1. Bezprawnik -
  2. Biznes -
  3. „Nagonka na polską firmę”. Interwencje związkowców w Dino i Lidlu wyzwalają skrajne emocje

„Nagonka na polską firmę”. Interwencje związkowców w Dino i Lidlu wyzwalają skrajne emocje

Działania Państwowej Inspekcji Pracy związane z rzekomym łamaniem praw pracowniczych w Dino, Kauflandzie i Biedronce bynajmniej nie oznaczają, że przedstawiciele związków zawodowych i PIP postanowili się zatrzymać. W tym momencie na tapet biorą oni także Lidla. Zarzuty dotyczą przede wszystkim rzekomego blokowania możliwości zrzeszania się pracowników w związkach zawodowych.

OPZZ uderza w Lidla. Zarzut: utrudnianie działalności związku zawodowego

Na profilu facebookowym OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu możemy przeczytać post, w którym przedstawiciele związków zawodowych zarzucają Lidlowi utrudnianie działalności związku zawodowego OPZZ Konfederacja Pracy, m.in. przez niewydawanie dokumentów i brak dialogu z przedstawicielami pracowników. Nie jest to zresztą pierwszy raz, gdy praca w Lidlu staje się tematem publicznej dyskusji.

Sprawa Dino jako przykład bezradności państwa

Jako przykład indolencji państwa polskiego związkowcy podają sprawę Dino, gdzie – według wpisu – pracownica zgłaszająca nieprawidłowości została zwolniona, a firma otrzymała stosunkowo niewielkie mandaty. Od lipca kary za wykroczenia przeciwko prawom pracownika są jednak wyraźnie wyższe.

Internauci domagają się kontroli PIP we wszystkich marketach

Pod wpisem OPZZ na Facebooku napotykamy głosy internautów, którzy domagają się od związkowców zajęcia się wszystkimi marketami w Polsce i sprawdzenia, czy aby na pewno nie są w nich łamane przepisy.

Niektóre wpisy różnicują także podejście do „polskich” i „niepolskich” sklepów funkcjonujących w naszym kraju.

Pan Jakub pisze:

Ciekawe czy Ci wszyscy pieniacze, którzy krzyczeli, że KP niszczy „polski biznes”, bo śmie zakładać związek w Dino, ale boi się zaatakować „Niemca” teraz rzucą się do wspierania związku.

Polacy coraz częściej bronią Dino przed działaniami PIP i związkowców

Trzeba przyznać, że cała sytuacja związana z rzekomymi naruszeniami praw pracowniczych w marketach działających w Polsce jest ze wszech miar dziwna.

Wielu internautów wprost broni marketów Dino tylko dlatego, że jest to firma, której kapitał wywodzi się z naszego kraju.

Jako przykład niech posłuży komentarz internautki na profilu FB pulshr.pl:

Nagonka na Polską firmę! Mam dużo znajomych pracujących od lat w Dino, są zadowoleni! Szkoda, że nie piszecie o Lidlu Biedronce czy Kauflandzie, wszędzie podobne warunki! Przecież jeśli komuś nie podoba się praca w Dino, można ją zmienić!

Patriotyzm gospodarczy w wersji „nasz” i „nie nasz”

Czy fakt, że w marketach z dominującym polskim kapitałem PIP wykryje znaczące naruszenia przepisów, oznacza, że jest to nagonka na polskie firmy? Działania związane z nieprawidłowościami w Dino były bardzo ostre, a sprawa Dino trafiła do prokuratury.

Oczywiście nieprawidłowości powinny być wykrywane nie tylko w Dino czy innym „polskim” markecie, ale także w Lidlu, Kauflandzie, Aldi, Biedronce i w każdym innym sklepie. Kontrola PIP w firmie nie jest przecież narzędziem wymierzonym w konkretny rodzaj kapitału.

Wątpię także, by zamiarem związkowców z OPZZ było stawianie sprawy właśnie w ten sposób.

Ta sytuacja pokazuje, że wielu Polaków ma dziwne pojmowanie patriotyzmu gospodarczego, które objawia się nie wtedy, kiedy powinno. Wręcz przeciwnie, wielu z nas kładzie się Rejtanem w obronie polskiego kapitału, dziwnie różnicując go na „nasz” i „nie nasz” nie wtedy, gdy trzeba robić zakupy, lecz wtedy, gdy sprawa staje na ostrzu noża i na światło dzienne wypływają wszelkiego rodzaju brudy.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover