1. Bezprawnik -
  2. Podatki -
  3. Domański obiecuje waloryzację progów podatkowych co roku. Ale jest coś, o czym nie mówi

Domański obiecuje waloryzację progów podatkowych co roku. Ale jest coś, o czym nie mówi

Andrzej Domański zapowiedział, że chciałby podnosić progi podatkowe w każdym kolejnym roku, również w 2028 r. Skala podatkowa nie jest jednak indeksowana automatycznie — kwoty progów wpisano wprost do ustawy o PIT i bez osobnej nowelizacji nie zmienią się o złotówkę.

Coroczna waloryzacja progów to na razie tylko zapowiedź

W niektórych przypadkach limity i różne progi (np. uprawniające do skorzystania z konkretnych ulg) są regularnie waloryzowane. Na przykład limity składek ZUS, podstawa małego ZUS-u czy próg przychodów decydujący o statusie małego podatnika są powiązane ze wskaźnikami — odpowiednio z prognozowanym wynagrodzeniem i kursem euro. Progi w skali podatkowej są ustalone na innych zasadach; art. 27 ust. 1 ustawy o PIT podaje konkretne kwoty i nie odsyła do żadnego wskaźnika. Zapowiedź corocznej waloryzacji oznacza więc — jak można się domyślać — osobny projekt ustawy przed każdym rokiem podatkowym.

Cztery lata bez zmiany progu podatkowego

Progi podatkowe w Polsce zmieniano rzadko, a jak wygląda to w praktyce, pokazują ostatnie cztery lata. Próg 120 tys. zł obowiązuje od 2022 r. i przez ten czas nie został zmieniony, choć wynagrodzenia rosły o kilka procent rocznie. Dochód 120 tys. zł odpowiada mniej więcej 11,9 tys. zł pensji brutto miesięcznie, a przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw wyniosła w pierwszym półroczu 2026 r. 9337 zł. Wyższa stawka, która w domyśle była kiedyś osiągana przez najlepiej zarabiających, obejmuje dziś zwykłych etatowców w większych miastach.

Ile maksymalnie będzie można zyskać na reformie? Wielu Polaków się rozczaruje

Maksymalna korzyść wyniesie 3,6 tys. zł w skali roku. Dziesięć tysięcy złotych dochodu (próg ma wzrosnąć ze 120 do 130 tys. zł), opodatkowane dziś stawką 32 proc., a po zmianie stawką 12 proc., daje 2 tys. zł oszczędności. Kolejne 20 tys. zł (licząc od 130 tys. zł do 150 tys. zł), objęte nową stawką 24 proc. zamiast 32 proc., daje kolejne 1,6 tys. zł oszczędności.

To jednak oznacza, że pełną kwotę zobaczy wyłącznie osoba, która osiąga dochód w wysokości co najmniej 150 tys. zł rocznie, czyli — jak wyliczają eksperci cytowani przez „Rzeczpospolitą" — mniej więcej 14,8 tys. zł brutto miesięcznie. Przy dochodzie równym 130 tys. zł korzyść spada do 2 tys. zł, a poniżej progu nie ma jej wcale. Uwagę zwraca przy tym rozbieżność, której na razie nikt nie wyjaśnił: rząd mówi o 3,5 mln beneficjentów, podczas gdy w drugim progu rozlicza się według oficjalnych danych 2,4 mln osób.

Kto zapłaci za wyższy próg? CIT, danina solidarnościowa i limit ryczałtu

O ile strona kosztowa pakietu jest opisana szczegółowo, o tyle o źródłach jego finansowania mówi się znacznie mniej — a to one przesądzają, kto za zmianę zapłaci. Stawka CIT ma wzrosnąć z 19 do 22 proc.; objęłaby podmioty o rocznych przychodach przekraczających 50 mln euro, a więc największych płatników CIT. W górę, z 4 do 5 proc., poszłaby też danina solidarnościowa od przedsiębiorcy i od etatowca. Limit przychodów uprawniający do ryczałtu spadłby z 2 mln euro do 250 tys. euro, a więc do mniej więcej 1 mln zł.

Nowy limit ryczałtu dotknie wąskiej grupy, ale uderzy szybko

Ta ostatnia zmiana bywa przedstawiana jako problem 2,1 mln ryczałtowców i jest to ujęcie mylące; nowy pułap dotknie tylko tych, którzy go przekraczają, a więc wąskiej części grupy. Reakcja tych podatników będzie natomiast szybka, bo utrata prawa do opodatkowania ryczałtem oznacza przejście na skalę albo podatek liniowy i przebudowę całego rozliczenia. Sama kwota limitu nie jest przy tym stała — ustawa nakazuje przeliczać ją po średnim kursie euro z pierwszego dnia roboczego października roku poprzedzającego.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover