1. Bezprawnik -
  2. Zakupy -
  3. MKiDN chce zakazać promocji na nowe książki. Wydawcy: będzie drożej

MKiDN chce zakazać promocji na nowe książki. Wydawcy: będzie drożej

Polscy wydawcy organizują kampanię „Nie podnoście Polakom cen książek”. Powodem są propozycje zawarte w projekcie ustawy o ochronie rynku książki. Chodzi o wprowadzenie jednolitej ceny nowych książek w całym kraju przez pierwsze 12 miesięcy sprzedaży, co uniemożliwi jakiekolwiek promocje.

Ceny książek w Polsce są wysokie, ale ministerstwu kultury to najwyraźniej nie przeszkadza

Poziom czytelnictwa w Polsce od mniej więcej dwudziestu lat jest stabilny i oscyluje w granicach 40 proc. Nie jest on może jakoś wyjątkowo satysfakcjonujący, ale trudno go określić mianem dramatycznie złego. Dodatkowo Polacy najchętniej po prostu kupują książki.

Z jednej strony uzyskujemy w ten sposób dostęp do nowości wydawniczych, których nie znajdziemy tak po prostu w lokalnej bibliotece. Z drugiej zaś nowe książki kosztują. Tym razem nie będę pomstować na pazerność fiskusa. Do książek stosujemy w końcu obniżoną stawkę VAT 5 proc. Nie da się jednak ukryć, że za nową książkę średnio zapłacimy ok. 52 zł.

Moje „ulubione” ministerstwo doszło najwyraźniej do wniosku, że to zbyt tanio. Jakiś czas temu Marcin Szermański pisał na Bezprawniku o pomyśle resortu kultury w postaci ustawy o ochronie rynku książki. Pod koniec września projekt wpisano do wykazu prac legislacyjnych rządu. Przed czym należy ten rynek chronić? Przed rabatami i promocjami oferowanymi przez wydawców. Ma być drożej i koniec.

Jednolita cena książki ma ratować małe księgarnie tak, jak zakaz handlu w niedziele uratował małe osiedlowe sklepiki

Z pewnością wielu z was zastanawia się teraz, skąd urzędnikom przyszedł do głowy ten dość osobliwy pomysł. Już tłumaczę. Polska Izba Książki opublikowała raport „Analiza symulacyjna wprowadzenia jednolitej ceny okładkowej na polskim rynku wydawniczym”. Raport przekonuje do koncepcji jednolitej ceny książki obowiązującej przez pierwsze 12 miesięcy jej sprzedaży. Innymi słowy: przez pierwszy rok wszędzie kupilibyśmy książkę za tę samą cenę.

Warunkiem skuteczności tego posunięcia jest zachowanie mniej więcej dotychczasowej ceny końcowej w księgarniach poprzez uwzględnienie dotychczasowych rabatów udzielanych przez dużych wydawców.

Teoretycznie miałoby to wspomóc małe księgarnie, które dzięki temu mogłyby konkurować ofertą z gigantami. Jak? Założenie to brzmi osobliwie, jeśli przyjmiemy, że obecnie mniejsi gracze nie są w stanie obniżać cen sprzedawanych książek do takich samych poziomów.

Podkopanie przewagi cenowej dużych księgarni internetowych może jednak sprawić, że tradycyjne stacjonarne obiekty pozostaną na rynku. Jeżeli przypomina wam to ustawową ochronę „małych osiedlowych sklepików” przed konkurencją sieci handlowych i spory o sens zakazu handlu w niedziele, to najprawdopodobniej macie rację.

Zgadza się: chodzi o pieniądze, tym razem dla autorów i tłumaczy

Jednolita cena książki to nie koniec pomysłów zawartych w projekcie. Kolejną kontrowersję budzi wprowadzenie maksymalnego rabatu hurtowego na poziomie 45 proc. Ponownie resort kultury chce uderzyć w duże sieci księgarni, które dzięki skali działalności mogą wywalczyć korzystniejsze warunki niż mniejsze księgarnie.

Ile zarabia autor książki? Kampania „10 procent” Unii Literackiej

Chodzi także o pieniądze w tym bardziej przyziemnym sensie. Unia Literacka, stowarzyszenie zawodowe i twórcze zrzeszające pisarzy, od dawna narzeka, że autorzy słabo zarabiają na sprzedaży własnych książek.

Organizacja powołuje się na raport „Jeszcze książka nie zginęła” opracowany w 2025 r. przez Polską Sieć Ekonomii na zlecenie Instytutu Książki. Wynika z niego, że statystyczny polski autor zarabia na swojej książce 2 zł 87 gr. Wychodzi mniej więcej 5,5 proc. przywołanej wyżej średniej ceny książki.

Unia Literacka uruchomiła kampanię „10 procent”, której nazwa wyjaśnia, ile chcieliby zarabiać zrzeszeni w organizacji twórcy. Nie chodzi bynajmniej o negocjacje kontraktowe z wydawcami, ale o gwarancje na poziomie ustawowym. O tłumaczach również pomyślano – ci mieliby zarabiać 3 proc. ceny książki.

Kampania „Nie podnoście Polakom cen książek”. Wydawcy ostrzegają przed oczywistością: będzie drożej

Jak się łatwo domyślić, zmiany nie są w smak wydawcom. Odpowiedzieli oni własną kampanią „Nie podnoście Polakom cen książek”. Przekonują, że ograniczenie możliwości stosowania promocji i rabatów przez pierwszy rok sprawi, że książki najzwyczajniej w świecie będą droższe.

Według wydawców po wejściu w życie ustawy za 100 zł będziemy mogli kupić dwie książki zamiast trzech. Dlaczego tyle, skoro ustaliliśmy już, że średnia cena nowej książki w Polsce wynosi nieco ponad 50 zł? Właśnie dlatego, że duże księgarnie i wydawcy mogą dzisiaj stosować rabaty, które stałyby się zabronione.

Jednolita cena książki a audiobooki i serwisy abonamentowe

Ich zdaniem jednolita cena książki uderzy także w słuchaczy audiobooków. Jak możemy przeczytać w stanowisku grupy zrzeszającej największe polskie wydawnictwa:

Zmiany mogą dotknąć również osoby korzystające z cyfrowych serwisów abonamentowych. Zgodnie z zapowiedziami na nowości w serwisach abonamentowych poczekamy aż rok. Dziś czytelnik może sam zdecydować, czy kupuje e-book lub audiobook na własność, czy korzysta z niego w abonamencie. Po zmianach w przypadku nowości ten wybór zostanie ograniczony.

Jednolita cena książki to już trzeci projekt wpisujący się w ten sam szkodliwy schemat

Kto ma w tym sporze rację? Mojego zdania łatwo się domyślić po tych wszystkich przytykach w stronę Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz organizacji zrzeszających artystów. Mam swoje powody, by ocierać się o jawną złośliwość. Otóż to nie pierwszy taki przypadek.

Od dawna podejrzewam, że obecne kierownictwo resortu kultury jest tak naprawdę pasem transmisyjnym środowisk artystycznych. Rządzący z ochotą realizują kolejne postulaty twórców i artystów, co samo w sobie nie byłoby niczym złym, gdyby nie odbywało się przy absolutnym braku poszanowania interesów konsumentów oraz podatników, którzy za te wszystkie ekstrawagancje zapłacą.

Najlepszym przykładem takich posunięć może być nowa opłata reprograficzna oraz dopłaty do składek artystów, o ile ci zarabiają dostatecznie mało. W obydwu przypadkach mamy do czynienia wręcz z lekceważeniem współczesnych realiów rynkowych oraz stanu portfeli pozostałych Polaków.

Resort kultury znowu chce rozdawać nasze pieniądze

Właśnie dlatego wręcz instynktownie stoję w tym sporze po stronie wydawców. Zdolności nabywcze Polaków przetrzebił kryzys inflacyjny lat 2022–2023. Ustawowe zawyżanie cen książek siłą rzeczy nie sprawi, że będą one tańsze.

Znowu mamy do czynienia z rozdawaniem lekką ręką naszych pieniędzy środowiskom artystycznym pod byle pozorem. Nie łudzę się przy tym zbytnio, że za trzecim razem dojdzie do jakiegoś opamiętania się i rząd zrezygnuje z dalszych prac nad projektem. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak trzymać kciuki, by prezydent ostatecznie zawetował ustawę.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover