1. Bezprawnik -
  2. Nieruchomości -
  3. Deweloper wyrwał stuletnie dęby bez pozwolenia. Nie wpuścił nawet policji

Deweloper wyrwał stuletnie dęby bez pozwolenia. Nie wpuścił nawet policji

Deweloperzy w naszym pięknym kraju zdają się nietykalni. Nie ma chyba tygodnia, aby media nie donosiły o podejrzanych przetargach, kontrowersyjnych inwestycjach czy działaniach stojących na bakier z obowiązującym prawem. Ostatnie wydarzenia z Nowego Dworu Mazowieckiego to tylko jeden z wielu przykładów.

„Nie" burmistrza nie robi na deweloperze żadnego wrażenia

Co prawda w ostatnich dniach nieco przycichło na ten temat – głównie ze względu na napięte relacje na linii Polska-Ukraina – ale mam nadzieję, że nie zostanie on całkowicie zapomniany, a winny będzie ukarany. Mowa o deweloperze z Nowego Dworu Mazowieckiego, który usunął stuletnie dęby z terenów swojej inwestycji, o czym m.in. donosi uwaga.tvn.pl.

Jak możemy przeczytać, przed wielką inwestycją dewelopera, okolica była bardzo atrakcyjna i miła dla oka, o czym mówi cytowany pan Maciej:

Nam bardzo spodobała się kameralna zabudowa osiedla. Pięknie zagospodarowane były miejsca rekreacyjne. Dzieciaki spędzały całe lato na osiedlowym placu zabaw, położonym w cieniu ponad 100-letnich dębów. Dużo zieleni, dużo

Pan Maciej mieszka w budynku postawionym przez dewelopera, który zaraz obok postanowił zbudować 7-piętrowy apartamentowiec. W tym celu zlikwidował m.in. osiedlowy plac zabaw, a następnie wziął się za zieleń, wycinając stuletnie dęby. Tym samym zmienił całą okolicę w betonową pustynię, a przecież jego klienci z pierwszej inwestycji byli zachęcani piękną, spokojną okolicą. Jestem ciekaw, czy gdyby znali plany dewelopera na kolejne lata, to czy zdecydowaliby się na zakup swoich mieszkań. Ja na ich miejscu byłbym wściekły. Swoją drogą to właśnie przez takie praktyki szykowane są kolejne zmiany w mieszkaniach od deweloperów, które mają wymusić na inwestorach m.in. place zabaw z prawdziwego zdarzenia i więcej zieleni.

W tym wszystkich najbardziej szokujące jest jednak to, że deweloper czuje się na swoim placu budowy niczym cesarz, który może sobie pozwolić na dosłownie wszystko, również na ścięcie drzew bez pozwolenia.

Państwo w państwie – deweloper robi co chce

A nawet nie tyle ścięcie, a ich wyrwanie z korzeniami przez ciężki sprzęt. Okoliczni mieszkańcy są oburzeni – ten sam deweloper, który sprzedał im mieszkania w atrakcyjnej wcześniej okolicy, zrównuje wszystko wokół z ziemią. Nie dość, że w czasie lęgowym (ponoć drzewa były całkowicie zdrowe, a na ich konarach gniazdowało wiele par ptaków), to jeszcze przed uzyskaniem oficjalnego pozwolenia na wycinkę.

Taki wniosek został złożony przez dewelopera, ale nikt w urzędzie miasta nie zdążył podjąć jakiejkolwiek decyzji, a deweloper i tak usunął wiekowe drzewa. Do kolejnej oburzającej sytuacji doszło już po ich wycięciu. Uwaga TVN cytuje Sebastiana Sosińskiego, burmistrza Nowego Dworu Mazowieckiego:

Moi współpracownicy niezwłocznie udali się na miejsce. Okazało się, że deweloper zabarykadował bramę i nie wpuścił mojej współpracowniczki. Została wezwana straż miejska, która również nie została wpuszczona na teren budowy, powiadomiona została także policja, która również nie została wpuszczona

I tak to jest w tym kraju. Deweloper robi co chce, a skoro nie może tu pomóc ani urzędnik, ani straż miejska czy nawet policja, to co dopiero „zwykły Kowalski". Deweloper zasłania się uzyskaną przez swojego dendrologa opinią mówiącą o tym, że drzewa te były w kiepskiej kondycji. Nic dziwnego, że coraz częściej mówi się o tym, by wziąć deweloperów pod lupę państwa – choć na razie głównie w kontekście jawności cen mieszkań.

Tymczasem miasto wykonało wcześniej własną inspekcję (jeszcze przed ich zniszczeniem), gdzie stwierdzono, że dęby są całkowicie zdrowe. Inwestor usłyszał od władz miasta, że cała procedura zostanie przedłużona o 30 dni, a ostateczną opinię wyda powołany biegły sądowy. Nigdy do tego jednak nie doszło, bo deweloper postanowił pozbyć się drzew na własną rękę.

Polska betonozą stoi

Każdy szary obywatel, który ściąłby nielegalnie (tzn. bez pozwolenia) drzewo na swojej własnej działce, musiałby liczyć się z drastycznymi karami finansowymi – a przecież legalna wycinka drzewa to procedura stosunkowo prosta. W Polsce obowiązuje stawka za każdy centymetr obwodu pnia, mierzonego na wysokości 130 cm (tzw. pierśnica), a jej ostateczna wysokość zależy od gabarytów oraz konkretnego gatunku drzewa. I to pomimo tego, że kilka lat temu ustawodawca wprowadził niższe kary za samowolną wycinkę drzew, obniżając ich podstawę z trzykrotności do dwukrotności standardowej opłaty.

Kara śmiesznie niska wobec milionowych zysków z inwestycji

Tak się składa, że dąb należy do najcenniejszych, a więc najdroższych drzew, jeśli chodzi o kary. Te szacowane są w tym przypadku na około 120 000 złotych, a wiadomo już, że burmistrz Sosiński złożył na dewelopera zawiadomienie do prokuratury. Sam zauważa, że kara ta jest śmiesznie niska wobec spodziewanych kilkunastu milionów złotych zysku z nowej inwestycji.

Na osiedlu w Nowym Dworze Mazowieckim nie ma już placu zabaw, ładnych dębów, cienia, ptaków, będzie za to 7-piętrowy apartamentowiec. Kolejny przykład na to, że betonoza w polskich miastach ma się świetnie – i to nie tylko za sprawą włodarzy betonujących rynki, ale też deweloperów, dla których każde drzewo to przeszkoda na drodze do zysku.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover