1. Bezprawnik -
  2. Społeczeństwo -
  3. Miasta oszczędzają na koszach, a mieszkańcy płacą mandaty. Stawka zaczyna się od 500 zł

Miasta oszczędzają na koszach, a mieszkańcy płacą mandaty. Stawka zaczyna się od 500 zł

Wyrzucenie pustej butelki, papierowej torby czy zużytej chusteczki podczas spaceru wcale nie jest tak łatwe, jak mogłoby się wydawać. W wielu miastach znalezienie publicznego kosza na odpady przypomina szukanie igły w stogu siana. Nieliczne pojemniki stoją głównie przy przystankach, placach zabaw czy w parkach, a na dłuższych odcinkach ulic nie ma ani jednego kubła.

Kosza na śmieci czasami trzeba szukać jak skarbu

Mieszkańcy przemierzają setki metrów z ogryzkiem albo papierkiem po lodzie i nerwowo rozglądają się za pojemnikiem. Noszenie resztek jedzenia przecież do przyjemności nie należy. Denerwuje podobnie jak to, że system kaucyjny zrobił z Polaków śmieciarzy.

Deficyt ulicznych pojemników ma kilka przyczyn. Samorządy muszą nie tylko kupić kosze, lecz także ustawić je, regularnie opróżniać, utrzymywać w dobrym stanie i reagować na dewastację. Każdy dodatkowy pojemnik to dodatkowy koszt stały obok kosztów utrzymania dróg, zieleni oraz oświetlenia.

Publiczny kosz to nie domowy śmietnik

Jest też druga strona problemu. Publiczny kosz ma służyć przede wszystkim do wyrzucania odpadów powstających podczas korzystania z przestrzeni miejskiej. Nie jest domowym śmietnikiem. Papierek po akurat zjedzonym batonie, kartonik po soku czy reklamówka – dla takich drobnych śmieci przeznaczone są uliczne pojemniki. Nie powinny natomiast stawać się darmowym punktem odbioru różnej maści prywatnych odpadów z mieszkań. Warto pamiętać, że w niektórych sytuacjach możliwa jest nawet kara za wyrzucanie śmieci do cudzego śmietnika.

Reklamówka, worek, a czasem nawet stare meble

A właśnie tak czasem się dzieje. Z kosza kipi jak z przepełnionej altany śmietnikowej, bo do miejskich kubłów trafiają reklamówki i czarne worki z odpadami bytowymi z domu. Zdarzają się również próby pozostawiania przy nich odpadów poremontowych oraz gabarytów w postaci mebli. Stare komody i szafy najlepiej wywieźć do punktu selektywnej zbiórki odpadów komunalnych (PSZOK). Bywa i tak, że mieszkańcy zostawiają wielkie gabaryty wprost pod wiatami, a gminy montują w odpowiedzi fotopułapki na przystankach.

Co gorsza, część odpadów jest wyciągana lub rozsypywana wokół pojemnika. Wystarczy jeden przepełniony kosz, kilka worków i odrobina wiatru, żeby schludny fragment ulicy w kilka minut zaczął wyglądać jak mikrowysypisko. Aby zapobiec podobnym sytuacjom, 1 maja w Jarosławiu wprowadzono pilotażowo system kodowania worków na śmieci. Ma on na celu identyfikację właściciela nieczystości. W części gmin pojawiły się już także chipy na koszach na śmieci, które pozwalają przypisać konkretny pojemnik do konkretnej nieruchomości.

Przepełnione pojemniki kosztują gminę i mieszkańców

To oczywiście także kwestia pieniędzy. Gmina ponosi koszty częstszego sprzątania, a te ostatecznie i tak wracają do mieszkańców w postaci podwyżek opłat komunalnych. Przepełnione pojemniki nie dość, że pogarszają estetykę, to jeszcze utrudniają przejście chodnikiem. Dlatego ograniczona liczba koszy nie może być traktowana jako przyzwolenie na wyrzucanie odpadów gdziekolwiek. Ale też trudno obciążać wszystkich mieszkańców nieodpowiedzialnym zachowaniem grupy wandali i oczekiwać, że będą przez dwa kilometry maszerować z pustą butelką w ręku.

Śmiecenie gdzie popadnie kosztuje – mandat od 500 zł

Zgodnie z art. 145 Kodeksu wykroczeń osoba, która zanieczyszcza lub zaśmieca miejsca dostępne dla publiczności, takie jak droga, ulica, plac, trawnik czy zieleniec, podlega karze grzywny nie niższej niż 500 zł. Karalne jest również usiłowanie dopuszczenia się takiego wykroczenia. Zaśmiecanie miejsc publicznych mieści się też w katalogu tego, za co może ukarać straż miejska.

Kary za zaśmiecanie miasta zaczynają się więc od 500 zł, ale oczywiście mogą być wyższe, jeśli mamy do czynienia z większym stopniem szkodliwości społecznej. Brak kosza nie uprawnia do pozostawiania odpadów w przypadkowych miejscach na chodniku, trawniku czy przy krawężniku.

Jasne, publiczny kosz na śmieci nie jest efektownym elementem miejskiego krajobrazu, ale jego brak doskwiera i tracimy na tym wszyscy. Kosze są wspólne, podobnie jak miasto, o które każdy powinien dbać na miarę swoich możliwości.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover