1. Bezprawnik -
  2. Państwo -
  3. Polacy zmienili zdanie o wieku emerytalnym. Rząd ma teraz argument, by go zmienić

Polacy zmienili zdanie o wieku emerytalnym. Rząd ma teraz argument, by go zmienić

Polacy nie chcą podwyższenia wieku emerytalnego. Wydawać by się mogło, że jego zrównanie również nie wchodzi w grę. Okazuje się jednak, że w sondażu dla „Rzeczpospolitej" 53,8 proc. badanych chciałoby jakiejś formy emerytalnej równości.

„Uprzywilejowanie wyrównawcze"? Raczej prawnicza akrobacja

Mankamenty polskiego systemu emerytalnego można by wymieniać długo. Jednym z najważniejszych jest nierówny wiek emerytalny dla obydwu płci. Mężczyźni mogą przejść na emeryturę w wieku 65 lat. Kobiety mogą skorzystać z tego rozwiązania już po ukończeniu 60 lat.

Problemy są dwa. Przede wszystkim kłóci się to z konstytucyjną równością wobec prawa. Co do tego faktu nie przekona mnie żadna prawnicza akrobacja o „uprzywilejowaniu wyrównawczym". Taki wniosek płynie z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2010 r. Co ciekawe, część prawników wprost wskazuje, że zróżnicowanie wieku emerytalnego jako dyskryminacja mężczyzn wymaga zrównania progów na poziomie 65 lat.

Na emerytalnej dyskryminacji tracą prawie wszyscy

Powinniśmy sobie zadać pytanie o to, co i komu właściwie mielibyśmy kompensować. Kobiety statystycznie żyją dłużej od mężczyzn. Dane GUS sugerują wręcz, że emerytury nie dożywa mniej więcej co czwarty mężczyzna. Z drugiej strony emerytalny przywilej kobiet oznacza, że ich świadczenia w realiach systemu zdefiniowanej składki są zauważalnie niższe.

Jedynym realnym beneficjentem emerytalnej dyskryminacji jest grupa kobiet, które mogą liczyć na emeryturę po zmarłym małżonku. Wybiorą wówczas wariant pobierania 100 proc. renty rodzinnej i 15 proc. swojego skromnego świadczenia. Nic dziwnego, że pojawiają się pomysły, by wprowadzić dodatek do emerytury po małżonku umożliwiający częściowe łączenie obu świadczeń.

Większość Polaków chce zrównania wieku emerytalnego — bez podwyżki dla kogokolwiek

Wyrównanie wieku emerytalnego nie mieści się jednak w światopoglądzie większości polityków. Dlaczego? Dotychczasowe badania opinii publicznej sugerują, że Polacy nie akceptują tego rozwiązania. Coś się jednak w tej kwestii zmieniło.

Niedawno „Rzeczpospolita" opublikowała sondaż IBRIS-u, z którego wynika, że 53,8 proc. badanych chce jakiejś formy zrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Żadnych zmian nie chce jedynie 37 proc. respondentów. Różnica jest więc tyleż niespodziewana, co wyraźna.

Jest przy tym coś, co wyróżnia ten konkretny sondaż spośród wcześniejszych badań. IBRIS zapytał Polaków o różne sposoby wyrównania wieku emerytalnego, a nie tylko przedstawił im „domyślne" rozwiązanie w postaci podniesienia go kobietom do 65 lat.

Okazuje się, że 21,9 proc. ankietowanych preferowałoby obniżenie wieku emerytalnego mężczyzn do 60 lat. Niemal 20 proc. badanych popiera „spotkanie się pośrodku" na 63. roku życia. 14 proc. wybrałoby wspomniane już zrównanie wieku emerytalnego do góry.

Premier boi się majstrowania przy wieku emerytalnym

Wyniki przywołanego wyżej badania kontrastują ze świeżym sondażem opublikowanym przez „Wprost", który odnosi się do pomysłu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z Polski 2050. Szefowa tej partii proponowała podniesienie wieku emerytalnego kobietom i obniżenie go nieco mężczyznom.

Biorąc pod uwagę, że chodzić miało o to, „by spotkać się gdzieś pomiędzy 60 a 65, bliżej 65", możemy gdybać, że chodzi o 64 lata. Taka propozycja nie przypadła Polakom do gustu. Wyniki są dokładnie odwrotne względem tego dla „Rzeczpospolitej". 50,9 proc. jest przeciw, 34,2 proc. jest za. Reszta nie ma zdania.

Warto także wspomnieć o wypowiedzi pełnomocnik rządu ds. równości Katarzyny Kotuli dla Radia ZET. Wyjaśniła ona, dlaczego obecny rząd najprawdopodobniej nie wprowadzi absolutnie żadnej zmiany w powszechnym wieku emerytalnym:

To jest gorący, polityczny kartofel. Premier nie wyrazi na to zgody. Zrobił to raz. Miałam taką rozmowę z premierem, […] powiedział, że się sparzył i przegrał przez to wybory.

Podwyżka do 67 lat była racjonalna, ale była też strzałem w stopę

Dodałbym do tego zmęczenie ośmioma latami rządów Platformy Obywatelskiej, fatalne przywództwo premier Ewy Kopacz, wieloletnie zamrożenie płac w budżetówce oraz skuteczną kampanię wizerunkową opozycji. Kluczowe było także wyborcze samobójstwo Lewicy poprzez start w formule koalicji z ośmioprocentowym progiem wyborczym.

Podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat miało w tym jednak spory udział. Nie ma się jednak czego bać, bo przecież w tym wypadku istnieje idealne rozwiązanie, by zjeść ciastko i dalej je mieć. Mam na myśli oczywiście emerytury stażowe.

Panie premierze! Wystarczy wprowadzić lekko zmodyfikowane emerytury stażowe

Cóż to takiego? Chodzi o możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę po przepracowaniu określonej liczby lat. Od lat wprowadzenia emerytur stażowych domagają się związkowcy z NSZZ „Solidarność" na czele. Swoje projekty przygotowuje także klub Lewicy oraz Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Niestety wszystkie te projekty powielają wadę w postaci nierównego wieku uprawniającego dla kobiet i mężczyzn. Gdybyśmy jednak go wyeliminowali, mielibyśmy zrównanie wieku emerytalnego de facto. Już samo skorzystanie z emerytury stażowej bywa zresztą uznawane za potencjalną pułapkę — tym bardziej warto ją tak skonstruować, by nie różnicowała płci.

Nie trzeba by było nikomu nic podwyższać. Nie musielibyśmy w ogóle dotykać się do powszechnego wieku emerytalnego, który pozostawałby bez zmian. Polacy mieliby wybór, z którego systemu chcieliby skorzystać. To konkretne rozwiązanie spełniałoby oczekiwanie ponad połowy społeczeństwa. Tym razem nie ma już żadnych powodów, by podtrzymywać emerytalną dyskryminację.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi