1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. Jeszcze niedawno nazywał kino przestarzałym. Teraz Netflix wpuści do kin 30 filmów rocznie

Jeszcze niedawno nazywał kino przestarzałym. Teraz Netflix wpuści do kin 30 filmów rocznie

Netflix chce, by jego filmy znacznie częściej trafiały na duży ekran — w skali roku do kin ma wchodzić około 30 produkcji platformy, a część z nich będzie wyświetlana nawet przez siedem tygodni, zanim pojawi się w serwisie. To duża zmiana jak na firmę, której współszef jeszcze w 2025 r. określał wspólne oglądanie filmów w kinie mianem przestarzałego pomysłu.

Wyniki lepsze od prognoz, ale inwestorzy nie są przekonani. Netflix szuka nowych źródeł wzrostu

O planach spółki można było usłyszeć przy okazji prezentacji wyników za trzeci kwartał 2026 r. Ted Sarandos, współdyrektor generalny Netflixa, zapewniał inwestorów, że model biznesowy firmy działa, a strategia nie wymaga zasadniczych zmian; filmy i seriale produkowane przez platformę wciąż mają trafiać przede wszystkim do abonentów — i to możliwie szybko. Same liczby wyglądały zresztą przyzwoicie, bo zysk na akcję wyniósł 87 centów, czyli więcej, niż zakładali analitycy. Mimo to kurs akcji po publikacji raportu spadł o blisko 6 proc. Nie pierwszy raz inwestorzy nie wierzą Netflixowi, że będzie dobrze — podobnie było po wynikach za pierwszy kwartał.

Zwolnienia, niższe wpływy z reklam i brak przebojów w USA

Powodów do niepokoju nie brakuje. Spółka zapowiedziała zwolnienie około tysiąca pracowników (ok. 6 proc. zatrudnionych), obniżyła prognozę tegorocznych przychodów, jakie przynoszą reklamy na Netflixie, z 3 do 2,7 mld dol., a sam Sarandos przyznał, że na rynku amerykańskim Netflixowi brakuje naprawdę dużych przebojów. Kino jest zatem jednym z kilku kierunków, w których firma szuka wzrostu — obok transmisji sportowych, wydarzeń na żywo czy gier (o tym, że Netflix wchodzi na rynek gier, mówiło się zresztą już kilka lat temu).

49 dni wyłączności dla „Narnii”. Netflix przyjmuje zasady okna kinowego, z którymi długo się nie zgadzał

W tym kontekście istotna jest kwestia tzw. okna kinowego, czyli okresu, w którym film można zobaczyć wyłącznie w kinie. Przez lata Netflix skracał je do minimum lub ograniczał się do pokazów specjalnych; tak było chociażby w przypadku animacji „K-Pop Demon Hunters”, którą kina wyświetlały przez zaledwie dwa dni. Tymczasem „Narnia: Siostrzeniec czarodzieja” w reżyserii Grety Gerwig wejdzie na ekrany 12 lutego 2027 r., a do serwisu trafi dopiero 2 kwietnia — co daje kinom 49 dni wyłączności. Pierwotnie film miał być dostępny wyłącznie w salach IMAX i tylko przez dwa tygodnie, w okolicach amerykańskiego Święta Dziękczynienia w 2026 r. Podobne zasady (45-dniowe okno i szeroka dystrybucja) mają dotyczyć filmu „Charlie kontra fabryka czekolady”, a hiszpańskojęzyczna „La Bola Negra” trafiła do kin na 47 dni.

Netflix ujawnia wyniki box office. Jawność działa w obie strony

Równie istotna wydaje się decyzja o publikowaniu wyników box office. Dla dużych studiów to codzienność, natomiast Netflix przez lata niechętnie dzielił się danymi o tym, jak radzą sobie jego produkcje. Pierwszym filmem, którego wyniki podano, była właśnie „La Bola Negra” — średnie wpływy z jednego ekranu w weekend otwarcia w USA wyniosły 69 tys. dol., co jest drugim najlepszym wynikiem dla filmu nieanglojęzycznego na tamtejszym rynku. Trzeba jednak pamiętać, że jawność działa w obie strony; każda słabsza premiera będzie od teraz widoczna dla wszystkich i porównywana z filmami tradycyjnych wytwórni.

Bez Warner Bros. będzie trudniej. Dystrybucję kinową Netflix musi zbudować od podstaw

Jeszcze kilka miesięcy temu sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. W grudniu 2025 r. Netflix porozumiał się w sprawie przejęcia studiów filmowych Warner Bros. oraz HBO Max; po sfinalizowaniu transakcji miałby od razu do dyspozycji rozbudowaną sieć dystrybucji kinowej, generującą ponad 4 mld dol. wpływów z biletów rocznie. Ostatecznie jednak walkę o Warner Bros. Discovery wygrał Paramount Skydance, a Netflix pod koniec lutego 2026 r. wycofał się z rywalizacji. Część komentatorów przekonywała zresztą wtedy, że to YouTube, TikTok i Instagram są prawdziwym wrogiem Netfliksa, a nie tradycyjne studia.

Kino może pomóc Netflixowi w budowaniu marek

Wszystko trzeba więc będzie zorganizować samodzielnie — od negocjacji z sieciami kin, przez marketing, aż po zapewnienie regularnego dopływu filmów przeznaczonych na duży ekran. Netflix własne kino ma co prawda od lat — nowojorski Paris Theatre — ale to raczej prestiżowa wizytówka niż sieć dystrybucji. Na te trudności zwracają uwagę również analitycy, z którymi rozmawiało CNBC; część z nich uważa jednak, że kino może pomóc Netflixowi w czymś, z czym firma historycznie radziła sobie słabiej, czyli w budowaniu marek, wokół których gromadzą się wierni fani.

Kino ma przyciągnąć twórców. Same wpływy z biletów nie zmienią wyników Netflixa

Trudno zakładać, że sprzedaż biletów znacząco wpłynie na przychody Netflixa — finał „Stranger Things 5”, wyświetlany w kinach w sylwestra, zarobił ponad 25 mln dol., czyli ułamek tego, co spółka zarabia w ciągu jednego kwartału. Można się więc domyślać, że stawką jest przede wszystkim coś innego. Sarandos przyznał niedawno, że firma traciła utalentowanych twórców, bo nie mogła zagwarantować im szerokiej premiery kinowej; o taką dystrybucję swoich filmów zabiegali m.in. Martin Scorsese, Guillermo del Toro czy David Fincher.

„Narnia” pierwszym sprawdzianem kinowej strategii Netflixa

Pierwszym prawdziwym sprawdzianem nowej strategii będzie luty 2027 r. Jeśli „Narnia” obroni się w kinach, Netflix zyska mocny argument w rozmowach zarówno z twórcami, jak i z właścicielami kin; jeśli nie — wyniki box office, które firma sama zdecydowała się ujawniać, szybko staną się dla jej krytyków wygodnym dowodem.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover