Przemysł w liczbach: więcej optymizmu, więcej długów
Przemysł to kręgosłup polskiej gospodarki – zapewnia pracę 2,7 mln Polaków i odpowiada za ponad jedną piątą PKB kraju. Dlatego kondycja finansowa tego sektora ma znaczenie dla nas wszystkich.
Najnowszy odczyt indeksu PMI na poziomie 49,1 punktu sugeruje lekką poprawę nastrojów – to już piąty miesiąc wzrostów z rzędu. Problem w tym, że optymizm w ankietach nie przekłada się na twarde dane finansowe.
Jeszcze pół roku temu zaległości przemysłu wynosiły 1,27 mld zł. Dziś to już 1,32 mld zł – wzrost o 4% w ciągu zaledwie sześciu miesięcy. Liczba dłużników sięga prawie 23,5 tys. firm, a rekordzista jest winien wierzycielom aż 13,8 mln zł.
Co szczególnie niepokojące, przeciętne zadłużenie jednej firmy wynosi 56,5 tys. zł – więcej niż w czasie pandemii COVID-19. To pokazuje, że problemem sektora nie jest dziś brak zamówień, lecz utrzymanie płynności finansowej.
Zatory płatnicze – piasek w trybach gospodarki
Skąd biorą się te problemy? Odpowiedź brzmi: zatory płatnicze. Firmy przemysłowe funkcjonują w długich cyklach produkcyjnych i z dużym wyprzedzeniem finansują materiały oraz komponenty. Gdy odbiorcy opóźniają płatności, pieniądz przestaje krążyć, a zatory szybko rozlewają się po całym łańcuchu dostaw.
Jak komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów: coraz powszechniejsze staje się wydłużanie terminów płatności nawet do 60 dni, co w praktyce oznacza kredytowanie kontrahentów przez dostawców.
Ten efekt domina widoczny jest w statystykach restrukturyzacji. Do końca września br. odnotowano 581 postępowań restrukturyzacyjnych w przetwórstwie przemysłowym – w tym samym okresie poprzedniego roku było ich tylko 469. Sektor mierzy się też z redukcjami etatów – w październiku liczba pracowników spadła o 2,9 tys., najwięcej spośród wszystkich branż.
Jednoosobowe firmy pod największą presją
W najtrudniejszej sytuacji znajdują się jednoosobowe działalności gospodarcze. Odpowiadają za 580,6 mln zł zadłużenia, czyli ponad 40% całej kwoty. W ciągu roku ich zaległości wzrosły o blisko 80 mln zł.
JDG-i stanowią też ponad połowę wszystkich zadłużonych podmiotów w przemyśle – prawie 13,2 tys. firm. Przeciętne zobowiązanie takiego przedsiębiorcy wynosi 44 tys. zł, a rekordzista zalega na 8,4 mln zł.
Dlaczego akurat najmniejsze firmy są najbardziej narażone? Powodów jest kilka: ograniczony dostęp do finansowania zewnętrznego, mniejsza siła negocjacyjna wobec dużych kontrahentów i brak rezerw finansowych pozwalających przetrwać okresy zatorów płatniczych.
Które branże cierpią najbardziej?
Struktura zadłużenia w zależności od rodzaju działalności pokazuje, gdzie problemy są najpoważniejsze:
Producenci wyrobów metalowych – niemal 115 mln zł zaległości. Choć sama produkcja elementów metalowych nie jest tak energochłonna jak hutnictwo, branża silnie odczuwa skutki wysokich cen energii pośrednio. Droższa energia podnosi ceny stali i aluminium, co zwiększa koszty materiałowe i skalę zamrożonego kapitału.
Przetwórstwo spożywcze – 72,7 mln zł długów. Oprócz rosnących cen energii i wysokich kosztów pracy, dodatkowym problemem jest presja ze strony sieci handlowych, które negocjują jak najniższe ceny. Mali producenci są często zmuszeni zaakceptować niekorzystne warunki, bo alternatywą jest utrata kontraktu.
Naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn – 63,3 mln zł zaległości. Firmy z tego segmentu muszą inwestować w nowe technologie i specjalistów, by utrzymać konkurencyjność, ale dla jednoosobowych działalności pozyskanie finansowania na takie cele bywa barierą nie do przejścia.
Komu winne są jednoosobowe firmy?
Najwyższą kwotę JDG-i muszą oddać instytucjom finansowym – 416,3 mln zł. Chodzi o banki, firmy leasingowe, ubezpieczeniowe i zajmujące się zarządzaniem wierzytelnościami.
Na dalszych miejscach znajdują się: handel (36,5 mln zł), energetyka (35 mln zł) oraz samo przetwórstwo przemysłowe (32,7 mln zł). Ten ostatni element pokazuje, jak zatory płatnicze krążą wewnątrz sektora – firmy przemysłowe nie płacą innym firmom przemysłowym.
Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy, podkreśla: w branży opartej o łańcuchy dostaw brak terminowych płatności to jak piasek w trybach. Ogranicza możliwość zakupu surowców, prowadzi do przestojów produkcyjnych i podkopuje zaufanie w relacjach biznesowych.
Z badania „Zaufanie w biznesie" wynika, że 37% przedsiębiorstw produkcyjnych traci zaufanie do kontrahenta już po tygodniowym opóźnieniu w płatnościach.
Mapa problemów – gdzie jest najgorzej?
Geograficzny rozkład zadłużenia odzwierciedla strukturę polskiego przemysłu:
Mazowieckie – 89,2 mln zł długów (niemal 1,8 tys. firm) Śląskie – ponad 69 mln zł Dolnośląskie – 63,7 mln zł
W znacznie lepszej sytuacji są firmy z województw opolskiego i podlaskiego, gdzie łączne zobowiązania sięgają zaledwie 9 mln zł. Tuż za nimi plasuje się świętokrzyskie z 12,7 mln zł długu.
Różnice wynikają ze skali działalności. W regionach o silnie rozwiniętym przemyśle firmy realizują kosztowne projekty, co naturalnie zwiększa zarówno poziom zobowiązań, jak i ryzyko szybkiego narastania zadłużenia przy pogorszeniu płynności.
Co robić, gdy kontrahent nie płaci?
Eksperci są zgodni – największym błędem jest brak reakcji na zaległości finansowe w przekonaniu, że „klient w końcu zapłaci". W przemyśle, przy długich cyklach realizacji, zwłoka o kilka tygodni potrafi zamienić się w wielomiesięczny problem.
Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, radzi: małym firmom potrzebna jest odwaga do rozmowy z kontrahentami o warunkach współpracy. Jeśli klient wymusza 60-dniowy termin zapłaty i jeszcze spóźnia się z płatnością, to ryzyko powinno być wkalkulowane w cenę.
Dostępne narzędzia to m.in. monitoring należności, faktoring czy ubezpieczenie należności. W obecnych realiach wygrywają nie ci, którzy mają najwięcej zleceń, tylko ci, którzy najszybciej zamieniają je na gotówkę.
Perspektywy – czy będzie lepiej?
Rosnący indeks PMI daje nadzieję na poprawę koniunktury, ale eksperci ostrzegają przed przedwczesnym optymizmem. Przemysł wciąż balansuje na granicy recesji – indeks nie przekroczył jeszcze poziomu 50 punktów, który oznaczałby faktyczny wzrost.
Kluczowe będą najbliższe miesiące. Jeśli poprawa nastrojów przełoży się na rzeczywisty wzrost zamówień i – co ważniejsze – terminowe płatności, sytuacja może się ustabilizować. Jeśli jednak firmy będą nadal odkładać płatności w obawie przed pogorszeniem własnej płynności, spirala zadłużenia może się dalej nakręcać.
Dla jednoosobowych działalności gospodarczych stawka jest szczególnie wysoka. W przeciwieństwie do większych podmiotów, nie mają one bufora finansowego pozwalającego przetrwać trudniejsze okresy. Każdy nieopłacony faktura to dla nich realne zagrożenie dla dalszego funkcjonowania.
Obserwuj nas w Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Obserwuj