1. Home -
  2. Edukacja -
  3. Jeśli posyłasz chore dziecko do przedszkola, to uważaj. Opiekun ma związane ręce, ale sąd już nie

Jeśli posyłasz chore dziecko do przedszkola, to uważaj. Opiekun ma związane ręce, ale sąd już nie

Wielu rodziców myśli, że posłanie przeziębionego dziecka do przedszkola to co najwyżej nietakt wobec innych. Są w błędzie. Choć nauczyciele często mają związane ręce i nie mogą odmówić przyjęcia malucha, polskie prawo przewiduje drastyczne konsekwencje dla opiekunów, którzy uporczywie narażają zdrowie grupy. W skrajnych przypadkach sprawa może trafić do sądu rodzinnego, a ten ma narzędzia, o których większość rodziców woli nie myśleć. 

Rodzice zdrowych dzieci są wściekli, a dyrektorzy i wychowawczynie mają związane ręce. W przypadku przedszkola publicznego dobro grupy nie jest bowiem z automatu stawiane przez prawo wyżej niż dobro jednostki.

Nauczyciel nie może odmówić przyjęcia zakatarzonego dziecka

W odniesieniu do publicznych przedszkoli nie ma przepisów pozwalających na odesłanie rodzica wraz z chorym dzieckiem do domu. Publiczne przedszkola są wszakże pozbawione mechanizmów działających w niepublicznych. W tych drugich działających na podstawie umów o świadczenie usług opiekuńczo-dydaktyczno-wychowawczych zwykle jest większa swoboda z uwagi na możliwość ustalenia restrykcyjnych zasad przyjmowania dzieci. Co prawda, w statucie przedszkola publicznego też mogą znaleźć się tego typu zapisy, ale nauczyciela nie wyposaża się w narzędzia, którymi zweryfikuje on stan zdrowia podopiecznego. Rozpoznanie choroby powinno być bowiem udokumentowane przez lekarza.

Mimo że zgodnie z art. 68 ust. 1 pkt 6 Prawa oświatowego dyrektor przedszkola ma obowiązek wykonywania zadań związanych z zapewnieniem bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć, to akurat w przypadku chorób bywa bezradny. Opiekunowie nie mogą nie przyjąć dziecka i podobnie nie mogą samodzielnie podać mu nawet najprostszych leków przeciwgorączkowych czy przeciwbólowych. Zawsze najbezpieczniejszym zarówno dla nauczyciela, jak i dyrektora rozwiązaniem pozostaje stały kontakt z rodzicem, a nie działanie na własną rękę chociażby z pomiarem temperatury. Jeśli rodzic nie odbiera telefonu, kolejnym krokiem jest skorzystanie z pomocy pielęgniarki lub wezwanie pogotowia, po wcześniejszym odseparowaniu chorego dziecka od grupy.

Skoro nie można wprost odmówić przyjęcia chorego dziecka, to co można zrobić? Pozostaje informować dorosłych o konsekwencjach przyprowadzania chorego potomstwa i mieć nadzieję, że posłuchają. Jeśli nie od razu to do nich trafi, to może wreszcie za trzecim, piątym czy dziesiątym razem. Edukacja powinna być konsekwentna i oparta na partnerskim dialogu. Warto podkreślać, że przedszkole nie działa przeciw rodzicom, ale dla dobra wszystkich – łącznie z chorym dzieckiem, które w domu szybciej wróci do zdrowia.

Lekkomyślny rodzic wcale nie jest bezkarny

Jeśli sytuacja, w której dziecko trafia do przedszkola wyraźnie chore, powtarza się, sprawa trafi w końcu do sądu, na mocy art. 109 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Sąd w skrajnych przypadkach ograniczy lub odbierze władzę rodzicielską.

Rodzic, którego dziecko zostało narażone na chorobę przez innego malucha, może czuć frustrację, ale w praktyce trudno jest udowodnić winę. Uzyskanie rekompensaty za doprowadzenie do rozprzestrzenienia choroby jest więc niemal niewykonalne, ale zwykle już ostrzeżenie o chęci oddania sprawy w ręce sądu bywa skutecznym narzędziem wobec człowieka ignorującego infekcję i unikającego leczenia chorej pociechy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi