1. Bezprawnik -
  2. Gospodarka -
  3. Dacia Sandero za 30 tys. zł to już historia. Euro 7 dołoży kolejne tysiące

Dacia Sandero za 30 tys. zł to już historia. Euro 7 dołoży kolejne tysiące

Nowe samochody w Europie już od kilku lat systematycznie drożeją. Auto, które jeszcze dekadę temu było symbolem taniej motoryzacji, dziś kosztuje dwa razy więcej. W segmencie premium wzrosty również są wyraźne. Teraz kierowców czeka kolejna zmiana. Od końca listopada 2026 r. norma Euro 7 zacznie obowiązywać dla nowych typów samochodów osobowych i dostawczych, a od 29 listopada 2027 r. obejmie wszystkie nowe pojazdy tych kategorii. Pytanie jest więc proste: ile będzie kosztował samochód po wejściu Euro 7?

Piotr Janus10.09.2026 13:58
Gospodarka

Euro 7 to nie tylko spaliny z rury wydechowej

Nowa norma nie sprowadza się wyłącznie do dalszego ograniczania emisji pochodzących z silnika. Przepisy wprowadzają również wymagania dotyczące emisji cząstek z hamulców, zużywania opon, trwałości baterii w samochodach elektrycznych i hybrydach plug-in oraz trwałości całego układu napędowego. W przypadku samochodów osobowych ostateczna wersja regulacji została złagodzona w stosunku do pierwotnych propozycji Komisji Europejskiej. Nie oznacza to jednak, że producenci nie poniosą dodatkowych kosztów. Muszą dostosować konstrukcję, przeprowadzić badania, testy i homologację.

I właśnie tutaj pojawia się problem dla klientów.

Koszt dostosowania auta: 2 tys. euro czy 450 euro?

Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów ACEA wskazywało, że bezpośredni koszt dostosowania samochodu osobowego z silnikiem spalinowym do Euro 7 może wynosić około 2 tys. euro, podczas gdy Komisja Europejska wcześniej szacowała go na 180–450 euro. Są to koszty produkcyjne, a nie kwota, która automatycznie zostanie doliczona do ceny auta. Nie można więc z całą pewnością napisać, że każde auto zdrożeje dokładnie o 2 tys. euro. Natomiast patrząc na rozbieżność w kalkulacjach urzędników unijnych i przedstawicieli producentów, można spodziewać się znaczącego wzrostu ceny samochodów. Warto dodać, że w ostatnich miesiącach Unia łagodziła też harmonogram, przez co samochody spalinowe zdrożeją później, niż początkowo ostrzegali eksperci — ale podwyżek to nie odwoła.

Małe auta spalinowe mogą zniknąć z rynku

Problem dostrzega również polska branża motoryzacyjna. Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, już wcześniej ostrzegał, że Euro 7 może szczególnie mocno uderzyć w segment małych samochodów spalinowych.

„Nowe napędy i norma emisji Euro 7 (...) spowodują na pewno wzrost ceny samochodów spalinowych i prawdopodobne wycofanie się producentów z wytwarzania małych samochodów spalinowych” – mówił Faryś.

Jego zdaniem dostosowanie małych modeli do nowych wymagań może wymagać inwestycji, które sprawią, że ich produkcja przestanie być opłacalna. To zresztą szerszy trend — presja regulacyjna sprawia, że europejskie samochody tracą na konkurencyjności wobec tańszych aut spoza kontynentu.

Wydaje się to szczególnie istotna uwaga dla dużej części Polaków. Największym problemem nie jest bowiem to, że samochód premium za 300 tys. zł podrożeje o kilka tysięcy. Znacznie większe znaczenie ma to, co stanie się z samochodami kosztującymi 60–80 tys. zł. Jeżeli najtańsze modele będą znikać z rynku, kierowcy będą mieli coraz mniejszy wybór.

Dacia Sandero: z 30 tys. zł do ponad 60 tys. zł

Dobrym przykładem jest popularna Dacia Sandero. W 2015 r. podstawowa wersja tego modelu kosztowała 29 900 zł. Dziś katalogowa cena podstawowego Sandero wynosi 63 900 zł. Producent oferuje wprawdzie rabaty finansowe, ale cena katalogowa pozostaje punktem odniesienia. Oznacza to wzrost ceny katalogowej o około 34 tys. zł, czyli ponad 110 proc. Nie bez powodu Sandero od lat trafia do zestawień, w których samochody najtańsze w utrzymaniu grają pierwsze skrzypce.

Oczywiście dzisiejszy samochód jest znacznie bardziej wyposażony, ma więcej systemów bezpieczeństwa, elektronikę i nowocześniejszy silnik. Nie jest to więc porównanie dwóch identycznych produktów. Pokazuje jednak skalę zmiany — nawet najtańszy nowy samochód przestał być naprawdę tani.

A teraz do tej ceny dochodzi Euro 7.

Ile Euro 7 może dołożyć do ceny Sandero?

Przyjmijmy czysto symulacyjnie trzy scenariusze:

  • przy podwyżce o 1 proc. – około 640 zł,
  • przy 2 proc. – około 1280 zł,
  • przy 3 proc. – około 1920 zł.

Nie są to prognozy cennika Dacii, a jedynie zobrazowanie tego, że nawet niewielki procent przekłada się na konkretną kwotę. Jeżeli jednak część branżowych szacunków dotyczących kosztów Euro 7 zostałaby w większym stopniu przeniesiona na klienta, podwyżka mogłaby być jeszcze większa.

Segment premium też nie ucieknie od podwyżek

Jeszcze ciekawiej wygląda sytuacja w segmencie premium. Weźmy BMW serii 5. W 2020 r. BMW 520i kosztowało 216 800 zł brutto. Dziś podstawowe BMW serii 5 można znaleźć w cenie około 255 tys. zł, a oficjalny konfigurator BMW pokazuje dla serii 5 ceny zaczynające się od 307 500 zł dla dostępnych obecnie wersji plug-in hybrid. Dla zachowania porównywalności można przyjąć dzisiejszą cenę około 255 tys. zł dla podstawowego sedana 520i. Oznacza to, że względem 2020 r. cena wzrosła o około 38 tys. zł, czyli blisko 18 proc.

Jeżeli Euro 7 przełożyłoby się na kolejne:

  • 1 proc. – około 2550 zł,
  • 2 proc. – około 5100 zł,
  • 3 proc. – około 7650 zł.

Dla klienta kupującego samochód za ćwierć miliona złotych nie jest to może kwota decydująca o zakupie. Natomiast w przypadku małych, tanich samochodów problem robi się największy. Koszt dodania zaawansowanego czujnika, radaru czy filtra spalin jest taki sam dla małej Dacii, jak i dla wielkiego, drogiego SUV-a premium (Mercedesa czy BMW). Jednak w drogim aucie ten koszt stanowi ułamek procenta ceny, a w małym aucie drastycznie winduje cenę końcową i uderza w kieszeń najmniej zamożnych klientów. Często dla takich osób, szukających najtańszego nowego auta, dodatkowy tysiąc czy dwa tysiące złotych może przesądzić o tym, czy w ogóle stać ją na nowy samochód.

Droższe auta, coraz starszy park samochodowy

I tutaj pojawia się największy paradoks. Unia Europejska chce ograniczać emisje i przyspieszać wymianę samochodów na nowsze. Jednocześnie kolejne regulacje zwiększają koszty produkcji i powodują, że nowe auta są coraz droższe. ACEA ostrzegała, że średni wzrost ceny nowego samochodu związany z Euro 7 może sięgnąć około 2 tys. euro. Organizacja zwracała przy tym uwagę, że wyższe ceny mogą skłaniać kierowców do dłuższego użytkowania starych samochodów.

Właśnie to może być największym problemem. Kierowca, którego nie stać na nowe auto, nie przesiądzie się automatycznie do elektryka. Najczęściej kupi samochód używany albo pozostanie przy obecnym. Trzeba też pamiętać, że sama cena z salonu to dopiero początek — realny koszt utrzymania samochodu obejmuje jeszcze ubezpieczenie, serwis, paliwo i utratę wartości. W efekcie polityka mająca poprawić jakość powietrza może mieć uboczny skutek w postaci starzenia się parku samochodowego.

Nie tylko kierowcy zapłacą — rachunek za śmieciarki trafi do wszystkich

Euro 7 nie oznacza, że wszystkie samochody od razu zdrożeją o 2 tys. euro. Producenci mają różne konstrukcje, różne koszty dostosowania i różne strategie cenowe. Część wydatków mogą wziąć na siebie, część przerzucić na klientów. Jedno jest jednak pewne: samochód jest dziś znacznie droższy niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. A wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze droższy. Euro 7 w założeniach ma sprawić, że samochody będą emitować mniej spalin. Pytanie tylko, czy przy okazji nie sprawi, że nowe samochody staną się dobrem luksusowym, dostępnym dla coraz mniejszej części społeczeństwa.

Na zakończenie warto wskazać na szersze tło wprowadzanych przepisów. Koszt nowych regulacji nie musi niestety kończyć się jedynie na właścicielach samochodów. Jeżeli droższe pojazdy będą musiały kupować również firmy, rachunek ostatecznie może trafić do każdego z nas. Dobrym przykładem jest branża komunalna. W przetargach na odbiór odpadów samorządy określają wymagania dotyczące floty wykonawcy i najczęściej zamieszczają w specyfikacji wymogi dotyczące śmieciarek spełniających najwyższe normy (obecnie to Euro 6).

Co zrobi firma komunalna, jeżeli aby zdobyć kontrakt będzie musiała wymienić część floty na znacznie droższe pojazdy z normą Euro 7? Szczególnie że już w ubiegłym roku ceny nowych aut — jak wskazują wyniki przetargu w Sławnie — osiągnęły za fabrycznie nową śmieciarkę spełniającą tylko normę Euro 6 około 1,66 mln zł brutto.

Koszt zakupu, leasingu, finansowania i utrzymania floty nowych śmieciarek nie zniknie. Ostatecznie przedsiębiorca będzie musiał uwzględnić go w cenie swojej usługi. A tę cenę zapłaci mieszkaniec w rachunku za odbiór odpadów albo samorząd, który będzie musiał przeznaczyć na usługę więcej pieniędzy z budżetu. To ten sam mechanizm, który już dziś napędza opłaty za wywóz śmieci w kolejnych gminach. Pokazuje to szerszy kontekst wprowadzanych regulacji: mogą one pośrednio podnosić ceny usług, które z motoryzacją pozornie nie mają nic wspólnego. Podobny mechanizm może dotyczyć transportu, dostaw, usług technicznych czy firm budowlanych.

Jeżeli więc jednocześnie drożeją samochody prywatne, pojazdy firmowe i koszty energii, kolejne regulacje mogą działać jak domino. Najpierw płaci producent, potem przedsiębiorca, a na końcu rachunek trafia do konsumenta.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover