1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Posłowie zrobili z Sejmu chlew. To im trzeba zabrać telefony, a nie dzieciom w szkołach

Posłowie zrobili z Sejmu chlew. To im trzeba zabrać telefony, a nie dzieciom w szkołach

Gdyby uczeń zaczął szczekać podczas lekcji, nauczyciel zapewne wezwałby rodziców. Kiedy robi to posłanka, pozostaje nam obejrzeć nagranie i przyjąć do wiadomości, że właśnie tak wygląda reprezentowanie narodu. Mam coraz większy problem ze zrozumieniem, dlaczego od ludzi stanowiących prawo wymagamy mniej niż od dzieci.

Jakub Bilski05.09.2026 13:06
Państwo

Szczekanie jako forma pracy parlamentarnej

Dominika Chorosińska z PiS szczekała na sali sejmowej. Dosłownie. To zdanie powinno kończyć dyskusję o tym, czy przekroczono granice powagi parlamentu. Tymczasem obawiam się, że skończy się na kilku memach, oburzeniu przeciwników i tłumaczeniu zwolenników, że przecież tamci są gorsi.

Ale czy to pierwsza taka sytuacja? Pamiętacie środkowy palec Joanny Lichockiej, która później się tego zupełnie wypierała? Po drugiej stronie sceny politycznej też było nie lepiej – Stefan Niesiołowski odpychający kamerę Ewy Stankiewicz i rzucający do niej „won stąd”. A przypomnieć co robił Grzegorz Braun zanim wyruszył na bardzo wymagającą misję pobierania pensji w euro od tej wstrętnej Unii Europejskiej?

Telefon do depozytu, panie pośle

Padła słuszna propozycja, aby zacząć odbieranie telefonów od posłów. Przy wejściu na salę, na czas obrad. Skoro dorosły człowiek nie potrafi powstrzymać się od produkowania internetowego widowiska w miejscu pracy, najwyraźniej potrzebuje zewnętrznej pomocy.

Oczywiście samo nagrywanie nie jest niczym nagannym. Może dokumentować nadużycia. Problem zaczyna się wtedy, gdy poseł urządza awanturę z myślą o własnym filmiku, a obrady stają się scenografią do nabijania zasięgów.

To nie jest żaden polityczny temperament czy „taki klimat” obrad w parlamencie. Normalny, uczciwie pracujący człowiek zostałby w trymiga wyrzucony lub konkretnie zdyscyplinowany w swojej pracy.

Jak dyscyplinować takich posłów?

Nie jest przy tym prawdą, że nie ma przepisów pozwalających dyscyplinować posłów. Regulamin Sejmu przewiduje obniżanie uposażenia lub diety parlamentarnej. Komisja Etyki Poselskiej może natomiast zwrócić uwagę, udzielić upomnienia albo nagany. Narzędzia istnieją. Pytanie, czy ich stosowanie rzeczywiście odstrasza od kolejnych popisów.

Bo jeśli poseł potrafi przekuć naganę w opowieść o tym, jak bardzo boją się go przeciwnicy, to trudno oczekiwać, że się nią przejmie. Dlatego za świadome zakłócanie obrad powinny regularnie przychodzić odczuwalne potrącenia. Według jasnych zasad, jednakowych dla wszystkich klubów. Ale takie naprawdę odczuwalne, wielotysięczne kary. Przyszła pani do pracy. Podatnik nie powinien sponsorować pani szczekania.

Kto poważny będzie chciał firmować to nazwiskiem?

Sam miałbym opór przed startowaniem z listy, na której musiałbym firmować swoim nazwiskiem podobne postacie. Nawet gdybyśmy zgadzali się gospodarczo czy światopoglądowo. Wspólne poglądy nie zobowiązują do tolerowania chamstwa.

Nie wiem, ilu kompetentnych ludzi rezygnuje przez to z polityki. Widzę jednak bardzo dobry powód, żeby trzymać się od niej z daleka. I to jest znacznie poważniejszy koszt niż kolejny kompromitujący filmik.

JOW-y kuszą bardziej osobistym rozliczaniem kandydata, ale mogą też wzmacniać dominację największych partii. Ordynacja nie zastąpi elementarnej przyzwoitości.

Kiedyś to było

Polecam obejrzeć dłuższe fragmenty obrad pierwszych kadencji Sejmu III RP i samemu porównać sposób prowadzenia sporu. Bez idealizowania lat 90. i wybierania wyłącznie eleganckich przemówień.

Podobno parlament jest odbiciem społeczeństwa. Tyle że posłów nie losujemy: wcześniej selekcjonują ich partie, później wybierają obywatele. Jeśli nagradzamy chamstwo miejscem na liście i kolejnym mandatem, trudno oczekiwać poprawy.

Co da nagana, jeśli własny wyborca obejrzy nagranie i uzna, że jego posłanka świetnie dopiekła przeciwnikom? W takim układzie kompromitacja może wręcz pomagać w karierze. Partyjny kibic zobaczy waleczność, a kierownictwo partii - rozpoznawalne nazwisko na następną listę.

Niektórych nic już nie ruszy

Chciałbym usłyszeć od obrońców takiego zachowania, czym konkretnie ta posłanka zasłużyła na kolejny mandat. Co zrobiła dla swoich wyborców? Jakie problemy pomogła rozwiązać? To są pytania, na które powinniśmy wymagać odpowiedzi. Samo doprowadzanie przeciwników do wściekłości nie jest jeszcze dorobkiem parlamentarnym.

Najbardziej niepokoi mnie już nawet nie to, co poseł zrobił. Tylko że coraz trudniej powiedzieć: „do tego się przecież nie posuną”.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover