- Bezprawnik -
- Moto -
- Niski wyrok dla Sebastiana M. szokuje. Sąd nie mógł jednak zrobić nic więcej
Niski wyrok dla Sebastiana M. szokuje. Sąd nie mógł jednak zrobić nic więcej
Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku Sebastian M. usłyszał wyrok 8 lat pozbawienia wolności. Wyrok może bulwersować swoją łagodnością, ale sąd nie mógł zrobić nic więcej. Głównym winowajcą tej pobłażliwości są polscy uczeni prawnicy.
Wypadek na A1, w którym spłonęła trzyosobowa rodzina – jest wyrok
Zapadł wyrok w sprawie wypadku na autostradzie A1, który wstrząsnął opinią publiczną w Polsce. Przypomnijmy: trzyosobowa rodzina spłonęła żywcem po zderzeniu z BMW 850i prowadzonym przez Sebastiana M. Biegli ustalili, że pędził z prędkością 315–329 km/h. Uderzył w prawidłowo jadącą Kię. W momencie zderzenia prędkość pojazdu sprawcy wynosiła ok. 253 km/h.
Sebastian M. zarzuty usłyszał dopiero w 2025 roku. Wcześniej przebywał w Dubaju, z którego został ekstradowany. Jego sprowadzenie do kraju wymagało w końcu postępowania przed sądem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
8 lat więzienia i 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów dla Sebastiana M.
W środę Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim wydał wyrok skazujący. Sebastian M. ma spędzić 8 lat w więzieniu. Do tego orzeczono wobec niego 15-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Warto przypomnieć, że do okresu zakazu nie wlicza się pobytu w więzieniu. Sprawca zapłaci też 2,5 mln zł zadośćuczynienia rodzinom ofiar wypadku.
Wyrok jest nieprawomocny, ale wyższy już nie będzie. Tak naprawdę nie ma żadnych powodów, by się temu dziwić. Sąd wymierzył bowiem maksymalną możliwą karę.
Zgodnie z obowiązującymi dziś przepisami Sebastian M. dostałby najprawdopodobniej karę 10 lat więzienia
Z pewnością ktoś w tym momencie przywoła przykład Łukasza Żaka, który za podobny przejaw drogowej bezmyślności został niedawno skazany na 20 lat więzienia. Są jednak w tej sprawie bardzo istotne różnice.
Najważniejszą z nich jest oczywiście przepis będący podstawą wymierzenia kary. W przypadku Sebastiana M. nie ma zastosowania nowelizacja, którą wprowadzono tak naprawdę z powodu jego wybryku.
Sąd nie mógł wykorzystać art. 178d kodeksu karnego, który pozwalałby wymierzyć karę nawet 10 lat więzienia kierowcy, który „prowadzi pojazd mechaniczny rażąco przekraczając prędkość oraz rażąco naruszając inne zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przez to naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia”. W końcu prawo nie działa wstecz, jeśli nie mamy akurat na myśli interpretacji podatkowych.
Alkohol i nielegalne wyścigi – przesłanki kary do 20 lat więzienia
Sebastian M. nie prowadził też – w przeciwieństwie do Łukasza Żaka – swojego BMW pod wpływem alkoholu, co obecnie stanowi przesłankę do zastosowania najsurowszych sankcji – nie tylko takich jak konfiskata aut pijanych kierowców, ale też tych wynikających z art. 178a § 2. Przepis ten pozwala właśnie na wymierzenie kary do 20 lat pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym kierowcy będącemu pod wpływem alkoholu lub substancji odurzających albo w trakcie nielegalnych wyścigów samochodowych.
Ucieczka z Polski sama w sobie nie jest przestępstwem
Nie sposób także nie zauważyć, że Łukasz Żak był wcześniej karany. Sebastian M., w przeciwieństwie do niego, nie zbiegł z miejsca zdarzenia. Zamiast tego został po prostu zwolniony przez policjantów, którzy je zabezpieczali.
Niestety polskie prawo nie przewiduje dodatkowej kary za ucieczkę za granicę przed postępowaniem karnym. Prawdę mówiąc, istnienie takiego przepisu wiele by nam ułatwiło także w sprawach zupełnie niezwiązanych z piratami drogowymi.
Piraci drogowi, którzy zabiją człowieka, powinni odpowiadać jak za zabójstwo
Z pewnością wiele osób zastanawia się teraz, dlaczego przypadków Sebastiana M. albo Łukasza Żaka nie traktujemy jak zabójstwa. Wielokrotnie możemy się w końcu zetknąć z postulatem, by zabójstwo drogowe w kodeksie karnym stało się osobnym przestępstwem. Na uwagę zasługuje w tym momencie fragment uzasadnienia środowego wyroku:
Sprawa ta pokazuje, że de lege ferenda, zasadna może okazać się potrzeba rozważenia regulacji dających podstawy do surowszej odpowiedzialności dla kierujących łamiących przepisy dotyczące bezpieczeństwa na drogach publicznych w sposób maksymalnie rażący, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania, zwłaszcza kiedy skutkiem takich zachowań jest śmierć innych ludzi, których jedyną winą jest to, że mieli nieszczęście znaleźć się drodze takiego kierowcy.
Wbrew pozorom wcale nie jest tak, że w obowiązujących przepisach brakuje narzędzia, które można by wykorzystać właśnie w takich przypadkach. Najzwyczajniej w świecie polscy prawnicy postanowili, że nie będą z niego korzystać.
Zamiar ewentualny aż się prosi, by go wykorzystać
Mam na myśli oczywiście zamiar ewentualny. Jest to jedna z postaci umyślności. Wynika z drugiej części art. 9 § 1 kodeksu karnego:
Czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić albo przewidując możliwość jego popełnienia, na to się godzi.
Można by argumentować, że pirat drogowy, pędząc swoim autem ponad 300 km/h, jak najbardziej przewiduje możliwość spowodowania w ten sposób wypadku albo katastrofy. Wystarczy w końcu najmniejszy błąd, by zabić kogoś lub siebie. Mamy do czynienia z absolutną podstawą fizyki. Dodatkowo kierowcy muszą nauczyć się zasad bezpiecznego i przepisowego poruszania się w ruchu drogowym, by uzyskać prawo jazdy. Jeżeli więc nasz kierowca pomimo tego decyduje się na jazdę z absurdalną prędkością, to godzi się z możliwością popełnienia przestępstwa.
Niemieccy prawnicy nie są tak zachowawczy jak ich polscy koledzy
Nasza doktryna prawnicza, wsparta latami ugruntowanego orzecznictwa sądów, postrzega sprawę zupełnie inaczej. Nasi prawnicy akcentują, że nie da się z całą pewnością ustalić, czy sprawca był faktycznie świadomy, że jego brawurowa jazda może zakończyć się ofiarami śmiertelnymi.
Co ciekawe, takich rozterek nie mają sądy w Niemczech. Nasi zachodni sąsiedzi potrafią w skrajnych przypadkach – jak sprawy Sebastiana M. albo Łukasza Żaka – dostrzec oczywistość i zastosować konstrukcję bedingter Vorsatz, która jest odpowiednikiem naszego zamiaru ewentualnego. W rezultacie pirat drogowy zostaje skazany za zabójstwo.
Nielegalny wyścig w Dolnej Saksonii zakończony dożywociem dla Polki
Przekonała się o tym 42-letnia Polka Ewa P., która brała udział w nielegalnym wyścigu samochodowym w Barsinghausen w Dolnej Saksonii. Jak podawała wówczas „Rzeczpospolita”, jechała wiejską drogą z prędkością 180 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie do 70 km/h. W trakcie wyprzedzania innego uczestnika wyścigu uderzyła w Nissana Qashqai, którym jechała rodzina z synami. Dwoje dzieci zginęło.
Sąd w Hanowerze nie miał cienia wątpliwości. Kobieta zdawała sobie sprawę z tego, co robi i że może się to wiązać z ofiarami śmiertelnymi. Tym samym dopuściła się zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Skazano ją na dożywocie.
Ustawodawca powinien zmienić prawo tak, by usunąć wątpliwości co do kwalifikacji wybryków najgorszych piratów drogowych
Wniosek nasuwa się sam. Nie trzeba wymyślać żadnego „morderstwa drogowego” – właściwe przepisy istnieją, tylko trzeba je stosować. Jeżeli prawnicy upierają się, by tego nie robić, to ustawodawca powinien ich do tego zmusić – poprzez zapisanie w treści właściwego przepisu kodeksu karnego, że przy rażącym ignorowaniu zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym domniemywa się, że sprawca działał z zamiarem ewentualnym.










