1. Bezprawnik -
  2. Finanse -
  3. Wystarczy 1000 zł. mBank otwiera drzwi, które do tej pory były zamknięte dla zwykłych klientów

Wystarczy 1000 zł. mBank otwiera drzwi, które do tej pory były zamknięte dla zwykłych klientów

mBank Hipoteczny uruchamia emisję listów zastawnych o wartości 500 mln zł i po raz pierwszy kieruje je wprost do zwykłych klientów — wystarczy tysiąc złotych, żeby wejść w instrument oparty na portfelu kredytów hipotecznych. Odsetki co kwartał, notowania na GPW i jasne zasady bez ukrytych warunków. Tyle w skrócie — ale warto zrozumieć, co za tym stoi.

Marek Śmigielski11.06.2026 14:01
Finanse

Czym właściwie jest list zastawny?

To dłużny papier wartościowy, który emituje bank hipoteczny — w tym przypadku mBank Hipoteczny. Mechanizm jest dość przejrzysty: bank udziela kredytów mieszkaniowych, te kredyty generują regularne spłaty, a z tych spłat finansowane są odsetki wypłacane posiadaczom listów zastawnych. Zabezpieczeniem są konkretne wierzytelności hipoteczne, prawnie wydzielone od reszty majątku banku.

Innymi słowy: kupując list zastawny, nie pożyczasz bankowi pieniędzy w ciemno. Za papierem stoi realny portfel nieruchomości i spłacanych kredytów. Co istotne, nie jest to pierwsza tego typu oferta na rynku detalicznym — kilka miesięcy wcześniej już 1000 zł wystarczy by zainwestować w nowy produkt banku PKO BP, również w formie listów zastawnych.

Co konkretnie oferuje mBank?

Warunki emisji są czytelne: nominał jednej sztuki to 1000 zł, odsetki wypłacane co trzy miesiące, a oprocentowanie w pierwszym kwartale wynosi 4 procent w skali roku. Później zmienia się na zmienne: 0,25 punktu procentowego ponad stopę referencyjną NBP. Papiery emitowane są na trzy lata i będą notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie — co oznacza, że można je sprzedać wcześniej na rynku wtórnym, bez czekania do wykupu.

Emisja ruszyła 8 czerwca i potrwa trzy tygodnie albo do wyczerpania puli. Zapisy obsługuje biuro maklerskie mBanku.

Dlaczego to ma sens dla obu stron?

Z perspektywy banku listy zastawne rozwiązują konkretny problem: kredyty hipoteczne spłacane są przez dwadzieścia czy trzydzieści lat, a finansowanie ich z krótkoterminowych depozytów to strukturalne niedopasowanie. Długoterminowy instrument po stronie pasywów po prostu lepiej pasuje do długoterminowego aktywa po stronie kredytów.

Dla klienta indywidualnego to z kolei coś pomiędzy lokatą a obligacją — z regularnym kuponem, giełdową płynnością i podwójnym zabezpieczeniem: bankiem oraz wydzielonym portfelem wierzytelności. To ostatnie ma znaczenie zwłaszcza w gorszych warunkach rynkowych, kiedy ogólna kondycja instytucji finansowej może być mniej przewidywalna niż dziś.

Jak wypada na tle innych bezpiecznych instrumentów?

Dla porównania — inwestowanie w obligacje skarbowe wciąż opłaca się bardziej niż lokaty w banku, a obligacje detaliczne pozostają punktem odniesienia dla każdego, kto szuka bezpiecznego sposobu na pomnożenie oszczędności. List zastawny mBanku plasuje się gdzieś obok: nieco wyższe ryzyko niż papier gwarantowany przez Skarb Państwa, ale w zamian giełdowa płynność i konkretne zabezpieczenie hipoteczne.

Na co zwrócić uwagę?

Oprocentowanie zmienne powiązane ze stopą NBP to miecz obosieczny. Przy wysokich stopach klient zarabia więcej, przy obniżkach — mniej. Tu warto pamiętać, że ostatnio WIBOR maleje po zapowiedzi obniżki stóp, a to samo nastawienie RPP, które obniża raty kredytobiorcom, działa na niekorzyść posiadacza papieru o zmiennym oprocentowaniu. Kto szuka gwarantowanego stałego zysku na trzy lata, powinien to wziąć pod uwagę.

Warto też pamiętać, że notowanie na GPW daje płynność tylko teoretyczną — rynek wtórny dla tego typu instrumentów bywa wąski, a spread między ceną kupna i sprzedaży może zjeść część zysku przy przedterminowym wyjściu.

Obserwuj nas w Google Discover
Google Discover
Podobają Ci się nasze treści?
Google Discover
Dołącz do dyskusji
Najnowsze
Warte Uwagi
Kliknij by przejść do artykułu