1. Bezprawnik -
  2. Zdrowie -
  3. Rezygnacja z sanatorium bez powodu ma słono kosztować. Możliwy nawet rok karencji

Rezygnacja z sanatorium bez powodu ma słono kosztować. Możliwy nawet rok karencji

Kiedy mowa o kolejkach do sanatoriów, myślimy zwykle o zbyt małej liczbie miejsc i o pieniądzach, których brakuje w NFZ. Tymczasem część turnusów co miesiąc po prostu przepada, bo pacjent z przyznanym skierowaniem nie zjawia się w uzdrowisku. Po rozłożeniu danych NFZ na miesiące wychodzi 12,6 mln zł — o około 180 proc. więcej niż w dwóch poprzednich latach. Ministerstwo Zdrowia chce zmian.

Niedojazdy kosztują NFZ więcej, niż mogłoby się wydawać. To nawet ok. 13 mln zł miesięcznie

W latach 2024–2025 wartość tzw. niedojazdów wyniosła łącznie 108 mln zł. To dwadzieścia cztery miesiące, więc po podzieleniu wychodzi mniej więcej 4,5 mln zł miesięcznie.

Za sześć pierwszych miesięcy 2026 r. Fundusz podaje już 75,5 mln zł. Po podzieleniu daje to już blisko 12,6 mln zł miesięcznie, czyli o około 180 proc. więcej niż w poprzednich dwóch latach. Gdyby to tempo utrzymało się do grudnia, cały rok zamknąłby się kwotą w okolicach 150 mln zł.

Skąd taki wzrost? Z samych danych tego nie wyczytamy

Trzeba uczciwie przyznać, że tak gwałtownej różnicy nie da się wytłumaczyć wyłącznie tym, że pacjenci nagle zaczęli masowo rezygnować. Część wzrostu może wynikać z wyższej wyceny świadczeń uzdrowiskowych, część ze zmiany sposobu liczenia, a część z większej liczby wystawionych skierowań. W tle są też wyższe koszty pobytu w sanatorium, które odczuwają sami kuracjusze.

Przy wycenie pojedynczego turnusu w przedziale 3–5 tys. zł kwota 150 mln zł odpowiada mniej więcej 30–50 tys. niewykorzystanych pobytów rocznie. To nie jest skala, którą da się nadrobić dzwonieniem po pacjentach z listy rezerwowej w dniu rozpoczęcia turnusu. Doraźne rozwiązania — jak pobyt last minute w sanatorium na NFZ w 2026 r. — łatają tylko część tej luki.

Fundusz i uzdrowiska tracą co innego. Jedni pieniądze, drudzy kolejkę

Warto zauważyć, że słowo „strata” znaczy tu coś zupełnie innego po każdej ze stron.

Fundusz rozlicza wyłącznie zrealizowane turnusy, więc pieniądze za pusty pokój nie wychodzą z jego budżetu. Jego kosztem jest przepustowość: miejsce, które przepadło, nikomu nie skróciło kolejki, a kolejki do sanatorium są tym, na co pacjenci narzekają najgłośniej.

Po drugiej stronie sytuacja wygląda odwrotnie. Placówka przygotowała pokój, ułożyła grafik personelu i zamówiła wyżywienie, ale nie otrzyma za to pieniędzy. Samo Uzdrowisko Busko-Zdrój podaje, że w latach 2023–2026 straciło z tego powodu ponad 3,4 mln zł, czyli średnio około miliona złotych rocznie.

Co na to ministerstwo? Zmiany będą, ale niekoniecznie takie, jakich wszyscy oczekują

Zapowiadana od lat reforma lecznictwa uzdrowiskowego na razie sprowadza się do zmian w formularzu.

Zgodnie z informacjami „Rynku Zdrowia” w druku, na którym wystawia się skierowanie do sanatorium, miałyby pojawić się dane kontaktowe pacjenta: telefon oraz, o ile taki posiada, adres poczty elektronicznej. Brzmi banalnie, ale akurat to ma sens — dziś zdarza się, że o rezygnacji placówka dowiaduje się w dniu rozpoczęcia turnusu albo nie dowiaduje się wcale, bo nie ma jak się z nikim skontaktować.

Obok danych kontaktowych miałaby się znaleźć adnotacja o karencji, czyli o okresowym pozbawieniu prawa do ubiegania się o leczenie uzdrowiskowe po rezygnacji bez uzasadnienia. W dyskusji nad problemem zgłoszono postulat, by taka karencja trwała dwanaście miesięcy, o czym pisał „Dziennik Gazeta Prawna”; nie wiadomo jednak, czy rozwiązanie to znalazło się w projekcie. Można się domyślać, że sama rubryka ma sens dopiero wtedy, gdy karencja zostanie gdzieś realnie zapisana — pole w formularzu niczego nie sankcjonuje.

Nie da się też ukryć, że czasowe odebranie pacjentowi prawa do wnioskowania o świadczenie to materia, którą trudno uregulować na poziomie rozporządzenia. Kwestia podstawy prawnej takiej sankcji powinna wyjaśnić się w konsultacjach.

Przepisy mają zacząć obowiązywać do końca 2026 roku

Elżbieta Mianowska-Komza, reprezentująca resortowy Departament Lecznictwa, poinformowała podczas posiedzenia zespołów zajmujących się lecznictwem uzdrowiskowym, że wstępna wersja rozporządzenia jest już opracowana — wraz z uzasadnieniem oraz oceną skutków regulacji — i przechodzi uzgodnienia wewnętrzne. Kolejnym krokiem miałyby być konsultacje publiczne, a przy sprawnie prowadzonej legislacji przepisy weszłyby w życie do końca 2026 r.

Dopóki projekt nie zostanie opublikowany, trudno ocenić, czy narzędzie odpowiada skali zjawiska. Same dane kontaktowe raczej nie zatrzymają wzrostu, który widać w liczbach Funduszu; z drugiej strony nawet skuteczne odwoływanie turnusów z kilkudniowym wyprzedzeniem pozwoliłoby uzdrowiskom obsadzić część miejsc. Pierwszym momentem, w którym da się sprawdzić, czy karencja rzeczywiście trafiła do projektu, będzie jego publikacja w wykazie prac legislacyjnych.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover