

W zachowaniu protestujących widzę ogrom działań, które mi się nie podobają. Nie akceptuję popychania katolików wychodzących z kościołów, potępiam przemoc - zawsze, nie jestem zwolennikiem ujawniania adresów zamieszkania osób opowiadających się za zakazem aborcji oraz wolałbym okrzyki "jesteśmy głęboko nieukontenowane" od tych wykrzykiwanych obecnie. Tyle że to, co ja bym wolał oraz co by się podobało dziennikarzom piszącym zza warszawskich biurek, jest zupełnie bez znaczenia. Masowe protesty ostatecznie nie są przecież oceniania przez pryzmat wrażeń, które pozostawili po sobie protestujący, lecz ich skuteczności. Tym bardziej, że trzeba sobie zdawać sprawę z tego, iż za 90 proc. najgorszych zachowań, które można wytknąć protestującym, odpowiada zawsze jeden proc. najzagorzalszych „bojowników”. I nie wolno postrzegać całości przez pryzmat marginesu.
Szczerze z tą diagnozą się nie zgadzam.
Po pierwsze, postulaty strajku są świetne, gdyż klarowne. I gdy piszę „świetne”, nie mam na myśli tego, że się z nimi zgadzam. To bez znaczenia. Istotą jest to, że wokół postulatu wolności wyboru kobiet zgromadziło się wiele osób, które do tej pory nie były zainteresowane czynnym uczestnictwem w życiu społecznym, nie mówiąc już o protestowaniu. Oczywiste dla niemal wszystkich jest to, że organizatorki protestów przedstawiają również postulaty skrajne, przypuszczam, że niekoniecznie popierane przez znaczną część demonstrujących. Ludziom to jednak nie przeszkadza, gdyż skupiają się wokół hasła najbardziej ogólnego - wolności wyboru.
Po drugie, nie można mówić o tym, że protest jest śmieszny, jeżeli uczestniczy w nim dzień w dzień kilkadziesiąt tys. osób, a na nikim nie zrobi wrażenia demonstracja kilkusettysięczna. Żadna partia polityczna nie może lekceważyć tak ogromnego buntu społecznego. Zresztą po reakcji Jarosława Kaczyńskiego doskonale widać, że nie lekceważy on przeciwnika.
Po trzecie, na ulice wyszli ludzie, którzy na co dzień nikomu nie wadzą. Większość obywateli nie poprze protestu rolników czy górników. Ale już protest kobiet - jak najbardziej. Standardem stało się, że mężczyźni, którzy do tej pory w swoim życiu nawet nie pomyśleli o aborcji, chodzą ze swymi partnerkami jako "obstawa". Nie udało się też namówić bojówek kibicowskich do wystąpienia przeciwko protestującym. Ba, przecież partnerki wielu kiboli biorą udział w protestach.
Zarazem oczywiste dla mnie jest, że czym więcej będzie skrajności wśród protestujących, tym bardziej sami będą odcinali sobie tlen. Większość osób, idąc na demonstrację, chce uniknąć zadymy, bitwy z policją i wewnątrzstrajkowych utarczek. Tyle że nie ma strajków idealnych. Gdyby kobiety szły z hasłem "jesteśmy głęboko nieukontenowane", zapewne dziś już mało kto pamiętałby o tym, że był jakikolwiek protest.
Dziennikarze coraz częściej twierdzą, że protest, w obecnej postaci, PiS-owi pomoże, a nie zaszkodzi. Uważa tak choćby Jacek Nizinkiewicz z "Rzeczpospolitej".
Abstrahując od tego, że próbowano już protestów z kwiatkami i świeczkami i - mówiąc wprost - potencjał współczucia i empatii nie okazał się wystarczający, to ze stricte politycznego punktu widzenia nie widzę jakiejkolwiek możliwości, by PiS na strajkach zyskał, a nie stracił. Pamiętam, że spory światopoglądowe najczęściej działały na korzyść partii Jarosława Kaczyńskiego. To jednak nie ten przypadek. Nikt nowy z powodu wprowadzenia zakazu aborcji (na razie częściowego, niektórzy politycy już mówią o całkowitym) na PiS nie zagłosuje. Nie sądzę też, by nowymi wyborcami stali się ci, których uczucia religijne zostały obrażone - przede wszystkim dlatego, że to już jest elektorat rządzących. Widzę za to, że bardzo wiele osób, także w mniejszych miejscowościach, które do tej pory nie interesowały się polityką, postanowiło się zainteresować. I nie ma już znaczenia, co ktoś myśli na temat aborcji, gdyż aby wyjść na ulicę, nie trzeba już w ogóle mieć wyrobionego zdania. Protesty bowiem zaczęły być bardziej antypisowskie, niż za prawem do aborcji.
Zakaz aborcji po wyroku Trybunału Konstytucyjnego:
- Wyrok Trybunału Konstytucyjnego kończy pewną epokę
- Pewnego dnia w Polsce będzie obowiązek zabijania niepełnosprawnych płodów, bo Kaja Godek nie rozumie, że nie każdy musi żyć według jej reguł
- Manifestacje aborcyjne w całej Polsce. Coś pękło
- Polska wyszła z szafy
zobacz więcej:

Złoto po 5100 dolarów, benzyna po 10 złotych. Różne są scenariusze zakończenia konfliktu w Zatoce Perskiej
31.03.2026 17:56, Filip Dąbrowski
31.03.2026 16:29, Rafał Chabasiński
31.03.2026 15:41, Mateusz Krakowski
31.03.2026 14:52, Mateusz Krakowski
31.03.2026 14:01, Rafał Chabasiński
31.03.2026 13:15, Aleksandra Smusz
31.03.2026 12:28, Edyta Wara-Wąsowska
31.03.2026 11:46, Miłosz Magrzyk
31.03.2026 11:05, Marcin Szermański
31.03.2026 10:13, Edyta Wara-Wąsowska
31.03.2026 9:30, Rafał Chabasiński

Nest Bank to prawdziwa kruszynka polskiej bankowości. Niesamowite jak bardzo powyżej swojego potencjału grają
31.03.2026 9:23, Jakub Kralka
31.03.2026 8:36, Rafał Chabasiński
31.03.2026 7:45, Miłosz Magrzyk
31.03.2026 7:02, Filip Dąbrowski
30.03.2026 16:41, Rafał Chabasiński
30.03.2026 16:02, Piotr Janus
30.03.2026 15:01, Rafał Chabasiński
30.03.2026 14:16, Marcin Szermański
30.03.2026 13:27, Rafał Chabasiński

Złoto od 5000 lat ratuje ludzi przed bankructwem. Dlaczego historycznie drożeje w czasach wojen, kryzysów i słabego dolara?
30.03.2026 13:26, Jerzy Wilczek
30.03.2026 13:09, Aleksandra Smusz
30.03.2026 12:16, Edyta Wara-Wąsowska
30.03.2026 11:47, Mateusz Krakowski
30.03.2026 10:45, Mateusz Krakowski
30.03.2026 9:59, Aleksandra Smusz
30.03.2026 9:04, Marcin Szermański
30.03.2026 8:14, Rafał Chabasiński


























