki? Nic kompletnie. Zamkniesz się na miesiąc? Serio? A co jak za 4 miesiące nastąpi powiedzmy 3 fala? A za 12 miesięcy z jakiejś chińskiej czy amazońskiej dziury, o czym mówią epidemiolodzy wprost, wyskoczy znów jakieś inne g*wno? Znów się zamkniemy.
        Proszę, nie bądź śmieszny.

  3. Szkoda, że nie ma tabelki dla poszczególnych województw z ilością zgonów w 2019 i 2020 w rozróżnieniu na covid i inne. Ja się boję, że wiele osób bez covid umarło, bo nie dostało się do szpitala lub nie otrzymało pomocy na czas. A z artykułu nie wynika ile osób naprawdę zmarło na covid, a ile z powodu braku opieki medycznej.

    Ale ale – Polacy olewają wszystko. Nadal chodzą bez maseczek (u nas nawet ponad połowa spotkanych osób), nie dezynfekują rąk w sklepach itp. Więc ilości zgonów też oleją. Przed – nie ma się czym martwić. Po – nie ma jak się martwić.

    • Służba zdrowia była wydolna co najmniej do października. Fakt że część zabiegów nie-ratujących życie została odłożona nie ma wpływu na wynik śmiertelności – bo z kolei zabiegi ratujące życie (w tym przy raku) są wykonywane – sam znam osoby które regularnie w czasie pandemii mają chemie i całą resztę.

      Jednocześnie nie próbuję udawać że nie ma przypadków tragicznych że komuś odmówiono pomocy i zmarł. Są – ale ich ilość to podejrzewam łącznie może dziesiątki – na pewno nie setki a tym bardziej duże tysiące.

  4. Jak ma nie być więcej zgonów jak służba zdrowia jest nieczynna? Nie ma to związku z samym wirusem tylko z działaniem rządu.

  5. Bezprawnik. Miejsce gdzie znają się na wszystkim choć mają problem z elementarną logiką. Jeden z wielu żenujących artykułów.

      • Spoko. Jak widzę Ty też masz podobne problemy. Bez czytania nie dowiem się że artykuł jest kiepski. No chyba że ktoś to napiszę w komentarzach.

        • Jest trochę inaczej niż sadzisz. Lubię czytać (nawet rzeczy z którymi się nie zgadzam) i sam wyrabiać swoje zdanie, a komentarze czytam bo pozwalają na spojrzenie na temat z innej perspektywy.

    • A Tobie wszędzie te ruskie trolle wszystko psują. Co za fiksacja na ich punkcie…
      Troll to nie osoba, z którą się nie zgadzasz.
      A jak jednak się upierasz, możesz oflagować komentarz i zostanie wysłany do moderacji. Tylko powiedz, które z tych kryteriów jest spełnione, poza niezgadzaniem się z użytkownikiem.

    • No pewnie, bo na całym świecie tylko PIS panuje :)))
      Ilu członków rządu zna przynajmniej 2 języki obce, żeby innym narodom opowiadać o „propagandzie”?
      :))

  6. Wróciłem dzisiaj ze spaceru po parku. 95% ludzi jest bez maseczek. Maseczki noszą głównie ludzie mocno zaawansowani wiekiem i kilka wybranych w dowolnym wieku. Pozostali – drastyczna większość – totalna olewka. Idzie grupka 5 osób, może rodzina, co chwile ktoś kaszle i pluje, ale maseczki nie ma nikt.
    Oczekujecie poprawy? Podpowiem – będzie poprawa jak wirus zrobi swoje, bo jako społeczeństwo jesteśmy, pardon my french, debilami.

    • W parkach czy lasach nie ma obowiązku noszenia masek.Wystarczy zachowywać dystans. Nie dajmy się zwariować,bo niedługo niektórzy stwierdzą,że w domach też mamy w masce siedzieć.To jest uzasadnione tylko tam,gdzie mamy bliski kontakt z obcymi ludźmi i nie ma możliwości zwiększenia odległości.

  7. Z powodu covid umierają??? Oj coś nie che mi się wierzyć. Niby pandemia trwa od marca o ile dobrze pamiętam i jakoś przez 7 miesięcy nie było większej ilości zgonów a dopiero w październiku ludzie zaczęli umierać. Dlaczego przez siedem miesięcy nie umierało więcej ludzi a nagle teraz? Odpowiedź jest prosta: nikt nie leczy chorych ludzi !!! Umierających,z zawałami,udarami,nowotworami wozi się w karetkach od szpitala do szpitala bo wszędzie szaleje straszny wirus a oni umierają w karetkach,albo w domach bo na przyjazd karetki czekają trzy godziny,albo w przypadku fatalnego samopoczucia doktor wspaniałomyślnie udzieli im teleporady. Dobry,wnikliwy tekst lecz niestety wnioski z bardzo dużym wpływem strachu,terroru i myśli zawartych w tv PiS. Gdyby ten straszny wirus był taki zabójczy to zabijał by od początku a te testy są nic nie warte i nie powinny być używane do wykrywania zakażenia covid. Zresztą ludzie czas się obudzić. Tyle lat żyjemy na Ziemi,na Ziemi z wirusami,cały czas wirusy są z nami,są w nas,od 52 lat żyję z nimi i nagle mam się zacząć ich bać??? Czemu??? Bo w telewizji tak mówią??? Bo WHO tak twierdzi??? I kawałek szmatki ma mnie zabezpieczyć przed zabójczym wirusem??? I mam myć ręce tysiąc razy dziennie??? Aaa mam ich wszystkich w nosie,palce sobie oblizuje tak jak zawsze to robiłem a maseczkę to sobie zakładam na Halloween. Aaa i jeszcze jedna rada: proszę oglądać mniej,dużo mniej telewizji i mniej internetu no i wszystko wróciło by do normy gdyby lekarze zabrali się za leczenie a testy to robili na Wiejskiej ale tylko na inteligencję. Pozdrawiam

    • Noo,dokladnie tak sobie wyobrazam kogos, kto nie wierzy w pandemie. Typowe. „WHO??? Kto by ich słuchał!!! Słuchaj sie mnie!!! Janusza z Rawicza!!! Pisiont lat juz zyje, to przecie sie znam na zyciu!!!”

  8. Pani Marzeno, zupełnie nie rozumie pani sytuacji. Zmarłych na covid raportuje się poprawnie, a wręcz z nadgorliwością (w sensie nie ma w tym nic złego – istnienie chorób współistniejących i sc2 nie daje w wielu wypadkach możliwości określenia co było faktyczną przyczyną zgonów więc bezpieczniej jest przyjąć, że przyczyniła się do tego w mniejszym lub większym stopniu infekcja).
    Problemem jest to o czym mówili od marca specjaliści z różnych dziedzin – utrudniony dostęp do specjalistów w związku z restrykcjami i paraliżem systemowym służby zdrowia przynosi skutki dokładnie wtedy gdy rozpoczęcia tego się spodziewano czyli pół roku po rozpoczęciu problemów.
    Umierają głównie nieleczeni sercowcy i pacjenci onkologiczni co pewnie by pani dostrzegła jakby się pani wgłębiła w statystyki, a nie czytała je po danych zbiorczych.

    • To prawda, przy czym wzrost umieralności to też jest efekt COVIDA, który „zaraził” Służbę Zdrowia i umysły obywateli.
      Zaraza jest, zbiera smutne żniwo, trzeba z nią walczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *