Wyrób medyczny może nam pomóc, ale nie oddziałuje bezpośrednio na nasz organizm
Mamy teraz w Polsce sezon infekcyjny. Jesteśmy szczególnie narażeni na zarażenie jakimś patogenem. W grę wchodzą liczne wirusy wywołujące przeziębienie oraz grypa. Cały czas trzeba też pamiętać o istnieniu covid-19. Żadnej z tych chorób nie należy bagatelizować. Typowe przeziębienie nie jest zabójcze dla zdrowego człowieka. Jest jednak wyjątkowo męczące. Nic więc dziwnego, że chorzy starają się najczęściej przynajmniej złagodzić objawy nawet wtedy, gdy nie decydują się na wizytę u lekarza. W tym celu udają się do apteki po leki, które mogą kupić bez recepty. Nie zawsze takowe rzeczywiście kupują.
Wyobraźmy sobie, że nie mamy jakiegoś swojego ulubionego syropu na kaszel czy środka na zatoki. Co możemy zrobić, jeśli bardzo nie chcemy konsultować się z lekarzem? Zapytać farmaceuty w aptece, co nam poleci. Ten w dobrej wierze zaproponuje nam coś, co powinno nam pomóc. Wracamy z zakupionym specyfikiem do domu biedniejsi o nawet parędziesiąt złotych mniej. Otwieramy kartonowe opakowanie i dostrzegamy, że coś tu się nie zgadza. Ulotka okazuje się jakaś podejrzanie krótka. Nie ma litanii potencjalnych skutków ubocznych, licznych ostrzeżeń i szczegółowych instrukcji stosowania. Właściwie co my takiego kupiliśmy? Najprawdopodobniej jest to wyrób medyczny, a nie produkt leczniczy.
Pierwsze z tych pojęć wytłumaczy nam w swoim art. 2 unijne rozporządzenie numer 2017/745 dotyczące właśnie wyrobów medycznych.
"wyrób medyczny" oznacza narzędzie, aparat, urządzenie, oprogramowanie, implant, odczynnik, materiał lub inny artykuł przewidziany przez producenta do stosowania - pojedynczo lub łącznie - u ludzi do co najmniej jednego z następujących szczególnych zastosowań medycznych:
[...]
Innymi słowy: wyrób medyczny to taki specyfik, który sam w sobie nas nie wyleczy. Może wspomagać nasze leczenie, może łagodzić przebieg choroby. Tym samym jak najbardziej może nam pomóc, ale nikt nie da nam gwarancji, że rzeczywiście tak się stanie. Dobrym przykładem są różnego rodzaju ziołowe mieszaniny z dodatkiem chociażby miodu, które akurat nie są lekami.
Warto uważać podczas zakupów w aptece choćby i dlatego, że w Polsce cały czas można sprzedawać specyfiki homeopatyczne
W tym momencie warto sobie odpowiedzieć na pytanie o to, co właściwie jest lekiem. Definicję produktu leczniczego znajdziemy w art. 2 pkt 32 prawa farmaceutycznego.
produktem leczniczym - jest substancja lub mieszanina substancji, przedstawiana jako posiadająca właściwości zapobiegania lub leczenia chorób występujących u ludzi lub zwierząt lub podawana w celu postawienia diagnozy lub w celu przywrócenia, poprawienia lub modyfikacji fizjologicznych funkcji organizmu poprzez działanie farmakologiczne, immunologiczne lub metaboliczne;
Jak widać, obydwa pojęcia się na siebie nie nakładają. Wyrób medyczny nie działa farmakologicznie, immunologicznie lub metabolicznie na organizm, produkt leczniczy dokładnie to robi. Siłą rzeczy działanie produktów leczniczych wymaga większych środków ostrożności narzucanych przez ustawodawcę. Stąd też biorą zauważalnie dłuższe ulotki.
Dlaczego to rozróżnienie jest takie ważne? Nie twierdzę, że specyfiki na powszechne jesienno-zimowe choroby zakwalifikowane jako wyroby medyczne są bezużyteczne. Warto jednak się upewnić, co dokładnie kupujemy, zanim wydamy nasze pieniądze w aptece. Niektórzy będą preferować produkty możliwie naturalne i nieinwazyjne. Inni czują się pewniej, gdy przyjmowane przez nich lekarstwo rzeczywiście zawiera jakąś substancję czynną. Z pewnością są także osoby, które zastanowią się kilka razy, zanim wydadzą parędziesiąt złotych na specyfik, który nie jest nawet produktem leczniczym.
Może oczywiście być dużo gorzej. W przepisach prawa farmaceutycznego znajdziemy także inne kategorie produktów sprzedawanych w aptece, takie jak na przykład "produkt leczniczy homeopatyczny". Innymi słowy: przysłowiowa woda z cukrem, którą za to bardzo dokładnie wstrząśnięto. Niestety w dalszym ciągu w Polsce można sprzedawać produkty, które nie mają żadnych właściwości leczniczych wykraczających poza efekt placebo. Od lat przestrzega przed nimi między innymi Naczelna Rada Lekarska. Nawet wśród dyplomowanych lekarzy znajdziemy jednak gorliwych wyznawców zabobonu wymyślonego w XIX wieku przez pewnego Niemca. Siłą rzeczy, jeśli ktoś zaleca stosowanie homeopatii albo próbuje ją nam sprzedać, to nie będzie nas ostrzegać o kontrowersjach z nią związanych. Wydamy pieniądze za coś, co nam najprawdopodobniej nie pomoże.
Wiedza o tym, jakiego rodzaju produktu mamy się leczyć, może nas przestrzec przed zbędnym wydatkiem. W skrajnych przypadkach pozwoli nam także uniknąć wydłużenia kuracji. Warto więc interesować się tym, co dokładnie kupujemy – także w aptece.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj