1. Home -
  2. Biznes -
  3. Kawiarnię otwórz obok kawiarni, a sklep obok sklepu. To powinien wiedzieć początkujący przedsiębiorca

Kawiarnię otwórz obok kawiarni, a sklep obok sklepu. To powinien wiedzieć początkujący przedsiębiorca

Ulica pełna kawiarni oraz barów i na każdym kroku kolejna oferta jedzenia lub picia albo sklep obuwniczy jeden obok drugiego. Bez sensu? Wcale nie! Zjawisko, które ekonomiści i marketingowcy znają doskonale, to prawo Hotellinga. W skrócie: firmy z tego samego segmentu często grupują się w jednym miejscu, zamiast rozpraszać po mieście. Brzmi dziwnie, bo intuicja przekornie podpowiada: „Po co otwierać lokal obok konkurencji?". Tymczasem to dobra droga do ustabilizowania biznesu.

Miłosz Magrzyk03.03.2026 16:20
Biznes

Skupienie podobnych firm przyciąga większy ruch klientów szukających konkretnej usługi lub produktu, a jednocześnie buduje wizerunek danego miejsca jako centrum specjalistycznej oferty.

Dwa podobne biznesy obok siebie mogą wzajemnie się napędzać

Amerykański ekonomista i statystyk Harold Hotelling zauważył, że konkurenci bardzo często nie uciekają od siebie jak najdalej, lecz przeciwnie – zbliżają się i upodabniają ofertę. To prawo, nazywane zasadą minimalnego różnicowania, tłumaczy, dlaczego skupiska podobnych lokali przyciągają więcej klientów niż pojedynczy punkt na uboczu i dlaczego np. producenci telefonów czy samochodów wyposażają sprzęt w podobne funkcje.

Zasada jest prosta: im więcej lokali w jednym miejscu, tym więcej ludzi w okolicy. Dwóch konkurentów obok siebie przyciąga większy ruch niż samotny pub. Klient lubi mieć wybór pod ręką – może od razu porównać ceny, menu i atmosferę, a jeśli w jednym miejscu nie ma wolnych stolików, naturalnie kieruje się do drugiego. Dokładnie tak działa tzw. model plaży: sprzedawcy lodów, zamiast stanąć na przeciwnych końcach, przesuwają się ku środkowi, bo tam spotykają największą liczbę klientów i minimalizują ich wysiłek związany z pokonaniem drogi.

Skupisko lokali zwiększa też widoczność całej lokalizacji. Konkurenci walczą o uwagę, więc inwestują w reklamy, lepsze witryny i wydarzenia. Każdy z nich robi to dla siebie, ale w efekcie promują wspólnie całe miejsce. To typowy efekt aglomeracji widoczny w restauracjach, kawiarniach, food truckach czy salonach samochodowych – liczba odwiedzających bywa wyraźnie większa niż w przypadku punktów rozproszonych.

Konkurencja w biznesie nie jest taka zła dla przedsiębiorców jak ją malują

Konkurencja jest dobra dla klientów, ponieważ zmusza firmy do podnoszenia jakości usług, i czasami pomaga również przedsiębiorcom. Bywa, że pojawienie się nowego lokalu w klastrze przyciągnie osoby, które dotychczas nie planowały wizyty w tej części miasta. Klienci lubią „krążyć" – zajrzeć do jednego miejsca na przystawkę, do drugiego na danie główne, a potem wrócić tam, gdzie najbardziej im się spodobało. Zyskują na tym obie strony. Wiele restauracji upada przez złą lokalizację – brak wiedzy o konkurencji i niedopasowanie koncepcji do otoczenia to jedne z głównych przyczyn zamykania lokali w pierwszym roku.

Ten sam mechanizm widać zresztą nie tylko w gastronomii. Supermarkety stojące obok siebie przechwytują ten sam strumień kupujących, a duże partie polityczne w kampaniach przesuwają programy w stronę centrum, bo ludzi niekoniecznie ciągnie do skrajności. W każdym z tych przypadków działa ta sama logika opisana przez Hotellinga: zamiast uciekać od konkurencji, bardziej opłaca się z nią spotkać. Mimo że spotkanie „drzwi w drzwi" wcale nie jest optymalne z punktu widzenia klientów.

Ustawienie biznesów w punktach 1/4 i 3/4 długości ulicy byłoby wygodniejsze z perspektywy społeczeństwa, ponieważ zamiast zmuszać mieszkańców z krańców do dłuższej wycieczki, rozkładamy dostęp do punktu bardziej równomiernie. Wtedy łączny koszt ponoszony przez klientów (czas, wysiłek, dojazd) byłby statystycznie niższy; innymi słowy układ 1/4–3/4 jest efektywniejszy społecznie. Niemniej i tak każdy z przedsiębiorców ma pokusę przesunięcia się bliżej środka w kierunku rywala. Prowadzenie firmy w Polsce wymaga nadążania za konkurencją – przedsiębiorca, który zatrzyma się w miejscu, musi liczyć się z tym, że w końcu zniknie z rynku.

Nie z każdym dobrze żyje się po sąsiedzku

Oczywiście nie każda lokalizacja i nie każda branża pozwala na komfortowe współistnienie. Jeśli grupy docelowe są zupełnie odmienne, efekt klastra znika. Przykład? Kawiarnia dla kobiet z dziećmi obok baru, w którym króluje niedrogi alkohol – sąsiedztwo nie przyciągnie wspólnych klientów, a wręcz będzie przeszkadzać.

Podobnie luksusowe lokale stawiające na ekskluzywną atmosferę raczej nie chcą sąsiadować z barami czy fast foodami. Z ekonomicznego punktu widzenia najlepszym scenariuszem dla przedsiębiorcy byłoby bycie monopolistą, ale na wolnym rynku to wyjątkowo trudne do zrealizowania. Dlatego przedsiębiorcy wolą, aby konkurencja pojawiła się blisko – wówczas lokalizacja sama przyciąga ruch, a walka przenosi się na marketing i jakość obsługi. Skopiowanie biznesu przez byłego pracownika to realne zagrożenie – przypadek Slimebox pokazuje, że bliskość konkurencji bywa wymuszona i nie zawsze uczciwa.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi