1. Bezprawnik -
  2. Prawo -
  3. Twój kot wpadł pod samochód. Zapłacisz za naprawę auta i możesz dostać mandat

Twój kot wpadł pod samochód. Zapłacisz za naprawę auta i możesz dostać mandat

Jeżeli wypuszczasz kota z domu i pozwalasz mu chodzić samemu po mieście, odpowiadasz za powstałe z tego powodu szkody. Dotyczy to nawet przypadków, gdy zwierzę zostanie rozjechane przez samochód i w trakcie wypadku coś uszkodzi. Przepisy są jasne: to wszystko twoja wina.

Właściciele kotów wychodzących bronią tej praktyki niczym niepodległości

Koty wychodzące to kontrowersyjna sprawa. Nie mam w tym momencie zamiaru ukrywać mojego niechętnego stosunku do koncepcji wypuszczania zwierzaka samopas, by mógł swobodnie poruszać się po terenie poza domem czy mieszkaniem. Parokrotnie ją zresztą krytykowałem na łamach Bezprawnika.

Kot to drapieżnik: 631 milionów ssaków i 144 miliony ptaków rocznie

Argumenty przeciwko wypuszczaniu kota na zewnątrz sprowadzają się do trzech aspektów. Zwierzęta tego gatunku to drapieżniki, które zabijają całe mnóstwo innych zwierząt. Szacunki z 2019 roku sugerują, że ich ofiarą może w samej tylko Polsce padać rocznie nawet 631 milionów ssaków, 144 miliony ptaków i dziesiątki milionów płazów oraz gadów. Należą do nich także gatunki chronione.

Liczby są astronomiczne? Przemnóżmy teraz liczbę ok. 7 milionów kotów w Polsce przez 365 dni. Później możemy ją arbitralnie podzielić na pół – w końcu są właściciele, którzy trzymają swoje zwierzęta w mieszkaniu. Nie ma się co oszukiwać: uroczy domowy kotek puszczony wolno to inwazyjny szkodnik.

Szkody w cudzym mieniu, za które i tak zapłaci właściciel

Drugim argumentem przeciwko kotom wychodzącym są szkody, jakie zwierzę teoretycznie może wyrządzić, kiedy pozostaje poza jakąkolwiek opieką właściciela: od porysowania komuś lakieru samochodu po zapaskudzenie piaskownicy na pobliskim placu zabaw.

Kotu wypuszczonemu na miasto może stać się krzywda

Nas tym razem interesuje trzeci argument. Kotu może się coś stać. Niektóre szacunki sugerują, że spośród kotów wychodzących ginie 1 na 7. Co więcej, średnia długość życia zwierzęcia spada do 7-8 lat w porównaniu z nawet 18 latami życia kotów niewychodzących.

Pasożyty, dziki, psy i jastrzębie — lista zagrożeń jest długa

Na zwierzę przemierzające miasta, wioski i dzikie tereny może spaść wiele różnych nieszczęść. Może nadziać się na ostry element ogrodzenia. W grę wchodzi kontakt ze wszelkiego rodzaju pasożytami oraz patogenami, które zresztą później przeniesie do mieszkania. W październiku zeszłego roku mieszkańcy małopolskiego Chrzanowa raportowali o kocie rozszarpanym przez dziki. Równie dobrze zwierzę może paść ofiarą psa, lisa, wilka, a nawet jastrzębia.

Nie ma się jednak co oszukiwać: chyba najczęstszą przyczyną śmierci kotów wychodzących jest rozjechanie przez samochód. Każdego roku w nieco większych miastach giną ich dziesiątki, jeśli nie setki.

Art. 431 kodeksu cywilnego: to właściciel kota pokrywa koszty naprawy auta

Ktoś mógłby pomyśleć, że za śmierć zwierzęcia pod kołami auta jego właścicielowi przysługuje odszkodowanie po zderzeniu ze zwierzęciem. W rzeczywistości może jednak być dokładnie na odwrót. Interesuje nas art. 431 §1 kodeksu cywilnego, który określa odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez zwierzęta.

§ 1. Kto zwierzę chowa albo się nim posługuje, obowiązany jest do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody niezależnie od tego, czy było pod jego nadzorem, czy też zabłąkało się lub uciekło, chyba że ani on, ani osoba, za którą ponosi odpowiedzialność, nie ponoszą winy.

Jeżeli więc w trakcie wypadku dojdzie do wgniecenia blachy, zarysowania lakieru, czy uszkodzenia jakichś bardziej wrażliwych elementów auta, to właściciel kota wychodzącego będzie musiał pokryć koszty naprawy.

Nie ma przy tym wątpliwości, że w takim wypadku właściciel ponosi winę za to, że zwierzę znalazło się na drodze. Do takiej sytuacji absolutnie nie powinno dojść.

Kiedy roszczenia idą w drugą stronę

Zupełnie inaczej wygląda kwestia tego, czego może żądać właściciel w razie potrącenia psa — tam, gdzie winę da się przypisać kierowcy, sądy potrafią zasądzić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Przy kocie wypuszczonym samopas na miasto sytuacja jest jednak odwrotna: winny jest ten, kto otworzył drzwi.

Mandat do 1000 zł z art. 77 kodeksu wykroczeń

Warto przy tym wspomnieć o tym, że potrącenie zwierzęcia rodzi po stronie kierującego konkretne obowiązki. Musi on nie tylko w miarę możliwości udzielić zwierzęciu pomocy, ale także wezwać którąś ze służb wskazanych w ustawie o ochronie zwierząt. Najprawdopodobniej będzie to Policja. Funkcjonariusze mogą ukarać właściciela kota, jeśli znajdą sposób na ustalenie jego tożsamości. Podstawę prawną stanowi art. 77 §1 kodeksu wykroczeń:

§ 1. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany.

Społeczna tolerancja kończy się tam, gdzie zaczynają się konsekwencje prawne

Zdaję sobie sprawę z tego, że w Polsce zjawisko kotów wychodzących jest społecznie tolerowane. Taki stan rzeczy przekłada się na sposób interpretacji obowiązujących przepisów oraz na kształtowanie postaw prawodawców.

Tolerancja ta kończy się jednak w momencie, gdy kotu coś się stanie. W tym momencie prawo nagle przestaje chronić właściciela przed konsekwencjami i zamiast tego zaczyna aktywnie je wymierzać. Jeżeli kogoś nie interesuje dobro własnego kota, to może przynajmniej zastanowi się nad własnym. Bo wypuszczanie kota z domu to decyzja, której finansowe koszty ponosi wyłącznie człowiek.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover