1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Ten sam burger, inny skład. Czego Europa nie wpuszcza do jedzenia, a USA nadal tak

Ten sam burger, inny skład. Czego Europa nie wpuszcza do jedzenia, a USA nadal tak

Amerykanie nie jedzą wyłącznie „śmieciowego jedzenia”, a Unia Europejska nie jest żywnościową krainą wiecznej niewinności. Różnica istnieje jednak naprawdę: dotyczy nie tylko składu produktów, lecz także wielkości porcji, sposobu oznaczania żywności, zasad dopuszczania dodatków oraz tego, jak łatwo kupić gotowe, wysoko przetworzone jedzenie. Największym amerykańskim problemem często nie jest pojedynczy zakazany składnik, lecz całe środowisko żywieniowe.

Jakub Bilski05.09.2026 8:35
Prawo

Porcje w Ameryce, czyli dlaczego „wszystko jest większe”

Kiedy ostatnio byłem w Ameryce podczas mundialu, zobaczyłem w McDonald’s promocję z kubkami. W Polsce były podobne. Przyznam się, że zbierałem te kubki i brakowało mi do kolekcji, więc wziąłem zestaw z kubkiem. Po przylocie do Polski okazało się, że nie pasuje wielkością – tak, w USA dają większe. Zresztą nie tylko to jest tam większe – to samo jest z samochodami, ulicami czy po prostu porcjami jedzenia.

Big Mac i frytki – różnice mniejsze, niż się wydaje

To nie jest wyłącznie stereotyp. Według aktualnych tabel McDonald’s polski Big Mac ma 544 kcal, a amerykański 580 kcal. Różnica nie jest dramatyczna. Z frytkami również nie zawsze jest tak, że amerykańskie „małe” oznacza polskie „duże”: mała porcja to około 230 kcal w USA i 229 kcal w Polsce, średnia odpowiednio około 320 i 327 kcal, a duża 480 i 430 kcal.

Napoje robią różnicę – cukier, kubek i „small”, które nie jest małe

Mała Coca-Cola w Polsce ma 250 ml, 109 kcal i 26 gramów cukru. Amerykańska mała Coca-Cola dostarcza około 200 kcal i 53 gramów cukru. W praktyce amerykańskie „small” jest więc niemal dwa razy większe od polskiego małego napoju. O tym, jak bardzo cukier w napojach potrafi rozpalać emocje, świadczy zresztą polski spór, w którym Coca-Cola podatek cukrowy przedstawiała jako zagrożenie dla cen wszystkich napojów.

Gdyby porównać Big Maca, duże frytki i małą colę, otrzymalibyśmy około 1083 kcal w Polsce i 1260 kcal w USA. To mniej więcej 177 kcal różnicy. Zresztą McDonald’s jest co prawda jedną globalną marką, ale nie jedną kuchnią i nie jednym właścicielem każdej restauracji. Firma podaje, że około 95 proc. jej restauracji na świecie jest prowadzonych przez niezależnych lokalnych operatorów i franczyzobiorców.

Ten sam złoty łuk, ale niekoniecznie ta sama receptura

Centrala kontroluje markę, standardy, system dostaw i sposób działania, ale konkretne restauracje mogą mieć lokalnych właścicieli i korzystać z lokalnych dostawców. Dlatego ten sam znaczek nie oznacza identycznego produktu. Receptury są dostosowywane do lokalnych przepisów, dostępności surowców, kosztów i gustów klientów. Krótko mówiąc, jedzenie w McDonald’s w różnych krajach potrafi się od siebie realnie różnić.

Najlepszym przykładem są frytki. McDonald’s w USA przyznaje, że ziemniaki są częściowo smażone przez dostawcę w oleju zawierającym aromat wołowy. W składzie pojawiają się również pochodne pszenicy i mleka. Oznacza to, że amerykańskie frytki nie są wegetariańskie.

Dwa modele regulacji – unijna ostrożność kontra amerykański GRAS

Wspólny rdzeń unijnego prawa żywnościowego tworzą między innymi rozporządzenie 178/2002 oraz rozporządzenie 1333/2008 dotyczące dodatków do żywności.

Unia opiera się na zasadzie ostrożności. Jeżeli istnieje uzasadniona obawa, że dana substancja może szkodzić, a nauka nie daje jeszcze pełnej odpowiedzi, możliwe jest ograniczenie albo wycofanie jej użycia.

Dodatki żywnościowe muszą znaleźć się na unijnej pozytywnej liście. Jeżeli czegoś na niej nie ma, producent nie może po prostu uznać, że „pewnie będzie dobrze”. Substancje są oceniane przez EFSA, a następnie dopuszczane przez Komisję Europejską i państwa członkowskie.

Ameryka dopuszcza większe ryzyko

System amerykański również wymaga zatwierdzania dodatków, ale ma ważny wyjątek – GRAS, czyli „Generally Recognized as Safe”. Substancja może zostać uznana za bezpieczną przez kwalifikowanych ekspertów na podstawie dostępnych danych naukowych albo długiej historii użycia. W takim przypadku nie zawsze przechodzi klasyczną procedurę zatwierdzania przez FDA, a producent nie ma obowiązku wysyłania do agencji zawiadomienia.

Oczywiście nie oznacza to, że w USA każdy producent może legalnie wsypać do jedzenia dowolną substancję. Różni się po prostu kwestia tego, kto ponosi odpowiedzialność za podjętą decyzję i jak wiele danych zbierają urzędy.

Dwutlenek tytanu i erytrozyna – czy „Europa zakazała, a USA karmią tym dzieci”?

W internecie często pojawia się zdanie: „Europa zakazała, a Amerykanie karmią tym dzieci”. Czasami ma ono jakieś zaczepienie w faktach, ale zwykle pomija połowę historii.

Dwutlenek tytanu nie został przez EFSA formalnie zaklasyfikowany jako udowodniony rakotwórczy składnik żywności. Problem polegał na tym, że nie udało się wykluczyć możliwości uszkodzeń materiału genetycznego, a przy takim braku pewności nie można było ustalić bezpiecznego dziennego spożycia. FDA oceniała dostępne dane inaczej i nadal dopuszcza użycie E171 w określonych ilościach.

Jeszcze ciekawszy jest kwestia erytrozyny, czyli Red No. 3. Amerykańska decyzja wynikała między innymi z tak zwanej klauzuli Delaneya, która blokuje dodatki powodujące nowotwory u zwierząt laboratoryjnych, niezależnie od tego, jak małe byłoby przewidywane ryzyko dla człowieka. EFSA uznała natomiast, że mechanizm obserwowany u szczurów ma ograniczone znaczenie dla ludzi, dlatego pozostawiła E127 w bardzo wąskim zastosowaniu. Nie jest zatem tak, że to zawsze Europa jest bardziej ostrożna od Amerykanów.

Amerykański supermarket jak magazyn przetworzonej żywności

Amerykańskie supermarkety rzeczywiście mogą sprawiać wrażenie magazynów gotowego jedzenia. Duże opakowania płatków, napojów, mrożonych dań i przekąsek są wszędzie. Wynika to z wielkości kraju, długich łańcuchów dostaw, popularności zakupów samochodem, wielkości gospodarstw domowych i tego, że żywność długo przechowująca się jest po prostu wygodna.

Nie każda żywność przetworzona jest zła

Mrożone warzywa, pasteryzowane mleko czy konserwy mogą być rozsądnymi produktami. Problem zaczyna się wtedy, gdy podstawą diety stają się produkty wysoko przetworzone, bardzo kaloryczne, słone lub słodkie, a świeże jedzenie jest droższe i mniej dostępne.

Według danych CDC w latach 2021–2023 żywność ultraprzetworzona odpowiadała średnio za 53 proc. kalorii spożywanych przez dorosłych Amerykanów i prawie 62 proc. kalorii spożywanych przez dzieci i młodzież.

Problem systemowy, nie wyłącznie amerykański

To oczywiście nie dowodzi, że każdy Amerykanin żywi się wyłącznie pizzą z zamrażarki. Pokazuje jednak, że amerykański problem jest systemowy. Chodzi o cenę, dostępność, reklamy, wielkość porcji i to, ile kalorii można kupić za niewielkie pieniądze.

Europa również ma żywność ultraprzetworzoną i rosnący problem nadwagi. Rosnąca otyłość wśród dzieci dotyczy przy tym również Polski, gdzie statystyki od lat należą do najgorszych w Europie. Nie można też bezpośrednio porównywać wszystkich statystyk otyłości, ponieważ amerykańskie dane często pochodzą z pomiarów, a europejskie badania bywają oparte na deklarowanej masie i wzroście. To jednak nie zmienia ogólnego wniosku, że amerykańskie jedzenie nie jest automatycznie trujące, ale amerykańskie środowisko żywieniowe bardzo łatwo sprzyja przejadaniu się.

A co z napojami? Cukier trzcinowy kontra syrop glukozowo-fruktozowy

Jak wspomniałem wcześniej, Coca-Cola w Polsce i Coca-Cola w USA nie muszą mieć identycznej receptury. Sama firma informuje, że w zależności od rynku stosuje między innymi syrop glukozowo-fruktozowy albo cukier trzcinowy. Przypomina o tym zresztą głośna swego czasu debata, w której podatek cukrowy słodziki miał uderzać mocniej niż sam cukier.

W 2025 r. Coca-Cola zapowiedziała wprowadzenie w USA wariantu z cukrem trzcinowym jako uzupełnienia podstawowej oferty, a nie zastąpienia wszystkich dotychczasowych produktów. Historia lubi się jednak powtarzać – wystarczy przypomnieć Cherry Coke, którą po unijnym „odchudzeniu” przywrócono do wersji z cukrem na wyraźne życzenie konsumentów. Nie należy przy tym robić z cukru trzcinowego produktu zdrowotnego. Dla organizmu i bilansu energetycznego najważniejsza pozostaje ilość cukru, a nie to, z czego jest zrobiony. W napojach gazowanych większe znaczenie niż sama receptura ma często rozmiar kubka.

Co zmienił Donald Trump i „Make America Healthy Again”

Administracja Donalda Trumpa nadała polityce żywnościowej nowy, bardzo wyraźny kierunek pod hasłem Make America Healthy Again. W lutym 2025 r. Trump powołał komisję mającą analizować między innymi amerykańską dietę, składniki żywności, otyłość i choroby przewlekłe.

Czy jest lepiej? W wąskim sensie regulacyjnym – częściowo tak. Większa przejrzystość dotycząca barwników, ponowna analiza GRAS i presja na producentów mogą być pożyteczne. Na razie wiele zmian pozostaje jednak zapowiedzią, propozycją albo dobrowolnym zobowiązaniem branży.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover