- Bezprawnik -
- Prawo -
- Dyrektor sprawdzi plecak ucznia wykrywaczem metali, a odmowa skończy się wezwaniem policji. Tak wygląda projekt MEN
Dyrektor sprawdzi plecak ucznia wykrywaczem metali, a odmowa skończy się wezwaniem policji. Tak wygląda projekt MEN
Dyrektor szkoły albo wyznaczony przez niego pracownik będzie mógł sprawdzić plecak, kurtkę i szafkę ucznia, użyć przy tym wykrywacza metali i odebrać niebezpieczny przedmiot. Jeśli uczeń odmówi, szkoła będzie musiała powiadomić policję. Tak wyglądają założenia nowelizacji Prawa oświatowego, którą Ministerstwo Edukacji Narodowej wpisało do wykazu prac legislacyjnych rządu. To dopiero zapowiedź, a nie obowiązujące prawo.
Po ataku 19-latka z nożem w szkole w Ostrołęce (7 października) i dzień później w szkole podstawowej w Leszczydole-Nowinach koło Wyszkowa, gdzie według doniesień mediów 15-latek śmiertelnie ranił 37-letnią woźną, trudno udawać, że szkoła jest strefą wolną od zagrożeń. Problem w tym, że diabeł siedzi w szczegółach, a tych w projekcie na razie brakuje.
Kontrola plecaków w szkole dziś. Nauczyciel nie ma żadnych uprawnień
Obecnie żaden przepis nie pozwala nauczycielowi ani dyrektorowi przeszukać rzeczy ucznia. Prawo oświatowe nakłada na dyrektora obowiązek dbania o bezpieczeństwo uczniów (art. 68 ust. 1 pkt 6), ale nie daje mu do tego narzędzi. Przeszukanie w rozumieniu Kodeksu postępowania karnego to czynność prokuratora albo policji, a uprawnienie do przeglądania zawartości bagażu ma policjant na podstawie ustawy o Policji. Szkoła, która dziś sama zagląda do plecaka, ryzykuje zarzut naruszenia dóbr osobistych i prywatności chronionej art. 47 Konstytucji. Podobnie zresztą jak przy telefonach: Bezprawnik opisywał już, że zarekwirowanie telefonu ucznia przez szkołę nie ma oparcia w ustawie, nawet jeśli wpisano je do statutu.
Barbara Nowacka mówiła o tym wprost w TVN24: „Dziś nauczyciele nie mają podstawy prawnej i narzędzi do działania na rzecz bezpieczeństwa”. Wcześniej, w rozmowie z RMF FM, zapowiadała: „Musimy zmienić przepisy tak, aby dyrektor szkoły mógł odebrać uczniowi przedmioty, które mogą, ale nie muszą być niebezpieczne”. Część takich rozwiązań była już w ustawie o prawach i obowiązkach ucznia, którą latem zawetował prezydent Karol Nawrocki.
Co przewiduje projekt nowelizacji Prawa oświatowego i Karty Nauczyciela
Z opublikowanych w wykazie prac rządu założeń, które relacjonowała PAP, wynika kilka konkretów:
- kontrolę przeprowadza dyrektor lub upoważniony przez niego pracownik, z poszanowaniem godności i dóbr osobistych ucznia,
- kontrola obejmuje bagaż, odzież wierzchnią oraz miejsca, w których uczniowie zostawiają swoje rzeczy, czyli np. szafki,
- można użyć wykrywacza metali,
- dyrektor ma obowiązek odebrać i zabezpieczyć m.in. broń, materiały wybuchowe, pirotechnikę, alkohol, narkotyki i inne niebezpieczne przedmioty, a u niepełnoletnich także papierosy i e-papierosy,
- o odebranych przedmiotach dyrektor zawiadamia policję, a w przypadku niepełnoletniego ucznia także rodziców i sąd rodzinny,
- odmowa poddania się kontroli oznacza obowiązek wezwania policji,
- zasady wejścia i przebywania w budynku każda szkoła opisze w statucie.
Za projekt odpowiada wiceminister Katarzyna Lubnauer, a rząd ma się nim zająć w I kwartale 2027 r. Na nowe uprawnienia szkoły poczekają więc co najmniej do wiosny.
