1. Bezprawnik -
  2. Samorządy -
  3. Gminy mogą stracić połowę przychodów z PET. Rachunek wróci do mieszkańca

Gminy mogą stracić połowę przychodów z PET. Rachunek wróci do mieszkańca

Polskie samorządy przez lata wydawały miliardy na budowę systemu selektywnej zbiórki odpadów. W latach 2013–2024 same miasta zrzeszone w Unii Metropolii Polskich przeznaczyły 5,8 mld zł na nową infrastrukturę — między innymi sortownie, kompostownie, instalacje recyklingu i punkty selektywnej zbiórki. Do tego dochodzi ponad 22,6 mld zł wydanych w tym okresie na funkcjonowanie miejskich systemów odpadowych.

Piotr Janus14.09.2026 15:11
Samorządy

Miliardy w selektywną zbiórkę, a obok powstaje system kaucyjny

Dzisiaj Polska tworzy obok tego kolejny system, nazywany kaucyjnym. Powstają automaty do zwrotu opakowań, organizowana jest nowa logistyka, magazynowanie i rozliczenia. Konsument płaci kaucję przy zakupie, a później musi dostarczyć butelkę lub puszkę do odpowiedniego punktu, aby odzyskać własne pieniądze.

Dlaczego po miliardowych inwestycjach w selektywną zbiórkę zdecydowaliśmy się budować kolejny system odzysku opakowań? Tym bardziej że Polska nie startowała od zera. W przypadku recyklingu opakowań z tworzyw sztucznych osiągnęliśmy w 2023 r. 46 proc., podczas gdy średnia unijna wynosiła 42 proc.

„Zarobili na maszynach, teraz zarobią na butelkomatach”

Adam Abramowicz, prezes Rady Przedsiębiorców, od początku krytykuje kierunek, w którym rozwija się system.

„Zarobili na maszynach w sortowniach, teraz zarobią na butelkomatach” – mówił Strefie Biznesu. To zdecydowane stwierdzenie warto potraktować jako punkt wyjścia do szerszego pytania. Jeżeli państwo najpierw zachęcało samorządy do budowy sortowni i rozwijania selektywnej zbiórki, a następnie wyjmuje z tego systemu część najbardziej wartościowych surowców i przekazuje je do nowego obiegu, ktoś musi za tę zmianę zapłacić. I nie chodzi tylko o zakup samych butelkomatów.

Prawie 44 mld zł w ciągu dekady

Według najnowszych wyliczeń Deloitte z września 2025 r. system kaucyjny będzie kosztował w ciągu 10 lat około 43,9 mld zł. Na tę kwotę składa się około 11,5 mld zł nakładów inwestycyjnych oraz 32,4 mld zł kosztów operacyjnych. W porównaniu z wcześniejszym raportem zmniejszono szacunek inwestycji, ale mocno zwiększono prognozowane koszty bieżącego funkcjonowania systemu. I właśnie ten drugi element jest szczególnie istotny. System trzeba przecież stale obsługiwać: odbierać opakowania, przewozić je, liczyć, magazynować, serwisować automaty i rozliczać kaucje.

Czy całe 43,9 mld zł zapłaci konsument?

Nie można powiedzieć, że całe 43,9 mld zł zapłaci konsument. Byłoby to nieprecyzyjne. Koszty zostaną rozłożone między producentów, handel, operatorów i innych uczestników rynku, ale ekonomia jest bezlitosna. Jeżeli przedsiębiorca ponosi dodatkowe koszty, musi je w jakiś sposób pokryć. Część może zostać przeniesiona na ceny produktów.

Kaucja sama w sobie nie jest natomiast dodatkowym podatkiem. Jeżeli konsument odda opakowanie, odzyskuje pieniądze. Kosztowny jest nie sam zwrot kaucji, lecz cała infrastruktura potrzebna do tego, aby ten zwrot zorganizować.

Samorządy tracą to, co wcześniej pomagało finansować system

Największy problem może pojawić się po stronie samorządów. PET i puszki aluminiowe należą do wartościowych surowców znajdujących się w strumieniu selektywnie zbieranych odpadów. Po uruchomieniu systemu kaucyjnego część z nich przestaje trafiać do gminnych instalacji.

Oznacza to, że samorząd nadal musi utrzymywać pojemniki, samochody, pracowników, sortownie i całą infrastrukturę, ale część surowca, który wcześniej można było sprzedać, zostaje wyprowadzona do systemu kaucyjnego.

Problem nie jest już tylko teoretyczny. Olga Goitowska z Unii Metropolii Polskich wskazywała w Sejmie, że system gminny osiągał 60-procentowy poziom recyklingu PET, a po wprowadzeniu kaucji samorządy mogą stracić około połowy przychodów ze sprzedaży tego surowca. Podkreślała też, że gminy już wcześniej zainwestowały duże pieniądze w modernizację sortowni.

Orli Staw: nawet 50 proc. mniej przychodów ze sprzedaży surowców

Jeszcze bardziej obrazowo pokazują to doświadczenia Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych (ZUOK) „Orli Staw”, zrzeszającego 24 miasta i gminy z województwa łódzkiego i wielkopolskiego. Według wyliczeń zakładu docelowo sprzedaż PET i puszek aluminiowych może praktycznie zniknąć, co oznaczałoby około 50 proc. spadku przychodów ze sprzedaży surowców wtórnych i około 10 proc. wszystkich przychodów instalacji. Pokazuje to bardzo prosty mechanizm: koszty funkcjonowania sortowni nie znikają tylko dlatego, że część wartościowego surowca przejmuje system kaucyjny.

Mieszkaniec może zapłacić za odpady dwa razy

Jeżeli gminny system będzie miał mniej przychodów, samorząd będzie musiał znaleźć brakujące pieniądze gdzie indziej. Jedną z możliwości jest podwyżka opłaty za wywóz śmieci lub podatków lokalnych.

Wtedy mieszkaniec może zostać postawiony w dość absurdalnej sytuacji. Najpierw płaci za produkt wraz z kaucją. Następnie poświęca czas na przechowywanie i zwrot opakowania. A jednocześnie może zapłacić więcej za utrzymanie systemu odpadów, który został osłabiony przez odebranie mu części najbardziej wartościowego strumienia.

Nie oznacza to, że każda gmina automatycznie podniesie opłaty. Oznacza natomiast realne ryzyko presji kosztowej, szczególnie tam, gdzie instalacje zostały zbudowane za kredyty lub środki publiczne. Tym bardziej że — jak donoszą media — instalacje miejskie w pierwszym półroczu 2026 r. zanotowały wielomilionowe straty (Kraków — 9,5 mln zł, Gdańsk — ponad 8,5 mln zł), a podwyżka opłat za śmieci 2026 objęła gminy w całym kraju. Właśnie dlatego samorządy tak mocno domagają się zmian w finansowaniu gospodarki odpadami i rzeczywistego udziału producentów w kosztach systemu, czyli realnego wdrożenia rozszerzonej odpowiedzialności producenta.

Abramowicz proponuje dwa systemy zbiórki zamiast jednego

W tym miejscu warto przyjrzeć się pomysłowi Adama Abramowicza. Zamiast likwidować lub osłabiać istniejący system, można byłoby pozostawić selektywną zbiórkę, a obok niej stworzyć dobrowolny system zwrotu opakowań za pieniądze. Kto chce oddać butelkę do automatu i otrzymać wynagrodzenie – robi to. Kto woli wyrzucić opakowanie do żółtego pojemnika, korzysta z istniejącego systemu. Nie trzeba byłoby wówczas pobierać obowiązkowej kaucji od każdego klienta i zmuszać wszystkich do przechowywania pustych butelek. Przy obecnym modelu część konsumentów i tak szuka sposobów na uniknięcie systemu kaucyjnego.

Taki model nie oznaczałby rezygnacji z recyklingu. Oznaczałby natomiast wykorzystanie infrastruktury, która już istnieje, zamiast tworzenia od podstaw równoległego systemu.

Po co jeszcze szkło w systemie kaucyjnym?

Jeszcze większe wątpliwości i obawy może budzić pomysł rozszerzania systemu na kolejne opakowania. Szczególnie trudno uzasadnić automatyczne dokładanie szkła. Jest ono cięższe, bardziej podatne na stłuczenie i wymaga kosztowniejszego transportu oraz magazynowania.

Jeżeli określone opakowania szklane już dziś są zbierane w ramach istniejących systemów, należy najpierw obliczyć, ile kosztowałoby ich wyjęcie z obecnego obiegu i stworzenie dla nich kolejnej infrastruktury. Każda następna frakcja oznacza kolejne automaty, transport, magazyny, obsługę i rozliczenia. A rachunek na końcu zawsze trafi do obywatela.

Francja wycofała się z obowiązkowej kaucji na butelki

Co ciekawe, właśnie teraz Francja pokazuje, że nie każde państwo musi iść w kierunku jednego obowiązkowego systemu kaucyjnego. Francuski rząd we wrześniu 2026 r. wycofał się z planu wprowadzenia obowiązkowej, ogólnokrajowej kaucji na plastikowe butelki. Zamiast tego systemy będą mogły być organizowane lokalnie przez samorządy, które zdecydują się na takie rozwiązanie. W tle decyzji znalazły się między innymi obawy władz lokalnych dotyczące kosztów oraz osłabienia istniejących systemów zbiórki. Ten przykład jest szczególnie istotny, ponieważ Francja nie rezygnuje z celów recyklingowych. Rezygnuje natomiast z przekonania, że jeden obowiązkowy model jest jedynym sposobem na ich osiągnięcie.

Kto naprawdę zapłaci za system kaucyjny?

Polska wybrała rozwiązanie znacznie bardziej rozbudowane i kosztotwórcze. Według Deloitte jego 10-letni koszt sięga prawie 44 mld zł. Jednocześnie samorządy ryzykują utratę części przychodów ze sprzedaży surowców, a zbudowana wcześniej infrastruktura nie przestaje kosztować tylko dlatego, że część PET i aluminium trafia do innego systemu.

Nie oznacza to, że system kaucyjny nie ma żadnych zalet. Wyższy poziom selektywnej zbiórki i czystszy surowiec mogą być wartościowe. Pytanie brzmi raczej, czy nie osiągamy ich za pomocą rozwiązania znacznie droższego i bardziej skomplikowanego, niż było to konieczne.

Warto więc wrócić do pytania Abramowicza. Skoro mamy już sortownie, pojemniki, samochody, instalacje i ludzi zajmujących się selektywną zbiórką, dlaczego zamiast poprawiać ten system budujemy obok niego drugi? Ostatecznie producent przeniesie część kosztów na cenę produktu, samorząd może zostać zmuszony do podniesienia opłat za odpady, a sklepy poniosą zbyt duże koszty obsługi zwrotów, na które muszą znaleźć miejsce i pieniądze.

Kto więc naprawdę płaci za ekologiczną zmianę? W zdecydowanej większości przypadków rachunek wraca do tego samego człowieka – mieszkańca i konsumenta. Może więc, zamiast tworzyć coraz bardziej skomplikowany system, należało najpierw zapytać, jak najlepiej wykorzystać miliardy już zainwestowane w ten, który Polska przez lata budowała.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover