- Bezprawnik -
- Prawo -
- Postawiła na „brak gola” i przegrała 115 tysięcy. STS tłumaczy, dlaczego napis znaczy co innego
Postawiła na „brak gola” i przegrała 115 tysięcy. STS tłumaczy, dlaczego napis znaczy co innego
Do redakcji trafiła sprawa, która miała być opowieścią o okradzionym graczu: czytelniczka postawiła w STS na „brak gola”, w dziesiątej minucie meczu było 0:0, a bukmacher i tak uznał kupon za przegrany i odmówił wypłaty. Kiedy jednak sięgnąć po pełny opis zakładu, a nie tylko dwuwyrazowy skrót widoczny na ekranie aplikacji, sprawa przestaje być czarno-biała. Napis „przedziały 10-minutowe: brak gola” znaczy bowiem coś zupełnie innego, niż zakłada spora część grających.
Spór o „brak gola” w STS, czyli cena nieuważnego czytania
Na nadesłanych zrzutach widać kupon z czterema zdarzeniami, wszystkie z tym samym typem: „1. gol - przedziały 10-minutowe: brak gola”. Przy stawce dwóch złotych kurs łączny przekraczał 73 tysiące, a możliwa wygrana, zgodnie z tym, co pokazywała aplikacja, wynosiła ponad 115 tysięcy złotych. STS rozliczył całość jako przegraną.
Logika czytelniczki była prosta: skoro w dziesiątej minucie nie padła bramka, warunek „braku gola” w tym przedziale został spełniony, więc zakład powinien być wygrany. Bukmacher czyta ten sam napis inaczej. W odpowiedzi na reklamację, w wiadomości podpisanej przez zespół STS, konsultant tłumaczył, że „typ »brak gola« w zakładzie na podanie pierwszego gola w konkretnym przedziale jest typem, w którym wskazujesz, że pierwszego gola w ogóle nie będzie w meczu. Tym samym stawiasz na 0:0 na koniec całego spotkania”. Ponieważ pierwsza bramka w spornym meczu padła w 70. minucie, wygrałby wyłącznie przedział obejmujący tę minutę, a wszystkie pozostałe typy, w tym „brak gola”, poszły do kosza.
Jak faktycznie działa rynek „pierwszy gol w przedziałach 10-minutowych”
Ten rodzaj zakładu nie pyta, czy gol padnie w danym dziesięciominutowym okienku. Pyta, w którym z kolejnych przedziałów padnie pierwsza bramka całego meczu. Do wyboru są kolejne odcinki (1–10, 11–20, i tak dalej) oraz opcja „brak gola”, która pełni funkcję kategorii domykającej: wygrywa tylko wtedy, gdy pierwszy gol nie pada w ogóle, czyli mecz kończy się bezbramkowym remisem.
Wynik 0:0 po dziesięciu minutach nie ma tu żadnego znaczenia, bo liczy się cały regulaminowy czas gry. Przy takiej konstrukcji rynku odczyt STS jest tym, który obowiązuje u każdego legalnego operatora, i to on tłumaczy astronomiczny kurs: obstawienie czterech bezbramkowych remisów z rzędu to zdarzenie skrajnie mało prawdopodobne.
Czy opis zakładu wprowadza konsumenta w błąd? Art. 385 Kodeksu cywilnego
Czytelniczka powołuje się na art. 385 § 2 Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym wzorzec umowy powinien być sformułowany jednoznacznie i zrozumiale, a postanowienia niejednoznaczne tłumaczy się na korzyść konsumenta. To reguła realna i mocna, ale ma jeden warunek wstępny: postanowienie musi być faktycznie niejednoznaczne. Tu tkwi sedno sporu. Na kuponie widnieje skrót „przedziały 10-minutowe: brak gola”, który sam w sobie potrafi zmylić. Pełny opis rynku, do którego odsyła operator, definiuje jednak „brak gola” jako brak pierwszej bramki w meczu. Jeśli sąd albo rzecznik uznają, że opis czytany w całości nie pozostawia wątpliwości, zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść konsumenta po prostu się nie uruchamia.
To nie znaczy, że po stronie konsumenta nic nie zostaje. Sposób prezentacji zakładu w aplikacji, w którym na pierwszy plan wychodzi mylący dwuwyraz, a rozstrzygające zdanie jest schowane w rozwiniętym opisie, to zupełnie zasadny przedmiot skargi. Odrębną kwestią pozostaje, czy w regulaminie nie ma zapisów, które można by kwestionować jako niedozwolone postanowienia umowne, bo te nie wiążą konsumenta z mocy prawa niezależnie od tego, co zaakceptował przy rejestracji.
Zatwierdzenie regulaminu przez Ministra Finansów to nie tarcza absolutna
W korespondencji pojawił się też argument, który w tego typu sporach wraca regularnie: że obowiązuje regulamin, „który zaakceptowałaś przy zakładaniu konta, i który został zatwierdzony przez Ministra Finansów”. Formalnie to prawda, zatwierdzanie regulaminów zakładów wzajemnych wynika z ustawy o grach hazardowych. Tyle że akceptacja regulaminu w trybie nadzoru hazardowego nie jest orzeczeniem, że każdy jego zapis jest uczciwy w rozumieniu prawa konsumenckiego. Kontrola pod kątem klauzul abuzywnych czy niejednoznaczności wzorca to zupełnie inny tryb, prowadzony przez inne organy. Powoływanie się na podpis ministra nie zamyka więc sprawy, choć samo w sobie nie czyni też racji graczowi.
Rzecznik konsumentów, UOKiK, sąd: co realnie może zrobić gracz
Czytelniczka deklaruje, że skierowała zgłoszenia do Departamentu Gier Hazardowych Ministerstwa Finansów oraz do miejskiego rzecznika konsumentów. To sensowna kolejność. Bezpłatnej pomocy udziela właśnie rzecznik konsumentów, który może wystąpić do przedsiębiorcy o wyjaśnienia, a firma ma obowiązek na takie wystąpienie odpowiedzieć. Jeśli problem dotyczy sposobu prezentowania oferty wobec ogółu klientów, a nie tylko jednej osoby, właściwym adresatem jest UOKiK, który bada naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Ostatecznością pozostaje droga sądowa.
Realistycznie nie spodziewam się powodzenia tej skargi, bo interpretacja rynku po stronie bukmachera pokrywa się z branżowym standardem. Warto przy tym pamiętać, że STS działa jako operator z zezwoleniem, a lista legalnych firm jest dostępna na podatki.gov.pl. To istotne tło, bo o ile spór o rozliczenie da się prowadzić latami, o tyle konsekwencje z zupełnie innej półki niż spór cywilny opisywaliśmy, tłumacząc, jaka grozi kara za granie u nielegalnego bukmachera.
Na koniec warto oddzielić dwie rzeczy. Emocje grającej, która była przekonana o sześciocyfrowej wygranej, są zrozumiałe. Ale kupon, w którym trzeba trafić cztery bezbramkowe remisy pod rząd, to nie pomyłka systemu, tylko dokładnie ten produkt, jaki bukmacherzy sprzedają najchętniej, bo statystycznie w długim okresie przegrywa u nich zdecydowana większość klientów.
O tym, że polskiego gracza obciąża do tego 12-procentowy podatek już od samej stawki, najwyższy w Europie, pisaliśmy przy okazji analizy, czym są dziś zakłady bukmacherskie w Polsce. Pytanie, czy zakłady bukmacherskie to hazard, w praktyce dawno przestało być pytaniem otwartym, a najdroższą lekcję z tej sprawy dostają zwykle nie ci, którzy źle przeczytali napis, lecz ci, którzy w ogóle zaczęli grać.
Zakłady wzajemne wiążą się z ryzykiem uzależnienia. Osoby, które czują, że tracą kontrolę nad grą, mogą skorzystać z bezpłatnej pomocy, m.in. telefonu zaufania Uzależnienia behawioralne (801 889 880).