Ochrona nauczyciela jak funkcjonariusza publicznego
Druga część dotyczy Karty Nauczyciela. Już dziś art. 63 tej ustawy daje nauczycielowi ochronę przewidzianą dla funkcjonariuszy publicznych, ale tylko podczas pełnienia obowiązków lub w związku z nimi. Projekt ma ją rozszerzyć na sytuacje, w których „bezprawny zamach na jego osobę został podjęty z powodu wykonywanego przez niego zawodu”, czyli również poza szkołą. Samorząd miałby zapewnić napadniętemu nauczycielowi bezpłatną pomoc prawną w postępowaniu karnym i pomoc psychologiczną. Kto chce zrozumieć, co to zmienia, powinien wiedzieć, kim jest funkcjonariusz publiczny w Kodeksie karnym. Atak na niego jest ścigany z urzędu i zagrożony surowszą karą.
Telefon, obecność rodzica, odmowa. Czego w projekcie brakuje
Rodzic czytający te założenia szybko trafi na białe plamy. Nie ma ani słowa o tym, czy przy kontroli musi być obecny drugi dorosły, czy sprawdza osoba tej samej płci, czy powstaje notatka i czy rodzic dowiaduje się o samej kontroli, a nie tylko o jej efekcie. Nie wiadomo też, jaka ma być przesłanka. Nowacka zapewniała, że nie chodzi o rutynowe sprawdzanie wszystkich plecaków, ale w przytoczonych założeniach tego zastrzeżenia nie widać.
Osobna sprawa to telefon. Kontrola bagażu to nie to samo co przeglądanie zawartości smartfona, a tajemnicę komunikowania się chroni art. 49 Konstytucji. Szkoła, która wyjmie z plecaka telefon, nie ma prawa czytać wiadomości dziecka. Już teraz zakaz smartfonów w szkołach budzi spory o to, co wolno nauczycielowi, i nowy przepis nie powinien tej granicy rozmywać.
Wątpliwości budzi też automatyzm. Jeśli każdy odebrany e-papieros, którego sprzedaż e-papierosów niepełnoletnim i tak jest zakazana, ma oznaczać zawiadomienie sądu rodzinnego, sądy utoną w sprawach, a 14-latek z jednorazówką trafi do tej samej procedury co kolega z nożem.
Realna ochrona czy szkolny punkt kontroli. Moja ocena
Uważam, że dyrektorowi te uprawnienia są potrzebne. Dziś nauczyciel, który widzi wystający z plecaka nóż, może najwyżej zadzwonić na policję i czekać. To fikcja, którą trzeba było zlikwidować dawno temu, a nie po tragedii. Komendant główny policji gen. Marek Boroń w RMF FM postawił sprawę ostro: „Musimy zażądać od młodych ludzi, aby pokazywali, co mają przy sobie”. Policja jednak nie stanie w każdej z kilkudziesięciu tysięcy szkół.
Projekt w obecnym kształcie ma jednak poważną wadę: zostawia za dużo statutom. W efekcie każda szkoła napisze własne reguły, a granica między uzasadnioną kontrolą a upokarzającym przetrzepaniem rzeczy przed całą klasą będzie zależeć od temperamentu dyrektora. Kryteria powinny trafić do ustawy: kontrola tylko przy uzasadnionym podejrzeniu, w obecności świadka, bez dotykania ciała, z protokołem i natychmiastowym powiadomieniem rodzica. Policja i tak ma znacznie szersze uprawnienia (wystarczy przypomnieć, jak wygląda przeszukanie mieszkania bez nakazu), ale działa pod kontrolą prokuratora i sądu. Szkoła takiego nadzoru nie będzie miała.
Sławomir Broniarz, prezes ZNP, zwracał uwagę, że jeden dyrektor przypada na kilkaset uczniów, a nauczyciele chcą jasności: „Chcemy jako nauczyciele wiedzieć, jaki jest zakres naszego działania, co możemy w danej sytuacji zrobić”. Sama Nowacka przekonywała, że szkoły to miejsca zaufania publicznego, gdzie „trzeba edukować, a nie stawiać urządzenia, które tylko uspokoją nasze sumienia”. Kontrola plecaka też może być takim uspokajaczem sumienia, jeśli państwo na tym poprzestanie i nie dołoży psychologów, ochrony oraz pieniędzy dla samorządów.










