- Bezprawnik -
- Państwo -
- Nie mam nic przeciwko odcięciu social mediów dzieciom do 15 lat. Nie łudzę się jednak, że zakaz będzie skuteczny
Nie mam nic przeciwko odcięciu social mediów dzieciom do 15 lat. Nie łudzę się jednak, że zakaz będzie skuteczny
Rządzący pracują nad wprowadzeniem ograniczenia dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci w wieku poniżej 15 lat. Nie jest to żaden zamach na wolność internetu. Dostrzegam także potencjalnie pozytywne efekty uboczne. Nie widzę za to szans na jakąś wielką skuteczność zakazu.
Social media szkodzą wszystkim, więc trudno oczekiwać, że dzieci będą wyjątkiem
Nie ma się co oszukiwać: współczesne media społecznościowe to ściek, w którym niewiele pozostało z pierwotnej koncepcji. Zewsząd bombardują nas treści nakręcające polaryzację społeczeństw. Na każdym kroku czai się ktoś, kto chce nam coś wcisnąć. Duża część użytkowników to nie ludzie, ale boty. Algorytmy zaś robią wszystko, żeby nas bardziej „zaangażować”, czyli nakręcić nasze emocje. Niektóre platformy podsuwają nam przy tym opcje Premium w niezbyt finezyjny sposób.
Dorośli ludzie wpadają w pułapkę tzw. doomscrollingu albo karczemnych awantur na rozmaite tematy. Nic więc dziwnego, że za szczególnie narażone uważamy dzieci i młodzież.
W ostatnich latach w szeroko rozumianym świecie zachodnim pojawił się trend postulowania ograniczeń wiekowych w social mediach. Także UE chce odciąć dzieci od social mediów. Bynajmniej nie chodzi mi o jakąś formę samoograniczania się poszczególnych platform. Mam na myśli twarde restrykcje w przepisach prawa.
Nasz rząd wpisuje się w ten trend od jakiegoś czasu. Już w styczniu pisaliśmy: w Polsce też może wejść zakaz social mediów dla dzieci, będą prace nad projektem. Teraz poznaliśmy szczegóły aktualnych propozycji i dowiedzieliśmy się, że projekty stosownych przepisów są już gotowe.
Zakaz social mediów dla dzieci do 15 lat. Trzymam kciuki, żeby tym razem nie wylać dziecka z kąpielą
Jak to miałoby działać? Ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych sprowadzałoby się do ustanowienia zakazu dla osób w wieku poniżej 15 lat. Nie mogłyby one nawet zakładać profili w takich serwisach, nie wspominając o ich przeglądaniu i publikowaniu treści.
Zbyt szeroka definicja mediów społecznościowych obejmie gry i Discorda
Zakaz taki nie byłby pełny bez definicji social mediów. Byłyby nimi platformy umożliwiające użytkownikom tworzenie profili, nawiązywanie kontaktów, publikowanie treści oraz komunikowanie się z innymi użytkownikami.
Prawdę mówiąc, dostrzegam tutaj pierwszy problem. Tak skonstruowaną definicję spełniają nie tylko Facebook, TikTok, X czy Instagram. Wbudowane czaty znajdują się praktycznie w każdej grze wideo, która zawiera element rozgrywki wieloosobowej. W grę wchodzą także komunikatory społecznościowe w rodzaju Discorda czy nawet nieco zapomniane już fora internetowe.
Zbyt szeroki zakres regulacji oznacza nakładanie obowiązków także na te podmioty, które nie mają środków i realnych możliwości, by się z nich wywiązać. Przerabialiśmy to niedawno przy okazji unijnego projektu EU KIDS Act, który nieproporcjonalnie dotyka właśnie branży gier komputerowych. Unia bierze się za gry komputerowe, a za naruszenia grożą wysokie kary.
Weryfikacja wieku przez mObywatela. Jedyna realna korzyść to cień szansy na ograniczenie plagi botów
W rządowych planach najważniejszym elementem wydaje się skuteczność weryfikacji wieku użytkownika. Nikt chyba nie doszedłby do wniosku, że samo odklikanie kolejnego wyskakującego okienka będzie środkiem wystarczającym do czegokolwiek. Sam nie zliczę, jak często kłamię, że jestem aptekarzem, gdy sprawdzam coś w serwisach poświęconych farmacji. Pozdrawiam w tym momencie autorów przepisu, który wymaga składania tak idiotycznych deklaracji.
Właśnie dlatego Ministerstwo Cyfryzacji i Ministerstwo Edukacji Narodowej chcą zastosować inny mechanizm, o którym już parokrotnie wspominaliśmy na Bezprawniku. Wykorzystane mają zostać nowoczesne rozwiązania cyfrowe, które umożliwiają weryfikację wieku, ale nie udostępniają innych danych użytkownika. Chodzi oczywiście o mObywatela oraz europejski portfel tożsamości cyfrowej. Podobne mechanizmy wdrażają już zresztą firmy technologiczne – w Wielkiej Brytanii iPhone pyta o dowód osobisty osoby, które mają potwierdzić pełnoletność.
Jestem entuzjastą tego konkretnego rozwiązania, a jednocześnie mam serdecznie w nosie to, czy faktycznie okaże się skuteczne wobec dzieci. Po prostu powiązanie konta w social mediach z prawdziwym, żywym i weryfikowalnym człowiekiem być może ograniczy plagę internetowych botów kształtujących opinię publiczną.
Platformy społecznościowe nie mają żadnego interesu w gorliwym wspieraniu polskich restrykcji
Nie jest też tajemnicą, że nijak nie wierzę w to, by tak skonstruowane ograniczenie rzeczywiście zmusiło polską młodzież do trzymania się z dala od mediów społecznościowych. Wcale nie mam przy tym na myśli tego, że nastolatek pożyczy sobie smartfon rodziców z mObywatelem, choć i tej możliwości nie da się przecież wykluczyć. Kluczem do ominięcia zabezpieczeń będzie VPN.
Ktoś mógłby w tym momencie stwierdzić, że przecież maskowanie lokalizacji użytkownika w niczym nie pomoże, gdy serwis społecznościowy zostanie zmuszony do skutecznej weryfikacji wieku poprzez mObywatela albo eIDAS. Niby tak, ale w projektowaniu zabezpieczeń zapomniano o drobnym szczególe: restrykcje nie będą obowiązywały poza granicami Polski.
Tym samym nastolatek z naszego kraju będzie mógł założyć konto w serwisie społecznościowym, udając mieszkańca Andory, Azerbejdżanu, Kazachstanu, Argentyny czy nawet Stanów Zjednoczonych. Pamiętacie obowiązek rejestracji kart SIM i wzrost popularności czeskich prepaidów? Skończy się tak samo.
Dodatkowo giganci technologiczni, do których należą poszczególne social media, nie będą mieli absolutnie żadnego interesu w zwalczaniu zaradnej młodzieży, która chce sobie poprzeglądać TikToka czy Instagrama.
VPN-y oszukują Putina, to tym bardziej ominą restrykcje polskiego ustawodawcy
Jeżeli ktoś myśli, że trzynastolatek nie jest w stanie samodzielnie skorzystać z narzędzi w rodzaju VPN, to muszę go rozczarować. Zaryzykowałbym tezę, że młodzież zawsze orientowała się w nowoczesnych technologiach lepiej od legislatorów.
O istnieniu poszczególnych marek nastolatki mogą się dowiedzieć nie tylko od starszych kolegów, ale także od influencerów. Prywatność w internecie jest niezwykle cenioną wartością, a komercyjni dostawcy VPN od lat uprawiają dość agresywny marketing.
Jeśli zaś chodzi o skuteczność oprogramowania, to ponownie powinniśmy być ze sobą szczerzy. Skoro VPN-y potrafią nierzadko oszukać cenzurę uprawianą przez totalitarne reżimy Rosji, Iranu czy Chin, to można śmiało założyć, że poradzą sobie także z zabezpieczeniami serwisów stworzonymi z myślą o mało perspektywicznym rynku, w myśl zasady absolutnego minimum wymaganego wysiłku.
Nie twierdzę, że nie należy próbować wprowadzać takich ograniczeń. Wspomniałem już wyżej, dlaczego mogą się okazać warte całego zamieszania. Po prostu nie uważam, że powinniśmy się nastawiać na spektakularne rezultaty.










